• WYWIERZYSKO W DOLINIE OLCZYSKIEJ • Podziemne korytarze wodne i bijące źródło.
Dziś ciekawostka ze szlaku;-). Ostatniego dnia wiosny wybraliśmy się na wycieczkę malowniczą Doliną Olczyską. Jej podziemnymi korytarzami płynie woda, która wydostaje się na wierzch po zachodniej stronie Polany Olczyskiej. Tworzy tam największe wywierzysko w polskich Tatrach.
Wywierzysko – co to właściwie oznacza? Nazwa tego zjawiska nawiązuje do wody „wywierającej” spod ziemi (spójrz na drugie zdjęcie) – tak to nazwali górale;-). Źródło daje początek Olczyskiemu Potokowi, a woda ma stałą temperaturę ok. 4 stopni. Przekonaliśmy się o tym na własnej skórze – była cudownie kojąca w ten upalny dzień.
Więcej o Dolinie Olczyskiej i szlaku przez nią wytyczonym przeczytasz tutaj.
• GMACH GŁÓWNY MUZEUM TATRZAŃSKIEGO • Styl zakopiański nie tylko w drewnie.
Znajduje się przy Krupówkach, ale żeby go zobaczyć, trzeba lekko zboczyć ze szlaku oscypków, gofrów i niedźwiadków do zdjęcia. Gmach Główny Muzeum Tatrzańskiego znajduje się w drugim rzędzie budynków, tuż obok niemniej zabytkowego Technikum Budowlanego.
Muzeum Tatrzańskie jest jednym z najstarszych w Polsce muzeów - zostało utworzone w 1889 roku. Posiada 10 oddziałów, lecz kuriozum polega na tym, że Gmach Główny jest od dłuższego czasu…zamknięty. Skupmy się zatem na bryle budynku. Projektantów było dwóch – Stanisław Witkiewicz (o którego realizacjach sporo znajdziesz tutaj) i Franciszek Mączyński. Budowę zakończono ostatecznie w 1924 r. i jest to jedna z nielicznych realizacji stylu zakopiańskiego w odsłonie murowanej. Choćby dlatego warto tu zajść.
A gdyby Muzeum było otwarte, zobaczylibyśmy w nim m.in. dzieła sztuki typowe dla regionu (malarstwo na szkle, rzeźba, grafika), obiekty etnograficzne takie jak sprzęty gospodarstwa domowego i meble górali podtatrzańskich, a także kolekcję minerałów czy wystawy poświęcone florze Tatr. Chciałoby się zobaczyć…niestety pozostało obejść się smakiem.
• RÓWIEŃ KRUPOWA • Czyli gdzie się robi zakopiańskie selfie;-)
No to Tatry i Podhale;-). Rano ruszaliśmy na szlaki, natomiast popołudnia spędzaliśmy w mieście. Szukaliśmy willi, muzeów i innych miejsc wartych odwiedzenia - jeszcze przez nas nie poznanych. Samochód zostawiliśmy na miejskim parkingu nieopodal środkowej części Krupówek. Po drugiej stronie ulicy zobaczyliśmy ogromny napis ZAKOPANE, do którego ustawiały się kolejki amatorów selfie;-).
Ów napis znajduje się na rozległej polanie znajdującej się praktycznie w centrum miasta. Trawiasty teren poprzecinany jest asfaltowymi alejkami, a zza rzeczonego napisu wyłania się symbol Zakopanego – Giewont. Miejsce to nazywa się Rówień Krupowa i jest oblegane przez amatorów selfie i sesji zdjęciowych wykonywanych smartfonem;-). Rówień dzieli się na dwie części – górną i dolną. Dzieli je ulica Kościuszki. Nazwa polany pochodzi od nazwiska dawnych właścicieli tych ziem, rodziny Krupów.
Drewniany szyld ZAKOPANE powstał w 2015 roku, pierwotnie na potrzeby Międzynarodowego Festiwalu Folkloru Ziem Górskich. Tak się spodobał, że został.;-).
• KOŚCIÓŁ „NA OBIDOWEJ” W CHABÓWCE •
Ruszamy na Podhale:-). Jedziemy słynną zakopianką, a przed Nowym Targiem dobrze już widać Tatry. Po prawej stronie jak zawsze mijamy drewniany kościół położony na wzgórzu, z dala od zabudowań wsi Chabówka. Jest tu duży parking, ludzie robią zdjęcia. Krajobraz - przepiękny. Zatrzymujemy się i my.
W dawnych wiekach, gdy wokół szumiały tylko drzewa dzikiej puszczy, w okolicy lubili grasować zbójnicy. Droga była tu tylko jedna – ważny szlak handlowy łączący Polskę z Węgrami i Czechosłowacją. To właśnie w okolicy Chabówki miał zostać napadnięty kupiec, który zawołał: „Krzyżu Święty, ratuj mnie”. Został cudownie ocalony, a w podzięce wybudował ten właśnie kościółek. Tak podają miejscowe przekazy:-).
Kościół „Na Obidowej” powstał w 1757 roku na miejscu dawnej kaplicy. Został wzniesiony w stylu podhalańskim, z polichromią wykonaną przez miejscowego malarza ludowego (odnowioną w 1975 roku). Ciekawym elementem architektonicznym są tzw. soboty – wsparte na słupach podcienia pokryte dachem. Kiedyś dawały one schronienie pielgrzymom, którzy przybywali z dalekich stron na niedzielną mszę już w sobotę.
Niestety, w 1994 r. miało miejsce podpalenie. Świątynia została w dużej mierze uratowana tylko dzięki temu, że zakopianką jechała właśnie z Krakowa specjalistyczna jednostka Straży Pożarnej. Odbudowę ofiarnie wsparli wierni parafianie. Obecnie kościółkiem opiekują się księża Marianie.
• MATKA BOSKA JAGODNA • Staropolskie święto z 2 lipca.
Matka Boska Jagodna, Panienka Maryja
Która owocnym, rodnym drzewom sprzyja(…).
Leopold Staff
O święcie Matki Boskiej Jagodnej pewnie nie każdy słyszał – my sami dowiedzieliśmy się o nim przy okazji niedawnej wizyty na Podlasiu. To staropolskie święto liturgiczne obchodzono 2 lipca. Wykształciło się ono w tradycji ludowej i było połączone z przesuniętym obecnie na 31 maja świętem Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny.
W ludowych przekazach brzemienna Maryja miała iść na spotkanie z Elżbietą przez lasy i bezdroża, a w podróży żywić się zebranymi przez siebie jagodami. Z tego też powodu 2 lipca nie jadano owoców leśnych, które uważano za przeznaczone tego dnia jedynie Maryi.
W znajdującym się w Korycinach Ziołowym Zakątku (skansen i gospodarstwo agroturystyczne w jednym) znajduje się urokliwy kościółek pod wezwaniem Matki Boskiej Jagodnej. Nigdy wcześniej nie widzieliśmy podobnego, niesłychanie rustykalnego wnętrza sakralnego:-).
• WALEWICE • Jeździectwo z napoleońską historią w tle.
Przyznam, że nie jestem fanką tego typu miejsc. Od koni wolę swojskie krowy pasące się na łące, od pałaców – skanseny z drewnianymi chałupami;-). Jednak, zwiedzając ziemię łowicką i dysponując odrobiną wolnego czasu, postanowiliśmy zajechać do Walewic. Tu, w zabudowaniach gospodarczych pałacu, znajduje się stadnina koni.
A pałac to nie najskromniejszy. Powstał w 1783 r. w stylu klasycystycznym, co poznamy od razu po jego bryle. Był własnością Anastazego Colonna-Walewskiego, szambelana Stanisława Augusta Poniatowskiego. Jego trzecią żoną została Maria Łączyńska, która z kolei później wdała się w zawiłą relację z cesarzem Francuzów, Napoleonem.
Maria urodziła Napoleonowi syna, który przez krótki czas był właścicielem walewskich dóbr. Następnie pałac kilkakrotnie przechodził z rąk do rąk, a przed 1945 r. powstała tu pierwsza zagroda jeździecka. Obecnie w Walewicach znajduje się największa w Polsce stadnina koni rasy małopolskiej. Zabudowania otacza duży teren spacerowy.
• PARAFIE PIASTOWSKIE NA ZIEMI ŁOWICKIEJ <2> • Chruślin.
Piękno gotyckiej cegły przykuwa uwagę również we wsi Chruślin, znajdującej się około 16 km od Łowicza. Tutejsza parafia tak samo pamięta czasy piastowskie (została erygowana przed 1366 rokiem), a pierwotny kościół był prawdopodobnie drewniany. Obecny, pod wezwaniem św. Michała, został ukończony w połowie 16 wieku i reprezentuje styl gotycko-renesansowy.
Samochód zatrzymaliśmy na malutkim parkingu obok budynków parafialnych. Pachniało wiosennymi kwiatami, a w trawach słychać było pierwsze chrabąszcze, muchy i pszczoły. W słońcu lśniła złota mozaika umieszczona w półkolistej absydzie kościoła. Wnętrza niestety nie udało nam się zobaczyć. W bramie, jak przystało na początek maja, powiewała biało-czerwona flaga.
• PARAFIE PIASTOWSKIE NA ZIEMI ŁOWICKIEJ <1> • Sobota.
Około 20 km od Łowicza na zachód i jesteśmy w Sobocie. Nieduża wieś wyróżnia się pięknem starego ceglanego kościoła, jakich na ziemi łowickiej jest więcej. Tutejsza parafia została utworzona na przełomie 13 i 14 wieku, a więc w czasach piastowskich. Natomiast w 1518 r. powstała obecna świątynia, która przetrwała do dziś.
Kościół św. Apostołów Piotra i Pawła ma cechy budowli o charakterze obronnym, na co wskazuje okrągła baszta. Jego architektura była pierwotnie w stylu gotyckim, jednak 40 lat później zostały dobudowane elementy charakterystyczne dla renesansu mazowieckiego. Wnętrze udało nam się zobaczyć jedynie przez kratowane drzwi, a szkoda, bo znajduje się tu piękne sklepienie gwiaździste:-). Obok kościoła stoi drewniana dzwonnica.
• SKANSEN PRZY MUZEUM W ŁOWICZU • Najbardziej znany jest ten w Maurzycach, jakieś 8 km od Łowicza. Jednak jest też drugi, choć znacznie mniejszy – na terenie Muzeum na Starym Rynku.
Samego Muzeum zwiedzić nie zdążyliśmy, ale na pewno warto. Znajduje się tu wystawa historyczna oraz etnograficzna, przybliżająca gościom wszystko to, co typowe dla ludowej kultury regionu – wycinanki, stroje, rzeźby, święte obrazy. Jest też barokowa kaplica, jednak dziś nie o tym.
Miniskansen przy łowickim Muzeum powstał w latach 60. Tuż obok stoi blok, pewnie z czasów podobnych – miłe widoki z balkonów;-). Jedna z chałup pochodzi ze wsi Goleńsko, a datuje się ją na przełom 18 i 19 wieku. Niebieskie ściany, malowane kwiaty, zapach drewna – wszystko jak kiedyś. Na odtworzonym podwórku stoi też stodoła i spichlerz.
Z kolei druga chata (biała z malunkami) tworzy, wraz z budynkami gospodarczymi, okólnik – jest zagrodą typu zamkniętego. W skansenie znajduje się także ogród, w którym możemy zobaczyć kolekcję dawnych uli i rabaty ziół używanych w medycynie ludowej.
Muzeum otwarte jest codziennie (oprócz poniedziałków) w godzinach 10-16.
• ALEJA „GWIOZD” • Ludziom polskiej kultury ludowej.
W jednym z chodników Starego Rynku w Łowiczu od 2011 roku możemy podziwiać „gwiozdy”. To jeden z trzech typów wycinanki łowickiej (jest jeszcze „kodra” i „tasiemka”), które niegdyś zdobiły tutejsze domostwa:-).
„Gwiozdy” w chodniku zostały wykonane z hartowanego szkła i honorują twórczość najwybitniejszych ludzi polskiej kultury ludowej. „Gwiozda” przyznawana jest co roku w dwóch kategoriach – twórczość ludowa oraz upowszechnianie dóbr kultury ludowej.
• BAZYLIKA W ŁOWICZU • „Mazowiecki Wawel”.
Samochód zostawiliśmy na Starym Rynku. Tuż nad nim góruje niebosiężna bazylika katedralna Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Mikołaja, często nazywana Mazowieckim Wawelem. Zapewne chodzi w tym porównaniu o rangę - pod koniec 16 wieku, w czasach bezkrólewia, łowicka świątynia była traktowana jako najważniejsza w całej Rzeczypospolitej.
Pierwszy kościół murowany powstał w tym miejscu w XV wieku, niestety spłonął. Odbudowano go, zachowując styl gotycki. Jednak patrząc obecnie na architekturę łowickiej bazyliki, widzimy jak zmieniła się na przestrzeni kolejnych stuleci. Dziś odbijają się w niej jak w zwierciadle kolejne epoki – renesansowa, barokowa i klasycystyczna. Wnętrze jest bardzo bogato zdobione, można w nim także odnaleźć drobne akcenty ludowej kultury regionu.
Bazylika otrzymała tytuł Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Łowickiej. Natomiast w 1992 roku papież Jan Paweł II podniósł ją do godności katedry.
• FOLKLOR ŁOWICKI • Kolorowe pasy, wycinanki i oberek.
Kto czytał „Chłopów” Reymonta (albo oglądał ekranizację) ten na pewno kulturę ludową ziemi łowickiej zna. To właśnie tu, w miejscowości Lipce, toczyła się akcja powieści. Księstwo łowickie to nazwa historycznej mazowieckiej krainy, która obejmowała okolice Łowicza i Skierniewic. Współcześnie leży jednak w granicach województwa łódzkiego.
Folklor łowicki jest obecny zarówno w ludowych strojach, jak i w tańcu, regionalnych świętach oraz w dekoracjach. Cechą charakterystyczną ubioru są kolorowe pasy oraz, w wersji damskiej, chustki na głowę. Strój jak znalazł na tradycyjną łowicką procesję Bożego Ciała – jedno z najbardziej uroczyście obchodzonych świąt w regionie.
Mówiąc o folklorze łowickim, nie można nie wspomnieć o tutejszym rękodziele. Najbardziej charakterystyczne są wycinanki (przedstawiające głównie motywy kwiatowe i koguty) oraz tzw. „pająki” - niegdyś słomiane, dziś wykonywane z bibułek. Tak udekorowany dom to idealne tło dla oberka – ludowego tańca ziemi łowickiej;-).
• UROCZYSKO ŚWIĘTA ROZALIA • Kościół na leśnej polanie.
Północna część Mazowsza, okolice Różana. W oddali od wszelkich zabudowań, w otoczeniu 500-letnich dębów, stoi mały kościół pw. Św. Rozalii. Kult świętej trwa od ponad trzystu lat, choć nie wiadomo w jakich okolicznościach Rozalia z Palermo trafiła na to leśne uroczysko. O obecności świętej miał świadczyć kamień, na którym odcisnęła się jej stopa.
Pierwsza drewniana kaplica przetrwała do 1944 roku. Opiekował się nią wtedy mieszkający nieopodal pustelnik. Niestety, kościół stał się celem ataku Armii Czerwonej, która zużywała drewno na podpałkę w kuchni polowej. Świątynia została odbudowana, a dzisiejszy kształt nadano jej w 1995 roku.
Uroczysko Święta Rozalia zmienia się nie do poznania w dniach 3-4 września, kiedy ma miejsce odpust. Uroczystości rozpoczynają się wieczorem nieszporami, z kolei następnego dnia trwają nabożeństwa z udziałem biskupa.
A w maju zakwitły jaskry:-).
• KWITNIENIE MAGNOLII • Ogród Botaniczny PAN w Powsinie.
Mówi się, że magnolie to księżniczki na ziarnku grochu – potrzeba wiele sprzyjających zbiegów okoliczności, by zakwitły. Tymczasem tajemnica tkwi w kwaśnym podłożu, bezwietrznej aurze i dużej ilości słońca. Pewnie trudno to pogodzić, ale opiekunom magnolii w Ogrodzie Botanicznym PAN chyba się udało;-)
W tym roku zakwitły późno. Ale jak już się pojawiły, przyciągnęły dziesiątki spragnionych piękna (i, co można było zaobserwować, kwiatowych selfie;-) spacerowiczów). W ogrodzie PAN można podziwiać całe magnoliowe gaje, które o tej porze roku robią niesamowite wrażenie.
Ogród Botaniczny PAN w Powsinie: www.ogrod-powsin.pl. Ceny biletów: 17 zł normalny, 13 zł ulgowy (od lat 5). Adres: Prawdziwka 2.
• SANKTUARIUM W POWSINIE • Matka Boża Tęskniąca.
Powsin, część warszawskiego Wilanowa. Jedziemy rowerami, słyszymy bicie dzwonów. Dochodzą z miejscowego kościoła św. Elżbiety, będącego jednocześnie Sanktuarium Matki Bożej Tęskniącej. Na miejscu wita nas intensywny zapach kwiatów, jak na maj przystało:-).
Historia parafii w Powsinie sięga 14 wieku, jednak obecna murowana świątynia została wzniesiona w połowie 18. Jest to przykład architektury baroku, projektu Józefa Fontany. We wnętrzu kościoła (które niestety zobaczyliśmy jedynie przez szklane drzwi) znajduje się otoczony czcią obraz Matki Bożej Tęskniącej, zwanej również Powsińską. Jego autor jest nieznany.
Wizerunek Matki Bożej Tęskniącej zyskał szczególne znaczenie podczas powstania warszawskiego, kiedy wierni gorliwie modlili się o odrodzenie ojczyzny. Odsłaniany jest podczas nabożeństw majowych i wszelkich uroczystości maryjnych.
• KŁADKI W KONSTANCINIE • Dzika przyroda rzeki Jeziorki.
Konstancin-Jeziorna to jedyne uzdrowisko na Mazowszu. Wielu spacerowiczów (i kuracjuszy;-)) przyjeżdża tu w celu skorzystania z tężni solankowej, zlokalizowanej w starym parku zdrojowym. W okolicy fajnie też pojeździć na rowerach i zjeść gofry, które zawsze przywołują na myśl wakacje.
Park ciągnie się wzdłuż rzeki Jeziorki – lewego dopływu Wisły. Wybudowano tu kładki, dzięki którym można lepiej zobaczyć dziką przyrodę mokradeł. Wśród wysokich traw chowają się ważki i żaby, a nad nimi krążą rybitwy. Czasem, zwłaszcza gdy deszcz wisi w powietrzu, fauna jest tutaj bardzo głośna;-).
• WIOSNA W KRÓLIKARNI • Żonkile.
Ze względu na bliskie mojemu miejscu zamieszkania położenie, w warszawskiej Królikarni bywam dość często. Lubię tu i pałac (przed 2020 r. z miłą kawiarnio-księgarnią), i park z rzeźbami, i piękny widok na skarpę wiślaną.
Pałac jest klasycystyczny, zaprojektowany przez naczelnego architekta Warszawy końca 18 wieku - Dominika Merliniego. W czasach saskich znajdował się tu zwierzyniec, gdzie hodowano króliki. Zatem nazwa wyjaśniona;-). Obecnie pałac jest siedzibą Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego.
A na wiosnę zakwitły żonkile.
• SPICHLERZE • W sadach śliwkowych jest ukrytych trochę ruin po starych spichlerzach, które są tu nawet o wiele ciekawsze, niż na przedmieściu Gdańskim; zwłaszcza jedna facjata spichrza, gdzie mieszka garncarz, jest prawdziwie piękna (…). Aleksander Janowski.
W dawnych wiekach Kazimierz Dolny nazywany był „Małym Gdańskiem” - był to jeden z najważniejszych w kraju portów rzecznych i miejsce przeładunku towarów, głównie zboża. Stąd potrzebne były budowle do ich przechowywania. To właśnie spichlerze.
Podobno w Kazimierzu było ich około 60. To budynki dwukondygnacyjne i bardzo charakterystyczne – zwłaszcza dzięki bogatym zdobieniom w fasadach. W 18 wieku miasto przestało pełnić tak ważną funkcję portową, a spichlerze zaczęły popadać w ruinę. Obecnie pozostało ich jedenaście.
Spichlerz ze zdjęcia jest jednym z najmłodszych – pochodzi z 1633 roku. Został wzniesiony w stylu renesansu lubelskiego, a budulcem jest wapień, jak na Kazimierz przystało. Po II wojnie światowej spichlerz został zaadaptowany na Dom Wypoczynkowy PTTK i przez wiele lat właśnie tu zatrzymywało się najwięcej turystów.
• WĄWÓZ PLEBANKA • Bez parasola, bez płaszcza wlokłyśmy się obślizgłymi, gliniastymi wąwozami w deszczu ulewnym, widziałam domek Kuncewiczów w sadzie i znów stamtąd w deszczu i ślizgocie zmiatałyśmy do domu uroczym wąwozem (…). Chciałam tu pobyć i odpocząć, jest tu tak pięknie – ale ta piękność jest dla mnie nieżyczliwa, zbyt mokra, gliniasta, niemożliwa w niepogodę (...). Zofia Nałkowska
Wąwóz Plebanka usytuowany jest ze wszystkich kazimierskich wąwozów najbliżej miasta – raptem kilkaset metrów od rynku. Idąc do niego mijamy Wietrzną Górę, a na niej klasztor Reformatów. Za sobą zostawiamy z kolei widok na farę i zamek.
Plebanka liczy sobie około kilometra długości. Szlak nie jest trudny (choć, jak słusznie zauważyła Zofia Nałkowska, niebywale błotnisty w deszczowe dni;-)), nadaje się zarówno na wycieczki piesze, jak i rowerowe. W zimie odbywają się tu śnieżne kuligi.
To jeden z kazimierskich wąwozów lessowych. Powstał w wyniku oddziaływania wody na less – pylastą skałę osadową. Nie jest pewnie tak spektakularny jak słynny Korzeniowy Dół (ten drugi to właściwie głębocznica, a nie wąwóz, bo powstał w wyniku działań człowieka), za to sporo od niego głębszy;-).
Był pierwszy dzień roku 2022.
• KAZIMIERSKA FARA • Wokół małego placyku (…) tłoczą się drewniane domki, małe jak kurniki. Niespodziewanie nad nimi wystrzela biały masyw kościoła. Stoimy przytłoczeni tym widokiem jak pod ścianą kamieniołomu. To Fara. Wydaje się, że za chwilę spłynie na miasteczko z chmur jak okręt. Jest śliczna, pogodna, renesansowa (…). Zbigniew Herbert
Kościół farny św. Jana Chrzciciela i św. Bartłomieja jest jednym z bardziej znanych przykładów stylu renesansowo-lubelskiego. Jego jasna bryła góruje nad rynkiem, stanowiąc niejako punkt odniesienia dla całej zabudowy miasteczka.
Fara została ufundowana przez Kazimierza Wielkiego w 1325 roku, a następnie rozbudowana – już za renesansu. Architektura świątyni szybko stała się wzorem przy rozbudowie innych kościołów gotyckich, a także obiektów o świeckim przeznaczeniu, takich jak kazimierskie spichlerze.
• DOMEK LORETAŃSKI W GOŁĘBIU • Szlak Renesansu Lubelskiego.
Na chwilę wskakujemy na turystyczną trasę, łączącą 42 zabytkowe budowle wzniesione w stylu renesansu lubelskiego. Większość z nich to obiekty sakralne – m.in. kazimierska fara (o której będzie niebawem), świątynia Bernardynów w Lublinie czy też malowniczy kościół św. Anny w Końskowoli. Natomiast w miejscowości Gołąb (okolice Puław) stoi renesansowo-lubelski domek loretański:-).
Domki loretańskie to nieduże budowle sakralne wznoszone nieopodal kościołów lub w ich wnętrzach. Ich pierwowzorem jest Santa Casa w Loreto (Włochy). Domek loretański w Gołębiu został zbudowany na terenie należącym do kościoła św. Katarzyny i św. Floriana (zdjęcie 4 i 5). Jego fundatorem jest ks. Szymon Grzybowski, budowę wspomógł także kanclerz Jerzy Ossoliński. Na elewacjach znajdują się symetryczne płaskorzeźby. Wnętrza nie udało nam się niestety zobaczyć.
Na koniec wrócę jeszcze do renesansu lubelskiego i jego charakterystyki. Kościoły wzniesione w tym stylu mają przeważnie fasadę pozbawioną wieży, za to bogatą w detale architektoniczne (sztukaterie, ozdobniki). Niewątpliwie widoczne są tu silne wpływy ówczesnej architektury włoskiej:-).
• CZARNOLAS • Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie!
To jeden z najbardziej znanych cytatów Jana Kochanowskiego, pochodzący z fraszki Na Lipę. Rozsławionej przez wieki czarnoleskiej lipy niestety już nie ma – na jej miejscu stoi pamiątkowy obelisk. Nieopodal posadzono również nowe drzewko, które nosi imię „Urszula”.
Jesteśmy w Czarnolesie - jakieś 36 km od Kazimierza Dolnego, ale już po stronie mazowieckiej. To właśnie tu osiedlił się i tworzył Jan Kochanowski – słynny polski poeta lat renesansu. Obecnie znajduje się tutaj poświęcone jemu muzeum, obejmujące wnętrza 19-wiecznego dworku Jabłonowskich.
Sześć muzealnych sal przybliża nam życie i twórczość artysty – zgromadzono tu nie tylko jego najbardziej znane dzieła, ale także przedmioty użytku codziennego, w tym dębowy fotel;-). Są też podziemia, a tam ekspozycja poświęcona tzw. Rzeczypospolitej Babińskiej – nieformalnego stowarzyszenia szlacheckiego, zajmującego się żartobliwą twórczością literacką. Na terenie parku znajduje się również piękna neogotycka kaplica.
• GÓRA TRZECH KRZYŻY • Kazimierz (…) to krzyże na Górze Trzech Krzyży, na które wiozłem drzewo z puławskiego tartaku (…). To zapach klasztoru. Kot siedzący na parapecie w Domu Architekta, któremu z oka spływa łza. Bohdan Zadura.
Góra Trzech Krzyży - jeden z symboli Kazimierza. Gliniasta, po deszczu bardzo błotnista. Nawiązujące do Golgoty krzyże zostały tu postawione w 1708 roku i miały upamiętnić ofiary zarazy morowej, jaka przetoczyła się wówczas przez miasto. Obecne krzyże pochodzą z połowy 19 wieku.
To bardzo dobry punkt widokowy na Kazimierz. Widać i Wisłę, i stare zabudowania, i rynek. Na szczyt dojdziemy kamiennymi schodami w około 10 minut. Jest dość stromo, ale można też wybrać bardziej łagodne i tym samym dłuższe wejście.
• BASZTA • Zamek górny w Kazimierzu Dolnym;-)
Kazimierska baszta bywa też nazywana Wieżą Łokietka. Stoi powyżej ruin zamku dolnego, dumnie górując nad okolicą. Została wzniesiona na przełomie 13 i 14 wieku w formie stołpu – średniowiecznego wzoru budowli obronnych, często konstruowanych na planie koła.
Wiało i padało. Było zimno, choć nie śnieżnie – taki to ostatni dzień roku 2021 przypadł nam w udziale;-). Schody na górę baszty były dosyć śliskie, więc poręcz okazała się niezbędna. Co ciekawe, grubość murów kazimierskiej wieży zmienia się wraz z jej wysokością – u podstawy to około czterech metrów, u szczytu już trzy.
Był czas, że służyła jako latarnia morska (choć lepiej w tym wypadku byłoby powiedzieć – rzeczna) – ułatwiała nocne przeprawy przez Wisłę.
• RUINY ZAMKU • Minęli farę i podążyli w górę do baszty, do ruin zamczyska (…). Stanęli na szczycie wzgórza. Szczerbaty zamek jaśniał, jakby cały był z próchna. W dole czerniało miasteczko.
Maria Kuncewiczowa.
Według podań Jana Długosza zamek w Kazimierzu Dolnym powstał w 14 wieku. Budulcem był wapień, którego w okolicy pod dostatkiem;-). Początkowo pełnił funkcje administracyjne (również jako punkt kontroli statków na rzece), raczej nie obronne. Architektura zamku przechodziła przez różne fazy – od gotyckiej za króla Kazimierza po renesansową za Zygmunta I Starego.
Los zamku nie szczędził. Najpierw potop szwedzki, potem ogromny pożar. Były pomysły odbudowy, jednak nigdy ich nie zrealizowano. Obecnie zamek, zabezpieczony w formie trwałej ruiny, jest dostępny dla zwiedzających. Odbywają się tutaj wystawy czasowe – my natrafiliśmy na „Portrety” autorstwa Pawła Bajewa.
• ULICA PUŁAWSKA W KAZIMIERZU • Trochę Kazimierza Dolnego z przełomu roku:-)
Ulica Puławska jest na tym odcinku totalnie urokliwa. Wiedzie wzgórzem, z którego widać dachy starych domów i rzekę Wisłę. Pod stopami bruk, a z każdym krokiem coraz wyraźniej zaznaczają się mury kazimierskiej fary. To był ostatni dzień roku, zamglony i dżdżysty. Pachniało starym drewnem, gdzieniegdzie zaszczekał pies, po sztachetowym płocie przemknął kot. I to szare niebo - zupełnie jakby szedł wieczór, a była dopiero piętnasta.
• BESKID BEZ KITU • Kilka dni temu skończyłam czytać tę piękną książkę. Na niezapomnianych parę chwil przeniosłam się w Beskid Niski sprzed 100 lat, który tak bardzo różnił się od współczesnego. Były chyże, karczmy, młyny, brukowane drogi. W drewnianych cerkwiach odbywały się nabożeństwa, w ściany wnikał zapach kadzidła. Dzieci jeździły na zrobionych przez siebie sankach, a dorośli pielęgnowali łemkowskie tradycje. Życie w dolinach tętniło (w tych samych dolinach, w których teraz są tylko kapliczki, dzikie śliwy i stare kamienie). Wszystko to jest w tej książce, jest też wielka i trudna przygoda trzech dziewczynek – Nastki, Paraski i Tekli. To już druga część „Beskidu bez kitu” Marii Strzeleckiej. Polecam również tym dużym dzieciom:-).