Krótkie historie

    • ROTUNDA • Cmentarz na szczycie.


    W Beskidzie Niskim, jak nazwa zresztą wskazuje, góry nie są spektakularnie wysokie. Zdecydowanie bardziej przyciągają tu doliny – z cerkwiami, chyżami i innymi pamiątkami dawnego świata. Rotunda jest jednak wyjątkowa – na szczycie tej góry znajduje się zrekonstruowany austriacki cmentarz z czasów I wojny światowej.


    Cmentarz ten ma szczególną architekturę – został zaprojektowany przez Dušana Jurkoviča, słowackiego architekta i miłośnika kultury ludowej. Podczas I wojny światowej przez tereny Beskidu Niskiego przetaczały się srogie walki – na linii Bardejów-Gorlice ustabilizowała się linia frontu. Już w 1915 r. Austriacy podjęli decyzję o budowie cmentarzy wojennych, by pochować poległych żołnierzy.


    Ten na Rotundzie został zaprojektowany na planie koła. Stoi tu pięć pięknych wież-krzyży utrzymanych w łemkowskiej stylistyce – drewnianych, krytych gontami. Spoczywają tu żołnierze wszystkich walczących na tych terenach armii. Gdy cmentarz zakładano, Rotunda nie była zalesiona, a strzeliste wieże, przypominające kształtem kopuły cerkwi, były widoczne z daleka. Dziś już tak nie jest.


    Cmentarz był przez dziesięciolecia zapomniany i niszczał, a z pierwotnych wież niewiele zostało. Rekonstrukcja odbyła się dzięki staraniom członków Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich z Warszawy, które prowadzi letnią bazę namiotową w Regietowie. Swoją drogą – niesamowite to miejsce:) Na Rotundę (771 m n.p.m.) wyruszyliśmy właśnie z Regietowa – to wieś niedaleko Gładyszowa. Nasz szlak (czerwony) rozpoczyna się w pobliżu wspomnianej bazy. Do przejścia mamy około 2 km jedną stronę, trasa jest zalesiona. Trzeba pokonać spore przewyższenie.


    Cmentarzy zaprojektowanych przez Dušana Jurkoviča jest w Beskidzie Niskim więcej – między innymi w Banicy, w Długiem, w Krempnej czy na Przełęczy Małastowskiej. Ten na Rotundzie nosi numer 51.

      • JAK WYGLĄDAŁY WNĘTRZA ŁEMKOWSKICH ŚWIĄTYŃ? • Babiniec, nawa, prezbiterium.


      Jak już pisałam, łemkowskie cerkwie są trójdzielne, a każda część świątyni spełnia inną funkcję. Gdy tylko mijamy próg cerkwi, wchodzimy do babińca – pomieszczenia przeznaczonego dawniej dla kobiet. Dalej przechodzi się do nawy, gdzie podczas nabożeństw gromadzili się mężczyźni. Naprzeciw umieszczony jest ikonostas, za którym znajduje się prezbiterium. To sfera sacrum, gdzie mogą przebywać jedynie kapłani odprawiający nabożeństwo*. Ikonostas zawsze najbardziej przykuwa uwagę:-). To drewniana ściana wypełniona ikonami ustawionymi w kilku rzędach. W centralnej części ikonostasu znajdują się przejścia, spośród których największe nazywane jest Carskimi Wrotami.


      Na zdjęciach kolejno cerkwie w miejscowościach: Bielanka, Nowica, Kwiatoń, Zdynia, Łosie.


      *Łemkowskie cerkwie, które służą obecnie wiernym obrządku łacińskiego, mają ustawiony przed ikonostasem ołtarz.

        • CERKWIE W BESKIDZIE NISKIM • Jak wyglądały łemkowskie świątynie?


        Łemkowie, podobnie jak bieszczadzcy Bojkowie, byli wyznania prawosławnego, a po unii brzeskiej – grekokatolickiego. Budowali zatem cerkwie. Ich architektura to połączenie cech świątyń wschodnich i kościołów rzymskokatolickich. W małopolskiej części Łemkowszczyzny wiele cerkwi przetrwało masową akcję wysiedleń i dziś stanowią one nieodłączną część krajobrazu tamtejszych dolin.


        Budowano je przeważnie na wzniesieniach, techniką zrębową. Ważna była także orientacja świątyni – te, których prezbiterium wskazywało wschód, nazywano orientowanymi. W Beskidzie Niskim zobaczymy różne warianty architektoniczne łemkowskiej cerkwi. Myślę, że najbardziej charakterystyczny dla tej krainy jest styl zachodniołemkowski. Cerkwie tak budowane miały trzy wieże – najniższą nad prezbiterium, najwyższą od strony babińca. Były trójdzielne. Zewnętrzne ściany cerkwi pokrywano przeważnie gontem albo szalunkiem. Zadaszenia miały kształt kopuł zwieńczonych latarniami i hełmami. To jeden z najpiękniejszych elementów łemkowskich świątyń:-).


        Czym dalej na wschód, tym więcej przenikania kolejnych wariantów architektonicznych – głównie wschodniołemkowskiego (wszystkie części cerkwi mają wtedy podobną wysokość). W Beskidzie Niskim zobaczymy też świątynie zbudowane w tzw. ukraińskim stylu narodowym czy też nawiązujące do cerkwi staroruskich - ale o tym nie dzisiaj.


        Na grafice przedstawiłam cerkiew zachodniołemkowską.

          • DWUJĘZYCZNE NAZEWNICTWO GEOGRAFICZNE • Gdzie spotkamy podwójne tabliczki?


          Przy okazji pobytu w Beskidzie Niskim warto zwrócić uwagę na dwujęzyczne nazewnictwo niektórych wsi – dokładnie dziewięciu. Wśród nich jest Gładyszów, miejscowość z poprzedniego wpisu, w której też zatrzymaliśmy się.


          Podwójne nazewnictwo jest stosowane od 2006 roku. Można je nadać miejscowościom, w których co najmniej 20 procent mieszkańców to przedstawiciele jednej z mniejszości narodowych lub etnicznych. W Polsce możemy natrafić na tablice łemkowskie (w Beskidzie Niskim), litewskie, kaszubskie (jako język regionalny), niemieckie i białoruskie – zobacz grafikę na drugim slajdzie.


          Najwięcej miejscowości opisanych dwoma językami jest na Kaszubach. Dwujęzyczne nazewnictwo może być też stosowane dla ulic, placów, pasm górskich, zatok, itd. choć w praktyce rzadko się to spotyka.


          *Źródło grafiki z drugiego slajdu:
          wikipedia.org/wiki/Dwujezyczne_nazewnictwo_geograficzne_w_Polsce ; autor: Aotearoa.

            • ZAGRODA DZIUBYNIŁKA • Łemkowski mini-skansen w Gładyszowie.


            Lubię odwiedzać skanseny, bo oferują ogrom wiedzy o życiu ludności danego regionu. W Beskidzie Niskim też jest kilka takich miejsc. Tego lata wybraliśmy się do Dziubyniłki w Gładyszowie - to gospodarstwo agroturystyczne i zagroda edukacyjna w jednym. W Dziubyniłce świetne jest to, że poznamy dawną codzienność Łemków w praktyce – sami możemy wykonać niektóre prace, którymi się trudnili.


            Centralnym budynkiem zagrody jest zabytkowa chyża z 1922 roku, przeniesiona z pobliskiej wsi Smerekowiec. W głównej izbie zobaczymy różne przedmioty codziennego użytku, stary gliniany piec, ławy, a także łemkowską odzież. W komorze stoi m.in. sprzęt do obróbki lnu i warsztat tkacki. Częścią budynku jest także stajnia (Łemkowie mieszkali ze zwierzętami pod jednym dachem) i wozownia, gdzie stoi warsztat stolarski. W chyży mieliśmy okazję spróbować ubić masło w drewnianej maselnicy, wydobywaliśmy włókna z łodyg lnu i mieliliśmy mąkę w żarnach. Dodatkowo M. próbował swoich sił w wyrabianiu drewnianej łyżki i gontu, ale, mimo cennych wskazówek gospodarza, nie było to proste:-).


            Na terenie Dziubyniłki znajdują się także stare spichlerze (jeden ze wsi Czyrna, drugi ze Zdyni) i młyn wiatrowy, który długim dyszlem ustawialiśmy w stronę wiatru. Działało! Jest też studnia z żurawiem, a na zewnętrznej ścianie chyży wisi najdłuższe w Polsce powrósło z siana;-). Pan Jan, gospodarz, oprowadza po skansenie około godziny, a na koniec można zaopatrzyć się w książki o Beskidzie. Na miejscu odbywają się także warsztaty. Bilety: 15 zł dorośli, 10 zł dzieci.

              • KIM BYLI ŁEMKOWIE? • O dawnych mieszkańcach Beskidu Niskiego.


              Przed wojną obszar Beskidu Niskiego zamieszkiwali Łemkowie. Byli to, podobnie jak Bojkowie, potomkowie osadników rusko-wołoskich. Między 14 a 16 wiekiem nastąpiła tzw. wołoska kolonizacja Karpat na zachód od Rumunii. Pasterze z północnej części tego kraju zasiedlili górskie tereny od krańca Małych Pienin aż po Bieszczady (a dalej Gorgany i następne pasma Karpat) i asymilowali się z osadnikami ze wschodu, którzy również zaczęli wędrować na te tereny. Tak ukształtowały się duże grupy górali ruskich – Łemków, Bojków i Hucułów. Meandry etnografii:-).


              Teren dawnej Łemkowszczyzny rozciąga się od Popradu na zachodzie (plus cztery osady w Małych Pieninach), do pasma Bukowicy i Wysokiego Działu na wschodzie. Skąd określenie Łemko? Jedna z hipotez mówi, że pochodzi ono od słowackiego „łem”, oznaczającego „tylko”. Ale w sumie czemu „tylko”?:-) Łemkowie zajmowali się głównie rolnictwem i pasterstwem. Uprawiali też rzemiosło – gdzieniegdzie tkali płótna, w innych wsiach wyrabiali drobne przedmioty drewniane albo kosze. W okolicach Bartnego rozwinęło się kamieniarstwo, w Łosiu i Bielance – maziarstwo.


              Jedli ubogo, górska ziemia nie była urodzajna. Podstawą pożywienia były ziemniaki, chleb, zsiadłe mleko, kapusta. Ubierali się barwnie – charakterystycznym elementem odzieży łemkowskiej jest piękny haft krzyżykowy (wycinankę zrobiłam na podstawie jednego z nich). Często mieszkali w chyżach, czyli w zagrodach jednobudynkowych. Większość Łemków wyznawała grekokatolicyzm – drewniane cerkwie były nieodłącznym elementem krajobrazu zamieszkiwanych przez nich ziem.


              Łemkowie, podobnie jak Bojkowie, zostali wysiedleni z gór w ramach tzw. układów o wymianie ludności i wskutek akcji „Wisła”. Część z nich wróciła, dzięki czemu Łemkowszczyzna odradza się. Świadczy o tym dużo lokalnych inicjatyw mających na celu pielęgnowanie rodzimych tradycji i oczywiście Watra – największa łemkowska impreza:-).


              Zdjęcia 2 i 3 pochodzą z albumu „Karpacki świat Bojków i Łemków”, Roman Reinfuss.

                • CZARNE-NIEZNAJOWA • Szlak do nieistniejącej wsi Beskidu.)


                Samochód zostawiliśmy w Czarnem, niedaleko bacówki. Skierowaliśmy się w stronę potoku. Żeby dojść do Nieznajowej, będzie trzeba pokonać bród kilka razy, a mostków nie ma. Był upał, więc sama przyjemność. Początkowo za każdym razem zdejmowaliśmy trapery i na powrót je sznurowaliśmy. Szybko nam się to znudziło, także na koniec było co wylewać:-).


                Zaraz po pokonaniu pierwszego brodu (dopływ Wisłoki) rozpoczyna się teren Magurskiego Parku Narodowego – bilety kupiliśmy przez internet. Nie ma kas, nawet w sezonie nie spotkamy na tej trasie wielu turystów. Mamy do pokonania około 2,5 km w jedną stronę, żółtym szlakiem. Otaczająca nas przyroda jest cudowna – słyszymy trzmiele, żaby i ptaki w koronach drzew. Przez chwilę szliśmy nawet śladami czapli:-). W końcu dotarliśmy do miejsca, gdzie Wisłoka łączy się z potokiem Zawoja. Jest pięknie.


                Dotarliśmy do Nieznajowej – jednej z nieistniejących wsi Beskidu Niskiego. Jeszcze pod koniec 18 w. zamieszkiwali ją w większości grekokatolicy. Działała tu szkoła, poczta, tartak, dwa młyny, karczma i folusz. Była też cerkiew. W 1945 r. większość mieszkańców musiała przymusowo wyjechać do Ukraińskiej SRR. Pozostałych trzech Łemków wysiedlono w 1947 r. w ramach akcji „Wisła”, natomiast miejscowi Polacy przeprowadzili się do Czarnego. Cerkiew popadła w ruinę, a tereny dawnej wsi przeznaczono pod wypas owiec. Nieznajowa przestała istnieć.


                Pokonaliśmy ostatni bród i doszliśmy do rozległej łąki, gdzie stoją symboliczne drzwi do łemkowskiej chaty – instalacja autorstwa Natalii Hładyk. Ostatnio na łące pojawiła się także rekonstrukcja studni i tablice z rysunkami na szkle, przedstawiające łemkowską rodzinę i chyżę. Przepiękne to. Idąc dalej, doszlibyśmy do starego cmentarza i cerkwiska, a w końcu – do wsi Wołowiec. Kiedyś szliśmy do Nieznajowej właśnie od Wołowca – przeczytasz o tym tutaj.

                  • MAGURSKI PARK NARODOWY • Dzikie bezdroża, ślady historii i cudne manowce:-).


                  Najcenniejsze przyrodniczo obszary Beskidu Niskiego obejmuje Magurski Park Narodowy. Został on utworzony w 1995 roku i położony jest na granicy województw małopolskiego i podkarpackiego. Obszar MPN stanowi swoisty pomost pomiędzy Karpatami Zachodnimi i Wschodnimi, a jego przeważającą część stanowią lasy. Biegnie nim sporo turystycznych szlaków, między innymi Główny Szlak Beskidzki.


                  Trochę o faunie. W MPN podobno bytują niedźwiedzie, choć nigdy (na szczęście) na takiego się nie natknęliśmy. Ani na jego ślady. Są tu także rysie, żbiki, bobry i nietoperze, choć i tych zwierząt nie uświadczyliśmy. Za to napotkaliśmy niejednego magurskiego ptaka:-). Chodziliśmy po śladach czapli siwej, widzieliśmy też krążące po niebie myszołowy. Najbardziej charakterystycznym ptakiem MPN jest jednak orlik krzykliwy – to właśnie jego sylwetka znajduje się w logo parku. Jego zagęszczenie na tym terenie jest największe w Polsce i równa się dwudziestu parom. Cóż, mimo wszystko niełatwo go spotkać.


                  Przez Magurski Park Narodowy wiedzie sporo ścieżek dydaktyczno-przyrodniczych, przedreptaliśmy kilka z nich. Niektóre biegną przez tereny nieistniejących wsi – Łemkowie, podobnie jak bieszczadzcy Bojkowie, zostali wysiedleni. Przemierzając te szlaki zobaczymy więc stare krzyże i kapliczki, cmentarze, zdziczałe śliwy czy pozostałości po domostwach i cerkwiach. Są także współczesne instalacje pozwalające lepiej poznać historię Łemkowszczyzny i ocalić ją od zapomnienia – to wielka wartość dodana.


                  Lubię Magurski Park Narodowy za to, że wciąż dużo w nim dzikości, brzęczenia trzmieli i cudnych manowców:-). Wycinanka na podstawie logo parku.

                    • POWRÓT W GÓRY • Wspomnienia z początku lata w Beskidzie Niskim:-)


                      • SKANSEN PRZY ZAMKU (2) • Dwór z Moniak.


                      Najcenniejszym obiektem skansenu w Janowcu jest piękny dwór ze wsi Moniaki na Lubelszczyźnie. Został wybudowany w drugiej połowie 18 wieku. Drewniany (z modrzewia), dach ma kryty gontem, a ganek wsparty na kolumnach:-).


                      Pierwotnie dwór należał do Jakuba Wierzbickiego, chorążego żytomierskiego, potem zakupiła go rodzina Zembrzuskich. Po II wojnie światowej mieściły się tu biura spółdzielni produkcyjnej i posterunek milicji. Do Janowca budynek trafił w 1977 roku i został zaadaptowany na muzeum.


                      W środku zobaczymy jak wyglądały pokoje w ziemiańskich siedzibach regionu Lubelszczyzny. Ściany ozdabiają zdjęcia dworu przed wojną. Na poddaszu są pokoje gościnne:-).

                        • SKANSEN PRZY ZAMKU (1) • Życie między dwoma brzegami.


                        Obok zamku, w parku krajobrazowym, znajduje się nieduży skansen. A jak skansen, to nie mogło nas tam zabraknąć;-). Dziś kilka słów o drewnianym spichlerzu, w którym mieści się ciekawa wystawa etnograficzna.


                        Ekspozycja nosi tytuł „Życie między dwoma brzegami” i prezentuje codzienność ludności zamieszkującej brzegi Wisły. Zobaczymy tu wyposażenie typowego gospodarstwa rybackiego, a także narzędzia i odzież używane przez flisaków. Wystawa jest wzbogacona o przykłady regionalnego malarstwa i rzeźby ludowej.


                        Dużo ciekawych informacji prezentują plansze – opisane jest na nich m.in. jak wyglądała przestrzeń typowej dla regionu chaty, a także jakie były tradycje nadwiślańskiej społeczności żydowskiej (przed wojną licznej zarówno w Kazimierzu jak i w Janowcu). Sporo dowiemy się również o ludowych wierzeniach związanych z przyrodą i jej cyklicznością.


                        Spichlerz został przeniesiony do Janowca z Podlodowa – wsi oddalonej o około 50 km.

                          • ZAMEK W JANOWCU • Magnacka posiadłość u brzegów Wisły;-).


                          Przenosimy się na drugą stronę Wisły, do Janowca. Znajduje się tu znany na całą Lubelszczyznę zamek, którego bryłę widać ze wzgórza Albrechtówka w Mięćmierzu, a na przeciwległy brzeg możemy przedostać się promem – taka opcja jest możliwa od kwietnia do listopada.


                          Zamek w Janowcu jest ulokowany na skarpie wiślanej, został wzniesiony w pierwszej połowie 16 wieku w stylu późnogotycko-renesansowym. Jego fundatorem był Mikołaj Firlej, hetman wielki koronny. Przez kolejne 300 lat należał do wpływowych rodów Rzeczypospolitej, (m.in. do Lubomirskich) i zyskał miano jednej z najświetniejszych rezydencji magnackich w Polsce. Na zamku w Janowcu bywali liczni polscy królowie – Stefan Batory, Zygmunt III Waza czy Stanisław August Poniatowski, a także poeta Jan Kochanowski.


                          Trudne były późniejsze losy zamku. W 1656 r. zniszczyli go Szwedzi, z kolei w okresie wojen napoleońskich służył za magazyn wojskowy. Popadał w coraz większą ruinę. W latach 30. przed dalszą dewastacją uchronił go warszawiak Leon Kozłowski, który urządził tu niewielkie muzeum, a na południowym stoku wzgórza zamkowego założył winnicę. Niestety, dalsze plany Kozłowskiego przerwała II wojna światowa. W 1975 r. zamek trafił w ręce Skarbu Państwa, a od 1986 r. znajduje się tu jeden z oddziałów Muzeum Nadwiślańskiego. W tzw. Domu Północnym (odbudowana część budowli) można zobaczyć wystawę poświęconą dziejom zamku.


                          Z krużganków rozpościera się piękny widok na okolicę:-). Wejście jest biletowane.

                            • POCZTÓWKA Z KAZIMIERZA • Wszystkie drogi prowadzą do rynku:-).


                              • WĄWÓZ MAŁACHOWSKIEGO • Zbocza lessowe, Kuncewiczówka i Dom Dziennikarza.


                              Pierwszy raz szliśmy tędy w pewne listopadowe popołudnie, do Kuncewiczówki, na spektakl bajek Singera. Było deszczowo i wietrznie, ale mieliśmy swój cel. Tym razem do wąwozu Małachowskiego wybraliśmy się w bardziej sprzyjających okolicznościach pogodowych:-).


                              Wąwóz Małachowskiego to kolejny kazimierski wąwóz lessowy, położony pomiędzy Plebanką i ulicą Czerniawy. Jeśli mamy chęć, to możemy nawet zatoczyć małą pętlę i wrócić malowniczym wąwozem Plebanka. My weszliśmy od ulicy Nadrzecznej trzymając się żółtego szlaku i wróciliśmy tą samą trasą. Skąd nazwa? W 1831 r., w czasie powstania listopadowego, hrabia Juliusz Małachowski (dowódca batalionu Strzelców Sandomierskich) bohatersko bronił Kazimierza właśnie na terenie wąwozu. Wydarzenie upamiętnia kamienna płyta.


                              Początkowo trasa jest wybrukowana. Na lessowych zboczach rosną gęsto drzewa, w koronach śpiewają ptaki;-). Po kilkunastu minutach spaceru pod górę dojdziemy do wspomnianej Kuncewiczówki (zdj. 5) i Domu Dziennikarza (zdj. 3). Kuncewiczówkę, czyli dom pisarki Marii Kuncewiczowej i jej męża Jerzego, zaprojektował Karol Siciński, pasjonat Kazimierza. Małżeństwo miało plan, by przyjeżdżać tu z Warszawy każdego lata – czekał na nich dom skrojony na miarę potrzeb, z przestronnym gabinetem i miejscem do pracy. Wojna obróciła marzenia w pył. Obecnie w willi mieści się jeden z oddziałów Muzeum Nadwiślańskiego.

                                • SANKTUARIUM NA PLEBANIEJ GÓRZE • Kościół Zwiastowania NMP i klasztor oo. Reformatów.


                                Podczas naszych pobytów w Kazimierzu zawsze zatrzymujemy się przy ulicy Krakowskiej (to chyba najbardziej malownicza uliczka tego miasta:-)). Tym samym, wracając do naszego pensjonatu z rynku i innych spacerów, mijamy przepięknie położony kościół i klasztor. To sanktuarium Zwiastowania NMP, do którego prowadzą długie drewniane schody.


                                Kościół został wzniesiony na wzgórzu zwanym dawniej Plebanią Górą (pamiątką po tej nazwie jest biegnący u podnóża wąwóz Plebanka) pod koniec 16 wieku. Ufundowali go kazimierscy mieszczanie: Bartłomiej i Mikołaj Przybyłowie. W 1627 r. na wzgórzu osiedlili się franciszkanie-reformaci, którzy rozbudowali świątynię i wznieśli klasztor. W 19 w. zespół budynków został odrestaurowany w duchu klasycyzmu.


                                W 1865 r. reformaci zostali przeniesieni do Pińczowa. Do Kazimierza powrócili niedługo przed wojną, w 1928 roku. Trudne były losy sanktuarium podczas okupacji hitlerowskiej – klasztor został zajęty przez gestapo, a w piwnicach utworzono więzienie. Na szczęście udało się uratować sporo wyposażenia kościelnego – szczególnie cenny jest obraz Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny z 1600 roku, umieszczony w ołtarzu głównym. Oryginalna jest także balustrada okalająca boczne ołtarze.


                                Sanktuarium znajduje się przy ulicy Klasztornej 3, niemal u zbiegu z Krakowską.

                                  • WĄWÓZ NOROWY DÓŁ • Siła przyrody.


                                  Kilka minut spacerem od Muzeum Przyrodniczego i znajdziemy się u wlotu Norowego Dołu – jednego z kazimierskich wąwozów powstałych na skutek oddziaływania wody na less. Norowy Dół ma około 800 m długości i wiedzie na ulicę Góry. Kiedyś prowadziła tędy droga z portowej części miasta do wsi Góry Wylągowskie, która jest obecnie włączona do Kazimierza. Nazwę wziął od mieszkającej w najbliższej okolicy rodziny Nurów.


                                  Trafiliśmy na deszcz. A deszcz w kazimierskich wąwozach oznacza jedno – gliniaste, przylepiające się do butów błoto:-). Jego uroków doświadczyła także Zofia Nałkowska, która kochała odpoczywać w Kazimierzu, ale trudno jej było spacerować przez lessowe wąwozy w wilgotne dni – jak to opisała w „Dziennikach 1930-1939”.


                                  Przez Norowy Dół przebiega szlak turystyczny oraz ścieżka dydaktyczna.

                                    • MUZEUM PRZYRODNICZE • W kazimierskim spichlerzu:-)


                                    Będąc w Kazimierzu, uwagę zwracają typowe dla architektury tego miasteczka spichlerze. W dawnych wiekach służyły one do przechowywania zboża – Kazimierz Dolny był ważnym w kraju portem rzecznym (nazywano go nawet Małym Gdańskiem), więc przeładunek towarów odbywał się często.


                                    Muzeum Przyrodnicze, które ostatnio odwiedziliśmy, mieści się w Spichlerzu Ulanowskich. Został on zbudowany pod koniec 16 w. i architektonicznie wpisuje się w manieryzm. W 18 w. spichlerz został nabyty przez Macieja Ulanowskiego, ówczesnego burmistrza Kazimierza – stąd jego nazwa. Potem przeróżne były jego losy, aż w końcu, w czasach współczesnych, trafił w ręce Muzeum Nadwiślańskiego. Jego oddziałem jest właśnie mieszczące się tu Muzeum Przyrodnicze.


                                    Ekspozycje skupiają się na przyrodzie Kazimierskiego Parku Krajobrazowego – wystawy prezentują historię powstawania wąwozów lessowych i skał wapiennych, a także miejscową florę i faunę. Dużą ciekawostką są skamieniałe szczątki zwierząt żyjących na terenie Kazimierza w okresie kredy, czyli ponad 65 milionów lat temu. Rejon ten był wtedy zalany ciepłym i płytkim morzem, w którym żyły między innymi amonity – takie ogromne morskie ślimaki:-). Zwierzęta te wyginęły wraz z końcem epoki kredy, więc skamieniałości są jedyną okazją, żeby wyobrazić sobie, jak wyglądały.


                                    Muzeum znajduje się przy ulicy Puławskiej 54.

                                      • KAZIMIERSKI PARK KRAJOBRAZOWY • Wąwozy lessowe, wapień i amonity:-).


                                      Kazimierski Park Krajobrazowy istnieje od 1979 r. i obejmuje część trójkąta turystycznego Puławy-Kazimierz-Nałęczów. W jego logo możemy zobaczyć spichlerz, czyli bardzo charakterystyczny element architektury Kazimierza Dolnego. To krajobraz kulturowy, a przyrodniczy?


                                      Przede wszystkim less - pylasta skała osadowa, którą na teren dzisiejszego parku w pradawnych czasach przywiał wiatr:-). W wyniku oddziaływania wody na less utworzyły się słynne wąwozy, których spora część znajduje się w najbliższej okolicy Kazimierza. Z kolei w kamieniołomach do dziś możemy odnaleźć ślady życia organizmów z okresu kredy. Obszar Polski w dużej mierze zalany był wtedy ciepłym, płytkim morzem, w którym żyły wielkie amonity:-).


                                      Innym charakterystycznym elementem KPK są wysokie skarpy wiślane (czasem ma się wręcz wrażenie, że jest się w górach), zbudowane z wapiennych skał. Wapień, jako że było go tu zawsze dużo, służył jako budulec – stąd jedyna w swoim rodzaju zabudowa Kazimierza. A Wisła? Królowa polskich rzek zachowała tu swój dziki charakter, pełen odnóg i wysepek. Jest piękna. Gdzieniegdzie wokół zobaczymy roślinność stepową – tak jak na Górze Trzech Krzyży albo na wzgórzu Albrechtówka w Mięćmierzu.


                                      Wycinanka na podstawie logo parku.



                                      1 2 3 4 5 6 7