Z bieżących tras

    • SANKTUARIUM NA PLEBANIEJ GÓRZE • Kościół Zwiastowania NMP i klasztor oo. Reformatów.


    Podczas naszych pobytów w Kazimierzu zawsze zatrzymujemy się przy ulicy Krakowskiej (to chyba najbardziej malownicza uliczka tego miasta:-)). Tym samym, wracając do naszego pensjonatu z rynku i innych spacerów, mijamy przepięknie położony kościół i klasztor. To sanktuarium Zwiastowania NMP, do którego prowadzą długie drewniane schody.


    Kościół został wzniesiony na wzgórzu zwanym dawniej Plebanią Górą (pamiątką po tej nazwie jest biegnący u podnóża wąwóz Plebanka) pod koniec 16 wieku. Ufundowali go kazimierscy mieszczanie: Bartłomiej i Mikołaj Przybyłowie. W 1627 r. na wzgórzu osiedlili się franciszkanie-reformaci, którzy rozbudowali świątynię i wznieśli klasztor. W 19 w. zespół budynków został odrestaurowany w duchu klasycyzmu.


    W 1865 r. reformaci zostali przeniesieni do Pińczowa. Do Kazimierza powrócili niedługo przed wojną, w 1928 roku. Trudne były losy sanktuarium podczas okupacji hitlerowskiej – klasztor został zajęty przez gestapo, a w piwnicach utworzono więzienie. Na szczęście udało się uratować sporo wyposażenia kościelnego – szczególnie cenny jest obraz Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny z 1600 roku, umieszczony w ołtarzu głównym. Oryginalna jest także balustrada okalająca boczne ołtarze.


    Sanktuarium znajduje się przy ulicy Klasztornej 3, niemal u zbiegu z Krakowską.

      • WĄWÓZ NOROWY DÓŁ • Siła przyrody.


      Kilka minut spacerem od Muzeum Przyrodniczego i znajdziemy się u wlotu Norowego Dołu – jednego z kazimierskich wąwozów powstałych na skutek oddziaływania wody na less. Norowy Dół ma około 800 m długości i wiedzie na ulicę Góry. Kiedyś prowadziła tędy droga z portowej części miasta do wsi Góry Wylągowskie, która jest obecnie włączona do Kazimierza. Nazwę wziął od mieszkającej w najbliższej okolicy rodziny Nurów.


      Trafiliśmy na deszcz. A deszcz w kazimierskich wąwozach oznacza jedno – gliniaste, przylepiające się do butów błoto:-). Jego uroków doświadczyła także Zofia Nałkowska, która kochała odpoczywać w Kazimierzu, ale trudno jej było spacerować przez lessowe wąwozy w wilgotne dni – jak to opisała w „Dziennikach 1930-1939”.


      Przez Norowy Dół przebiega szlak turystyczny oraz ścieżka dydaktyczna.

        • MUZEUM PRZYRODNICZE • W kazimierskim spichlerzu:-)


        Będąc w Kazimierzu, uwagę zwracają typowe dla architektury tego miasteczka spichlerze. W dawnych wiekach służyły one do przechowywania zboża – Kazimierz Dolny był ważnym w kraju portem rzecznym (nazywano go nawet Małym Gdańskiem), więc przeładunek towarów odbywał się często.


        Muzeum Przyrodnicze, które ostatnio odwiedziliśmy, mieści się w Spichlerzu Ulanowskich. Został on zbudowany pod koniec 16 w. i architektonicznie wpisuje się w manieryzm. W 18 w. spichlerz został nabyty przez Macieja Ulanowskiego, ówczesnego burmistrza Kazimierza – stąd jego nazwa. Potem przeróżne były jego losy, aż w końcu, w czasach współczesnych, trafił w ręce Muzeum Nadwiślańskiego. Jego oddziałem jest właśnie mieszczące się tu Muzeum Przyrodnicze.


        Ekspozycje skupiają się na przyrodzie Kazimierskiego Parku Krajobrazowego – wystawy prezentują historię powstawania wąwozów lessowych i skał wapiennych, a także miejscową florę i faunę. Dużą ciekawostką są skamieniałe szczątki zwierząt żyjących na terenie Kazimierza w okresie kredy, czyli ponad 65 milionów lat temu. Rejon ten był wtedy zalany ciepłym i płytkim morzem, w którym żyły między innymi amonity – takie ogromne morskie ślimaki:-). Zwierzęta te wyginęły wraz z końcem epoki kredy, więc skamieniałości są jedyną okazją, żeby wyobrazić sobie, jak wyglądały.


        Muzeum znajduje się przy ulicy Puławskiej 54.

          • KAZIMIERSKI PARK KRAJOBRAZOWY • Wąwozy lessowe, wapień i amonity:-).


          Kazimierski Park Krajobrazowy istnieje od 1979 r. i obejmuje część trójkąta turystycznego Puławy-Kazimierz-Nałęczów. W jego logo możemy zobaczyć spichlerz, czyli bardzo charakterystyczny element architektury Kazimierza Dolnego. To krajobraz kulturowy, a przyrodniczy?


          Przede wszystkim less - pylasta skała osadowa, którą na teren dzisiejszego parku w pradawnych czasach przywiał wiatr:-). W wyniku oddziaływania wody na less utworzyły się słynne wąwozy, których spora część znajduje się w najbliższej okolicy Kazimierza. Z kolei w kamieniołomach do dziś możemy odnaleźć ślady życia organizmów z okresu kredy. Obszar Polski w dużej mierze zalany był wtedy ciepłym, płytkim morzem, w którym żyły wielkie amonity:-).


          Innym charakterystycznym elementem KPK są wysokie skarpy wiślane (czasem ma się wręcz wrażenie, że jest się w górach), zbudowane z wapiennych skał. Wapień, jako że było go tu zawsze dużo, służył jako budulec – stąd jedyna w swoim rodzaju zabudowa Kazimierza. A Wisła? Królowa polskich rzek zachowała tu swój dziki charakter, pełen odnóg i wysepek. Jest piękna. Gdzieniegdzie wokół zobaczymy roślinność stepową – tak jak na Górze Trzech Krzyży albo na wzgórzu Albrechtówka w Mięćmierzu.


          Wycinanka na podstawie logo parku.

            • KAZIMIERZ PRZED SEZONEM •


            „Znam ludzi, którzy mają zwyczaj jeść śniadanie w Warszawie, obiad w Londynie, a kolację w Paryżu. Ale na noc wracają zawsze do Kazimierza. Bo to jest miasto ich snów”. A. Stern.


            Kazimierz Dolny przed sezonem, wspomnienia z wiosny :-).

              • PAPIESKIE KREMÓWKI • „A tu była cukiernia...”


              Będąc w Wadowicach nie mogliśmy odmówić sobie zjedzenia jakże słynnego w tym mieście ciastka – kremówki:-). Cała historia z nią związana zaczęła się na papieskiej pielgrzymce w 1999 r. 16 czerwca, podczas homilii w Wadowicach, Jan Paweł II powiedział słynne dziś słowa: „A tam była cukiernia. Po maturze chodziliśmy na kremówki. Że myśmy to wszystko wytrzymali, te kremówki po maturze!” (Chodziło o zawody kto zje więcej:-)). Dokładnie pamiętam, mimo że miałam niecałe 11 lat, tę pielgrzymkę, i te słowa.


              Od tego czasu kremówka zaczęła być słynna na całą Polskę, a w Wadowicach wyrastały, jak grzyby po deszczu, kolejne cukiernie serwujące to ciastko. My postanowiliśmy pójść do kawiarenki „Na Szlaku” - skusiła nas lokalizacja, bo właśnie w tej kamienicy mieściła się przed wojną cukiernia, do której chodził na kremówki Karol Wojtyła:-). Właścicielem lokalu był Karol Hagenhuber, wiedeńczyk pochodzenia żydowskiego. Budynek mieści się na rogu Placu Jana Pawła II i ul. Mickiewicza. Nie wiem czy w kawiarence „Na Szlaku” kremówki są identyczne jak u Pana Hagenhubera, ale nam bardzo smakowały.


              PS 1. Na zdjęciach pokazuję różne wadowickie kawiarnie serwujące papieską kremówkę.

              PS 2. Inna nazwa kremówki to napoleonka, choć według znawców tematu te ciastka odrobinę się różnią:-).

                • MUZEUM JANA PAWŁA II W WADOWICACH • Dom Rodzinny Ojca Świętego.


                Tuż obok wadowickiej bazyliki znajduje się kamienica, w której mieszkał z rodzicami i rodzeństwem Karol Wojtyła. Wynajmowali oni tu mieszkanie od 1919 do 1938 roku. Sama kamienica to budynek 19-wieczny, należący najpierw do wiceburmistrza Wadowic, potem do cukiernika Józefa Liska, a następnie do kupca Chaima, prezesa gminy żydowskiej.


                Muzeum Jana Pawła II powstało w kamienicy w 1984 r. i obejmowało pierwotnie jedynie mieszkanie rodziny Wojtyłów. Gdy, w 2006 r., budynek został ofiarowany Archidiecezji Krakowskiej, rozpoczęły się projekty zmian. I tak dochodzimy do roku 2014, kiedy to ekspozycja rozszerzyła się do wszystkich czterech kondygnacji domu i nastąpiło uroczyste otwarcie nowego muzeum. Elewacja kamienicy powróciła do wyglądu z lat 20., z kolei wewnętrzna ekspozycja została uporządkowana tematycznie i zyskała częściowo charakter multimedialny.


                Misją muzeum jest upamiętnienie działalności Ojca Świętego nie tylko jako papieża, kapłana i teologa. Ukazuje także jego zwyczajne młodzieńcze życie – spotkania z ludźmi, wyprawy narciarskie, spływy kajakowe. Wśród zgromadzonych w muzeum eksponatów szczególne miejsce zajmują pamiątki rodziny Wojtyłów takie jak medalion, zastawa stołowa, obrazek z I Komunii Świętej. Zobaczymy tu także papieskie narty, plecak czy różne dokumenty z życia studenckiego. I mnóstwo zdjęć:-). Cała ekspozycja jest podzielona na strefy według porządku chronologicznego.


                Muzeum znajduje się przy ulicy Kościelnej 7. Więcej informacji i bilety: www.domjp2.pl.

                  • WADOWICE • Rynek i kościół.


                  Będąc w okolicach Lanckorony i Kalwarii Zebrzydowskiej, warto pojechać do Wadowic:-). Rodzinne miasto papieża Jana Pawła II położone jest u stóp Beskidu Makowskiego, niedaleko Andrychowa. Pierwsze wzmianki o Wadowicach pochodzą z 1327 r., natomiast na znaczeniu miasto zyskało zwłaszcza w 19 w., kiedy znalazło się na ważnym szlaku komunikacyjnym Wiedeń-Lwów.


                  Tyle z historii, teraz o rynku. Jego układ został ukształtowany jeszcze w średniowieczu, jednak sporo w wyglądzie placu zmieniło się po rozbiorach. Co ciekawe, w czasach galicyjskich co czwartek odbywał się tu wielki targ - pomiędzy handlujących ni szpilki wcisnąć;-).


                  Obecnie wadowicki rynek nosi miano placu Jana Pawła II – to właśnie tutaj Ojciec Święty wygłosił w 1999 r. swoją słynną homilię. W ostatnich latach rynek przeszedł rewitalizację – jest fontanna, studnia, ławeczki. A w okresie bożonarodzeniowym także żywa szopka:-). Przy placu znajduje się szklana tablica ze zdjęciem upamiętniającym jedną z papieskich pielgrzymek do Wadowic.


                  Mówiąc o wadowickim rynku, nie sposób nie wspomnieć o górującym nad nim kościele – to Bazylika Ofiarowania NMP, wybudowana pod koniec 18 wieku w stylu późnobarokowym. Tu Karol Wojtyła przyjmował chrzest, a później komunię świętą. Niejednokrotnie odwiedził bazylikę także jako papież. Wtedy też wadowicki kościół stał się celem pielgrzymek wiernych z wielu zakątków świata i pozostaje takim do dziś:-).

                    • KRAKOWIACY ZACHODNI • O potomkach Wiślan słów kilka:-)


                    Krakowiacy Zachodni to duża grupa etniczna zamieszkująca tereny po obu stronach Wisły na zachód od Krakowa. Wywodzi się z prastarego plemienia Wiślan, które przyłożyło sporą cegiełkę do budowy państwa polskiego. Wśród reprezentantów tej grupy możemy wymienić Krakowiaków właściwych, Górniaków i Podgórzan. Co ich wyróżniało? Na pierwszy rzut oka na pewno strój – każdy widział pewnie choć raz czerwoną czapkę rogatywkę z pawim piórem – wśród członków zespołów ludowych lub na przeróżnych wystawach. Czapkę tą nosili mężczyźni właściwie we wszystkich rejonach okołokrakowskich, z Krakowem włącznie. Kobiety nosiły z kolei na głowach barwne chusty. Prócz tego zakładano haftowane koszule, gorsety, pasiaste spodnie i spódnice.


                    Typowy Krakowiak Zachodni mieszkał w drewnianej chacie o konstrukcji zrębowej, mytej z zewnątrz:-). Na ogół bielono domostwa wapnem lub na niebiesko, a w pobliżu stawiano stodołę i inne budynki gospodarcze. Zajmowano się tradycyjną gospodarką rolniczą, hodowlą przyzagrodową, szyciem sukman, garncarstwem czy wyrobem malowanych skrzyń. Szukano też zajęcia poza wsią, zwłaszcza w przemyśle i w kopalniach soli. Wśród Krakowiaków Zachodnich nadzwyczaj dobrze rozwijało się również stolarstwo, co widać po dziś dzień – jadąc, czy to do Wadowic, czy w stronę Kalwarii, wszędzie mijamy sklepy i warsztaty meblarskie:-).

                      • PODŁAŹNICZKA • „Choinka” dawnych czasów:-)


                      Jesteśmy już co prawda poza okresem Bożonarodzeniowym, ale w skansenie w Wygiezłowie byliśmy tuż po Świętach. W związku z tym mogliśmy podejrzeć dawne zwyczaje Krakowiaków Zachodnich związane właśnie z tym czasem. W jednej z chałup nad stołem wisiała bogato zdobiona podłaźniczka, natomiast brak było klasycznej choinki. Czym jest podłaźniczka? To ucięty i odwrócony „do góry nogami” wierzchołek choinki (sosny, jodły lub świerku), który podczas Świąt Bożego Narodzenia wieszano najczęściej właśnie nad stołem. Gałązki ozdabiano szczodrze – kolorowymi wycinankami, kulkami z bibuły, słomą, jabłkami, orzechami. Czym więcej, tym lepiej;-).


                      Nazwa pochodzi od słowa „podłaźnik”, które określało pierwszego gościa odwiedzającego dom w dzień Bożego Narodzenia. Gość pozdrawiał gospodarzy, przynosząc ze sobą zielone gałązki z drzewa iglastego – i tak nazwano je podłaźniczką;-). Ozdoba była popularna w wielu regionach Polski, a także na Słowacji i w Bułgarii. Różnie ją nazywano, w zależności od obszaru – bywała także jutką, wiechą lub rajskim sadem. Zwyczaj wieszania podłaźniczki najdłużej, bo do lat 20. ubiegłego wieku, przetrwał na Śląsku, Podhalu i w Beskidach.

                        • SKANSEN W WYGIEŁZOWIE • Muzeum Małopolski Zachodniej.


                        Skansen to miejsce, którego chętnie szukamy, planując wyjazd w daną okolicę. Historia interesującego nas obszaru etnograficznego, kultura i tradycje mieszkańców, zapach starego drewna, kolory...to przyciąga:-). I pozwala lepiej poznać region, do którego się udajemy. Tak było i tym razem, w okolicach Krakowa – skansen odnaleźliśmy około 50 km na zachód od Miasta Królów:-). Pojechaliśmy do wsi Wygiełzów, gdzie znajduje się Nadwiślański Park Etnograficzny. Zaprezentowane są tu przykłady drewnianego budownictwa Małopolski Zachodniej.


                        Skansen w Wygiełzowie powstał w 1968 r. i zlokalizowany jest u podnóża góry Lipowiec (z ruinami starego zamku). Możemy tu obejrzeć zarówno przykłady architektury małomiasteczkowej, jak i wiejskiej – są chałupy, spichlerze, olejarnie, kuźnie, stodoły, ule… Warta uwagi jest także stara klasa szkolna, dwór z 18 wieku i...dzwonek na Anioł Pański:-). Jednym z piękniejszych obiektów jest natomiast 17-wieczny kościół z Ryczowa, w którym zachowało się oryginalne wyposażenie. Na przełomie sierpnia i września odbywa się tu Festiwal Muzyki Kameralnej i Organowej.

                          • TŁUCZAŃ • Z drogi.


                          Wciąż okolice Krakowa, Pogórze Wielickie. Do Tłuczani zajechaliśmy po drodze do skansenu, o którym niebawem. Chcieliśmy zobaczyć wieś, z którą nie mam co prawda wspomnień, ale mają je starsze pokolenia mojej rodziny.


                          Kościółek „Na Nowsiu” powstał w 17 wieku. Drewniany, orientowany, o konstrukcji zrębowej. 2 lipca, w święto Matki Bożej Jagodnej, mieszkańcy wsi Tłuczań udawali się do niego trawiastymi ścieżkami, by modlić się o urodzaj. Stoi samotnie, na uboczu. Gdyby nie drogowskaz, nigdy byśmy do niego nie trafili.


                          We wsi jest też drugi kościół – duży, murowany. Znacznie nowszy, bo z lat 40. ubiegłego wieku.

                            • Przedziwna rzecz te Dróżki… • Jan Paweł II.


                            1. Most na Cedronie i Brama Wschodnia
                            2. Betsaida
                            3. Kaplica Aniołów
                            4. Wieża Wieczernika
                            5. Ratusz Piłata i Święte Schody
                            6. Pałac Heroda
                            7. Kaplica Serce Matki Bożej
                            8. Kapliczka Świętej Weroniki
                            9. Kościół Ukrzyżowania
                            10. Drogowskazy Dróżek

                              • DRÓŻKI • Na szlakach kaplic i kościołów.


                              Kaplice i kościoły Dróżek były tym, co nas najbardziej przyciągało, by wracać do Kalwarii Zebrzydowskiej niemal każdego dnia naszego pobytu w sąsiedniej Lanckoronie. Odkrywały się przed nami po trochu, nie od razu. Na początku byliśmy trochę zagubieni w ich meandrach - potrzeba było czasu, by zrozumieć specyfikę tego miejsca:-). Pierwsza kaplica powstała w 1600 r. dzięki staraniom Mikołaja Zebrzydowskiego. Dziś obiektów na Dróżkach jest aż 42 (to małe kościoły, kaplice i dwa mosty). Rozlokowane są na dwóch częściowo wspólnych szlakach – Pana Jezusa i Matki Bożej.


                              Są piękne i w dużej mierze różnorodne. Pierwsze kapliczki mijaliśmy już na drodze z Lanckorony do Kalwarii, potem było ich coraz więcej i więcej. Spora część obiektów została wybudowana w 17 wieku w stylu barokowym – część na planie prostokąta, inne – wieloboków. Zdobią je wieżyczki, absydy, kolumny, kopuły – dużo by pisać:-). Dróżki są rozlokowane na malowniczym terenie pogranicza Beskidu Makowskiego i Pogórza Wielickiego – ich szlak łączy w sobie zatem harmonię natury, duchowość i piękno barokowego parku. Nie dziwne, że to niezwykłe miejsce trafiło na listę UNESCO.


                              By nie pogubić się na szlakach Dróżek, przydaje się mapka. My zakupiliśmy taką w przykościelnym sklepie (Wydawnictwo ZET, 2 i 3 zdjęcie). Największe uroczystości na kalwaryjskich Dróżkach mają miejsce w Wielkim Tygodniu i na Święto Wniebowzięcia NMP.

                                • RUCHOMA SZOPKA • Betlejem w Kalwarii.


                                Sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej warto odwiedzić o każdej porze roku, ale w okresie Bożonarodzeniowym – szczególnie. Wszystko za sprawą niesamowitej szopki, składającej się z aż 150 elementów, w tym 50 ruchomych. Jej montażem zajęli się tradycyjnie, jak co roku, kalwaryjscy zakonnicy. Uroczyste otwarcie nastąpiło tuż przed pasterką.


                                Skąd tradycja budowy szopek? Od Świętego Franciszka z Asyżu – to właśnie ten niesamowity misjonarz i zakonnik przygotował pierwszą na świecie szopkę, a miało to miejsce w 1223 r. w Greccio. Franciszek stworzył też pierwsze jasełka:-). Wracając do szopki w Kalwarii – została ona zamontowana na tle wielkiej panoramy z gwiazdą i przedstawia Betlejem jako miejsce Narodzenia Jezusa, ale też jako zwykłą, ludzką osadę. Centralne miejsce zajmuje grota ze Świętą Rodziną, a wokół niej ustawione są, na różnych poziomach, domy i warsztaty pracy mieszkańców miasta.


                                Niesamowite, z jakimi szczegółami zostało odtworzone życie, które toczyło się wtedy, 2000 lat temu, w Betlejem. Na zdjęciach tego nie zobaczycie, ale wiele figurek porusza się w rytm wykonywanej pracy zupełnie tak, jakbyśmy oglądali film. Wspaniałe przedstawienie, nie tylko dla dzieci. Szopka uruchamiana jest w czasie, gdy w kościele nie odprawia się żadne nabożeństwo. Można ją zobaczyć do 13 lutego.


                                Podobne ruchome szopki, tylko mniejsze, zobaczyliśmy w jednym z kościołów Dróżek oraz w Wadowicach. Widocznie to tutejsza, okołokrakowska tradycja:-).



                                1 2 3 4 5 6 7