Krótkie historie

    • KAZIMIERZ PRZED SEZONEM •


    „Znam ludzi, którzy mają zwyczaj jeść śniadanie w Warszawie, obiad w Londynie, a kolację w Paryżu. Ale na noc wracają zawsze do Kazimierza. Bo to jest miasto ich snów”. A. Stern.


    Kazimierz Dolny przed sezonem, wspomnienia z wiosny :-).

      • PAPIESKIE KREMÓWKI • „A tu była cukiernia...”


      Będąc w Wadowicach nie mogliśmy odmówić sobie zjedzenia jakże słynnego w tym mieście ciastka – kremówki:-). Cała historia z nią związana zaczęła się na papieskiej pielgrzymce w 1999 r. 16 czerwca, podczas homilii w Wadowicach, Jan Paweł II powiedział słynne dziś słowa: „A tam była cukiernia. Po maturze chodziliśmy na kremówki. Że myśmy to wszystko wytrzymali, te kremówki po maturze!” (Chodziło o zawody kto zje więcej:-)). Dokładnie pamiętam, mimo że miałam niecałe 11 lat, tę pielgrzymkę, i te słowa.


      Od tego czasu kremówka zaczęła być słynna na całą Polskę, a w Wadowicach wyrastały, jak grzyby po deszczu, kolejne cukiernie serwujące to ciastko. My postanowiliśmy pójść do kawiarenki „Na Szlaku” - skusiła nas lokalizacja, bo właśnie w tej kamienicy mieściła się przed wojną cukiernia, do której chodził na kremówki Karol Wojtyła:-). Właścicielem lokalu był Karol Hagenhuber, wiedeńczyk pochodzenia żydowskiego. Budynek mieści się na rogu Placu Jana Pawła II i ul. Mickiewicza. Nie wiem czy w kawiarence „Na Szlaku” kremówki są identyczne jak u Pana Hagenhubera, ale nam bardzo smakowały.


      PS 1. Na zdjęciach pokazuję różne wadowickie kawiarnie serwujące papieską kremówkę.

      PS 2. Inna nazwa kremówki to napoleonka, choć według znawców tematu te ciastka odrobinę się różnią:-).

        • MUZEUM JANA PAWŁA II W WADOWICACH • Dom Rodzinny Ojca Świętego.


        Tuż obok wadowickiej bazyliki znajduje się kamienica, w której mieszkał z rodzicami i rodzeństwem Karol Wojtyła. Wynajmowali oni tu mieszkanie od 1919 do 1938 roku. Sama kamienica to budynek 19-wieczny, należący najpierw do wiceburmistrza Wadowic, potem do cukiernika Józefa Liska, a następnie do kupca Chaima, prezesa gminy żydowskiej.


        Muzeum Jana Pawła II powstało w kamienicy w 1984 r. i obejmowało pierwotnie jedynie mieszkanie rodziny Wojtyłów. Gdy, w 2006 r., budynek został ofiarowany Archidiecezji Krakowskiej, rozpoczęły się projekty zmian. I tak dochodzimy do roku 2014, kiedy to ekspozycja rozszerzyła się do wszystkich czterech kondygnacji domu i nastąpiło uroczyste otwarcie nowego muzeum. Elewacja kamienicy powróciła do wyglądu z lat 20., z kolei wewnętrzna ekspozycja została uporządkowana tematycznie i zyskała częściowo charakter multimedialny.


        Misją muzeum jest upamiętnienie działalności Ojca Świętego nie tylko jako papieża, kapłana i teologa. Ukazuje także jego zwyczajne młodzieńcze życie – spotkania z ludźmi, wyprawy narciarskie, spływy kajakowe. Wśród zgromadzonych w muzeum eksponatów szczególne miejsce zajmują pamiątki rodziny Wojtyłów takie jak medalion, zastawa stołowa, obrazek z I Komunii Świętej. Zobaczymy tu także papieskie narty, plecak czy różne dokumenty z życia studenckiego. I mnóstwo zdjęć:-). Cała ekspozycja jest podzielona na strefy według porządku chronologicznego.


        Muzeum znajduje się przy ulicy Kościelnej 7. Więcej informacji i bilety: www.domjp2.pl.

          • WADOWICE • Rynek i kościół.


          Będąc w okolicach Lanckorony i Kalwarii Zebrzydowskiej, warto pojechać do Wadowic:-). Rodzinne miasto papieża Jana Pawła II położone jest u stóp Beskidu Makowskiego, niedaleko Andrychowa. Pierwsze wzmianki o Wadowicach pochodzą z 1327 r., natomiast na znaczeniu miasto zyskało zwłaszcza w 19 w., kiedy znalazło się na ważnym szlaku komunikacyjnym Wiedeń-Lwów.


          Tyle z historii, teraz o rynku. Jego układ został ukształtowany jeszcze w średniowieczu, jednak sporo w wyglądzie placu zmieniło się po rozbiorach. Co ciekawe, w czasach galicyjskich co czwartek odbywał się tu wielki targ - pomiędzy handlujących ni szpilki wcisnąć;-).


          Obecnie wadowicki rynek nosi miano placu Jana Pawła II – to właśnie tutaj Ojciec Święty wygłosił w 1999 r. swoją słynną homilię. W ostatnich latach rynek przeszedł rewitalizację – jest fontanna, studnia, ławeczki. A w okresie bożonarodzeniowym także żywa szopka:-). Przy placu znajduje się szklana tablica ze zdjęciem upamiętniającym jedną z papieskich pielgrzymek do Wadowic.


          Mówiąc o wadowickim rynku, nie sposób nie wspomnieć o górującym nad nim kościele – to Bazylika Ofiarowania NMP, wybudowana pod koniec 18 wieku w stylu późnobarokowym. Tu Karol Wojtyła przyjmował chrzest, a później komunię świętą. Niejednokrotnie odwiedził bazylikę także jako papież. Wtedy też wadowicki kościół stał się celem pielgrzymek wiernych z wielu zakątków świata i pozostaje takim do dziś:-).

            • KRAKOWIACY ZACHODNI • O potomkach Wiślan słów kilka:-)


            Krakowiacy Zachodni to duża grupa etniczna zamieszkująca tereny po obu stronach Wisły na zachód od Krakowa. Wywodzi się z prastarego plemienia Wiślan, które przyłożyło sporą cegiełkę do budowy państwa polskiego. Wśród reprezentantów tej grupy możemy wymienić Krakowiaków właściwych, Górniaków i Podgórzan. Co ich wyróżniało? Na pierwszy rzut oka na pewno strój – każdy widział pewnie choć raz czerwoną czapkę rogatywkę z pawim piórem – wśród członków zespołów ludowych lub na przeróżnych wystawach. Czapkę tą nosili mężczyźni właściwie we wszystkich rejonach okołokrakowskich, z Krakowem włącznie. Kobiety nosiły z kolei na głowach barwne chusty. Prócz tego zakładano haftowane koszule, gorsety, pasiaste spodnie i spódnice.


            Typowy Krakowiak Zachodni mieszkał w drewnianej chacie o konstrukcji zrębowej, mytej z zewnątrz:-). Na ogół bielono domostwa wapnem lub na niebiesko, a w pobliżu stawiano stodołę i inne budynki gospodarcze. Zajmowano się tradycyjną gospodarką rolniczą, hodowlą przyzagrodową, szyciem sukman, garncarstwem czy wyrobem malowanych skrzyń. Szukano też zajęcia poza wsią, zwłaszcza w przemyśle i w kopalniach soli. Wśród Krakowiaków Zachodnich nadzwyczaj dobrze rozwijało się również stolarstwo, co widać po dziś dzień – jadąc, czy to do Wadowic, czy w stronę Kalwarii, wszędzie mijamy sklepy i warsztaty meblarskie:-).

              • PODŁAŹNICZKA • „Choinka” dawnych czasów:-)


              Jesteśmy już co prawda poza okresem Bożonarodzeniowym, ale w skansenie w Wygiezłowie byliśmy tuż po Świętach. W związku z tym mogliśmy podejrzeć dawne zwyczaje Krakowiaków Zachodnich związane właśnie z tym czasem. W jednej z chałup nad stołem wisiała bogato zdobiona podłaźniczka, natomiast brak było klasycznej choinki. Czym jest podłaźniczka? To ucięty i odwrócony „do góry nogami” wierzchołek choinki (sosny, jodły lub świerku), który podczas Świąt Bożego Narodzenia wieszano najczęściej właśnie nad stołem. Gałązki ozdabiano szczodrze – kolorowymi wycinankami, kulkami z bibuły, słomą, jabłkami, orzechami. Czym więcej, tym lepiej;-).


              Nazwa pochodzi od słowa „podłaźnik”, które określało pierwszego gościa odwiedzającego dom w dzień Bożego Narodzenia. Gość pozdrawiał gospodarzy, przynosząc ze sobą zielone gałązki z drzewa iglastego – i tak nazwano je podłaźniczką;-). Ozdoba była popularna w wielu regionach Polski, a także na Słowacji i w Bułgarii. Różnie ją nazywano, w zależności od obszaru – bywała także jutką, wiechą lub rajskim sadem. Zwyczaj wieszania podłaźniczki najdłużej, bo do lat 20. ubiegłego wieku, przetrwał na Śląsku, Podhalu i w Beskidach.

                • SKANSEN W WYGIEŁZOWIE • Muzeum Małopolski Zachodniej.


                Skansen to miejsce, którego chętnie szukamy, planując wyjazd w daną okolicę. Historia interesującego nas obszaru etnograficznego, kultura i tradycje mieszkańców, zapach starego drewna, kolory...to przyciąga:-). I pozwala lepiej poznać region, do którego się udajemy. Tak było i tym razem, w okolicach Krakowa – skansen odnaleźliśmy około 50 km na zachód od Miasta Królów:-). Pojechaliśmy do wsi Wygiełzów, gdzie znajduje się Nadwiślański Park Etnograficzny. Zaprezentowane są tu przykłady drewnianego budownictwa Małopolski Zachodniej.


                Skansen w Wygiełzowie powstał w 1968 r. i zlokalizowany jest u podnóża góry Lipowiec (z ruinami starego zamku). Możemy tu obejrzeć zarówno przykłady architektury małomiasteczkowej, jak i wiejskiej – są chałupy, spichlerze, olejarnie, kuźnie, stodoły, ule… Warta uwagi jest także stara klasa szkolna, dwór z 18 wieku i...dzwonek na Anioł Pański:-). Jednym z piękniejszych obiektów jest natomiast 17-wieczny kościół z Ryczowa, w którym zachowało się oryginalne wyposażenie. Na przełomie sierpnia i września odbywa się tu Festiwal Muzyki Kameralnej i Organowej.

                  • TŁUCZAŃ • Z drogi.


                  Wciąż okolice Krakowa, Pogórze Wielickie. Do Tłuczani zajechaliśmy po drodze do skansenu, o którym niebawem. Chcieliśmy zobaczyć wieś, z którą nie mam co prawda wspomnień, ale mają je starsze pokolenia mojej rodziny.


                  Kościółek „Na Nowsiu” powstał w 17 wieku. Drewniany, orientowany, o konstrukcji zrębowej. 2 lipca, w święto Matki Bożej Jagodnej, mieszkańcy wsi Tłuczań udawali się do niego trawiastymi ścieżkami, by modlić się o urodzaj. Stoi samotnie, na uboczu. Gdyby nie drogowskaz, nigdy byśmy do niego nie trafili.


                  We wsi jest też drugi kościół – duży, murowany. Znacznie nowszy, bo z lat 40. ubiegłego wieku.

                    • Przedziwna rzecz te Dróżki… • Jan Paweł II.


                    1. Most na Cedronie i Brama Wschodnia
                    2. Betsaida
                    3. Kaplica Aniołów
                    4. Wieża Wieczernika
                    5. Ratusz Piłata i Święte Schody
                    6. Pałac Heroda
                    7. Kaplica Serce Matki Bożej
                    8. Kapliczka Świętej Weroniki
                    9. Kościół Ukrzyżowania
                    10. Drogowskazy Dróżek

                      • DRÓŻKI • Na szlakach kaplic i kościołów.


                      Kaplice i kościoły Dróżek były tym, co nas najbardziej przyciągało, by wracać do Kalwarii Zebrzydowskiej niemal każdego dnia naszego pobytu w sąsiedniej Lanckoronie. Odkrywały się przed nami po trochu, nie od razu. Na początku byliśmy trochę zagubieni w ich meandrach - potrzeba było czasu, by zrozumieć specyfikę tego miejsca:-). Pierwsza kaplica powstała w 1600 r. dzięki staraniom Mikołaja Zebrzydowskiego. Dziś obiektów na Dróżkach jest aż 42 (to małe kościoły, kaplice i dwa mosty). Rozlokowane są na dwóch częściowo wspólnych szlakach – Pana Jezusa i Matki Bożej.


                      Są piękne i w dużej mierze różnorodne. Pierwsze kapliczki mijaliśmy już na drodze z Lanckorony do Kalwarii, potem było ich coraz więcej i więcej. Spora część obiektów została wybudowana w 17 wieku w stylu barokowym – część na planie prostokąta, inne – wieloboków. Zdobią je wieżyczki, absydy, kolumny, kopuły – dużo by pisać:-). Dróżki są rozlokowane na malowniczym terenie pogranicza Beskidu Makowskiego i Pogórza Wielickiego – ich szlak łączy w sobie zatem harmonię natury, duchowość i piękno barokowego parku. Nie dziwne, że to niezwykłe miejsce trafiło na listę UNESCO.


                      By nie pogubić się na szlakach Dróżek, przydaje się mapka. My zakupiliśmy taką w przykościelnym sklepie (Wydawnictwo ZET, 2 i 3 zdjęcie). Największe uroczystości na kalwaryjskich Dróżkach mają miejsce w Wielkim Tygodniu i na Święto Wniebowzięcia NMP.

                        • RUCHOMA SZOPKA • Betlejem w Kalwarii.


                        Sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej warto odwiedzić o każdej porze roku, ale w okresie Bożonarodzeniowym – szczególnie. Wszystko za sprawą niesamowitej szopki, składającej się z aż 150 elementów, w tym 50 ruchomych. Jej montażem zajęli się tradycyjnie, jak co roku, kalwaryjscy zakonnicy. Uroczyste otwarcie nastąpiło tuż przed pasterką.


                        Skąd tradycja budowy szopek? Od Świętego Franciszka z Asyżu – to właśnie ten niesamowity misjonarz i zakonnik przygotował pierwszą na świecie szopkę, a miało to miejsce w 1223 r. w Greccio. Franciszek stworzył też pierwsze jasełka:-). Wracając do szopki w Kalwarii – została ona zamontowana na tle wielkiej panoramy z gwiazdą i przedstawia Betlejem jako miejsce Narodzenia Jezusa, ale też jako zwykłą, ludzką osadę. Centralne miejsce zajmuje grota ze Świętą Rodziną, a wokół niej ustawione są, na różnych poziomach, domy i warsztaty pracy mieszkańców miasta.


                        Niesamowite, z jakimi szczegółami zostało odtworzone życie, które toczyło się wtedy, 2000 lat temu, w Betlejem. Na zdjęciach tego nie zobaczycie, ale wiele figurek porusza się w rytm wykonywanej pracy zupełnie tak, jakbyśmy oglądali film. Wspaniałe przedstawienie, nie tylko dla dzieci. Szopka uruchamiana jest w czasie, gdy w kościele nie odprawia się żadne nabożeństwo. Można ją zobaczyć do 13 lutego.


                        Podobne ruchome szopki, tylko mniejsze, zobaczyliśmy w jednym z kościołów Dróżek oraz w Wadowicach. Widocznie to tutejsza, okołokrakowska tradycja:-).

                          • BAZYLIKA I KLASZTOR • W centralnej części Sanktuarium.


                          Bazylika Matki Bożej Anielskiej (wraz z klasztorem) została wzniesiona w latach 1604-1609 w stylu barokowym – to widać zresztą na pierwszy rzut oka. Jej historia jest nierozerwalnie związana z obrazem Matki Bożej Kalwaryjskiej, który to umieszczono w kościele w 1641 r. Obraz został podarowany bernardynom przez Stanisława z Brzezia Paszkowskiego.


                          Wizerunek od początku cieszył się wielką czcią wśród pielgrzymów, a Kalwaria stała się ważnym miejscem kultu nie tylko pasyjnego, ale również maryjnego. Pierwotny kształt kościoła uległ zmianom na przełomie 17 i 18 wieku, kiedy to dobudowana została późnobarokowa nawa główna. Wnętrze zdobią kolorowe polichromie i dwustronny ołtarz główny z 1732 r. Jest też dużo kaplic bocznych. Najstarszą częścią bazyliki jest prezbiterium zwieńczone sklepieniem kolebkowym. Opis opisem, ale najlepiej zobaczyć tę architektoniczną piękność na żywo:-).


                          Przed wejściem do bazyliki znajduje się tzw. plac Rajski, zamknięty od frontu balustradą z kamiennymi figurami świętych. Z boku znajdują się krużganki z dwudziestoma czterema 19-wiecznymi konfesjonałami. Poniżej placu Rajskiego znajduje się drugi – Pielgrzymkowy. Z kolei zabudowania klasztoru ojców Bernardynów przylegają do bazyliki. Na pierwszym piętrze znajduje się oratorium z oknem, przy którym modlił się, będąc kardynałem, Karol Wojtyła. Co ciekawe, w oratorium umieszczono obraz Chrystusa, który pochodzi z kaplicy zamku w Lanckoronie - tego, z którego zostały już tylko ruiny.


                          Klasztor otaczają piękne krużganki, jest też podwórze i plac Nabożeństw, gdzie odprawiają się wszystkie najważniejsze uroczystości pasyjne. Zatrzymać można się w miejscowym Domu Pielgrzyma.

                            • KALWARIA ZEBRZYDOWSKA • Jedyna kalwaria na liście UNESCO.


                            Jakieś 13 minut jazdy samochodem z Lanckorony i znaleźliśmy się przy Sanktuarium Pasyjno-Maryjnym w Kalwarii Zebrzydowskiej, na pograniczu Pogórza Wielickiego i Beskidu Makowskiego. Jednak znaki, że się do niego zbliżamy, pokazywały się znacznie wcześniej (o czym będę jeszcze pisała:-)). W skład zabudowań Sanktuarium wchodzi bazylika Matki Bożej Anielskiej, klasztor oo. Bernardynów oraz 42 kaplice i kościoły Dróżek.


                            Całe to przepiękne założenie krajobrazowo-architektoniczne zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako jedyna kalwaria na świecie (a w samej Europie jest ich ponad 1000). Jak przeczytałam w miejscowym przewodniku po Sanktuarium, „Kalwaria Zebrzydowska jest wybitnym przykładem tego rodzaju krajobrazowych dzieł w dużej skali, łącząc w sobie naturalne piękno i cele duchowe oraz zasady kompozycji barokowego parku”. I tak, jest zachwycająca.


                            Kilka słów o historii tego miejsca. W 1600 roku Mikołaj Zebrzydowski, wojewoda krakowski, wzniósł na górze Żarek pierwszą kaplicę – Ukrzyżowania Pana Jezusa. Wzorował się na jerozolimskiej kaplicy Świętego Krzyża. Potem powstały kolejne, a także kościół i klasztor. Dzieło Mikołaja Zebrzydowskiego było po jego śmierci kontynuowane przez syna Jana i wnuka Michała. W kolejnych latach, gdy zabudowania Kalwarii przeszły pod opiekę rodziny Czartoryskich, rozbudowano kościół i powiększono klasztor. Dziś o Sanktuarium dbają ojcowie Bernardyni.


                            Kalwarię Zebrzydowską wielokrotnie odwiedzał papież Jan Paweł II. Pielgrzymował tu ze swoim ojcem z pobliskich Wadowic jeszcze jako mały chłopiec, a potem – już będąc kapłanem, biskupem krakowskim i kardynałem. Jako Ojciec Święty odwiedził Kalwarię w latach 1979, 1991 i 2002. Z kolei w 2006 r. pielgrzymował tu papież Benedykt XVI.

                              • MIŁE MIEJSCA W LANCKORONIE • Kawiarnie Arka i Pensjonat oraz przedwojenna piekarnia Siwek.


                              Z Lanckoroną to było tak, że na ulicach świeciły pustki, a w jedynych czynnych kawiarniach przesiadywał istny tłum. I jak ci ludzie się tam teleportowali? To już pozostanie zagadką:-). Pierwszego wieczoru odwiedziliśmy Cafe Arka (zdj. 4-6), o której usłyszeliśmy już kilka lat temu na rekolekcjach w pobliskich Zembrzycach. Więc, że słynna, wiedzieliśmy. Kawiarenka ta znajduje się w bielonej chacie u zbiegu ulic Świętokrzyskiej i Zamkowej. Wystrój jest ciepły i klimatyczny – stare lampy, rzeźby z ceramiki, a na ścianach powiększone znaczki pocztowe, przeróżne obrazki i zdjęcia. W Arce piliśmy dobrą herbatę (jest bardzo duży wybór) i jedliśmy migdałowe ciasto. Można usiąść na parterze lub na piętrze.


                              W popołudnie ostatniego dnia roku zajrzeliśmy z kolei do znajdującej się w północnej pierzei rynku kawiarni Pensjonat (zimą czynnej tylko przez kilka godzin, zdj. 1-3). Mieści się ona w budynku dawnego magistratu i ma bardzo urokliwe wnętrze - kolorowe ściany udekorowane są rysunkami Kazimierza Wiśniaka, współzałożyciela krakowskiej „Piwnicy pod Baranami”. Usiedliśmy przy stoliku nakrytym haftowaną serwetką i zamówiliśmy kawę z szarlotką. Czekając na przysmaki przejrzeliśmy książki o Lanckoronie, które można tutaj nabyć – album oraz tomik poezji. W „Pensjonacie” mieszka też lanckoroński krasnoludek Dolibuk, który najbardziej lubi marzyć:-).


                              Pisząc o miłych miejscach w Lanckoronie, nie sposób także nie wspomnieć o piekarni Siwek (zdj. 7-9), która powstała w 1925 r. Piekarnia jest rozsławiona na cały kraj za sprawą jednej z piosenek Marka Grechuty. Kupimy tam pieczywo, pyszne tradycyjne drożdżówki, a także dowiemy się co słychać w Lanckoronie…:-). Piekarnia znajduje się przy ulicy Świętokrzyskiej 8.

                                • GÓRA LANCKOROŃSKA • Ruiny zamku kazimierzowskiego.


                                Możliwość robienia podbiegów nie kończy się na lanckorońskim rynku;-). Idąc cały czas pod górę miniemy zabudowania wsi i zabytkowy kościół, a już po niecałym kwadransie znajdziemy się na wierzchołku Góry Lanckorońskiej (zwanej też Zamkową). To najwyższe wzniesienie Wzgórz Lankorońskich, liczące sobie 545 m n.p.m. Według oznaczenia na miejscowej tabliczce szczyt ten znajduje się w Beskidzie Myślenickim, choć większość źródeł podaje, że to wciąż Pogórze Wielickie. Meandry geografii:-).


                                Przez las znajdujący się na wierzchołku Góry Lanckorońskiej prześwitują kamienne ruiny. I to nie byle jakie – to pozostałości zamku wzniesionego za Kazimierza Wielkiego. Miał on za zadanie strzec granicy pomiędzy ziemią krakowską a Księstwem Oświęcimskim, która przebiegała właśnie u progów Lanckorońskiej Góry. Zamek kilkakrotnie zmieniał właścicieli, a jego mury wpisały się w dzieje polskiej historii głównie za sprawą konfederacji barskiej. W latach 1769-72 r. stoczono tu kilka broniących niepodległości bitew, które upamiętnia pomnik. Minęło jeszcze trochę lat i historycznych zawirowań, aż w końcu nieużytkowany zamek wysadzono, a ruiny zaczęto rozbierać. Dziś pozostały jedynie fundamenty wież i fragmenty muru.


                                Na Górze Lanckorońskiej zbiegają się szlaki turystyczne – niebieski z Brzeźnicy i żółty z Myślenic. My powróciliśmy do Lanckorony:-).

                                  • LANCKORONA • Wieś wyjęta z innej epoki.


                                  Hop w Małopolskę! Miesiąc temu zrobiliśmy sobie kilkudniową wycieczkę w południowo-zachodnie okolice Krakowa. Zatrzymaliśmy się w Lanckoronie, o której to chodzą niekiedy słuchy, że drugi Kazimierz, że popularny kurort wśród artystów, że „zaułek aniołów”...:-). Niestety, pomimo okresu sylwestrowo-noworocznego, turystów było bardzo mało (a jeśli, to przyjeżdżający na kilkugodzinny spacer), a galerie, muzea i restauracje – pozamykane (lub czynne przez chwilę w określonych dniach i godzinach). Pierwszego wieczoru po lanckorońskim rynku przemknął nam jedynie lis;-).


                                  Piękna to jednak wieś, pewnie jedna z piękniejszych w Małopolsce. Lanckorona położona jest na Pogórzu Wielickim, około 30 km od Krakowa. W latach 1366-1934 posiadała prawa miejskie. Hipotez odnośnie nazwy miejscowości jest kilka, a jedna z nich mówi, że pochodzi z języka niemieckiego od słów „land” (kraj) i „krone” (korona). Lanckoroński rynek zachował oryginalną drewnianą zabudowę z 19 wieku – jest niewątpliwie urokliwy. Powstał na stoku Góry Lanckorońskiej, przez co zauważalnie opada – można na nim robić podbiegi;-). W południowej pierzei rynku znajduje się Muzeum Etnograficzne, które niestety było przez cały czas zamknięte. Nad zabudowaniami góruje z kolei zabytkowy kościół Narodzenia św. Jana Chrzciciela.


                                  W Lanckoronie znajduje się sporo willi z okresu międzywojennego – część z nich jest obecnie zaadoptowana na pensjonaty. Wieś słynie ze sklepów z ceramiką i rękodziełem artystycznym. Tuż przed Bożym Narodzeniem odbywa się tu Festiwal Aniołów – mieszkańcy i przybyli goście przebierają się wtedy za te niebiańskie istoty;-). Podobno dużo się w Lanckoronie dzieje także w weekend poprzedzający Noc Świętojańską, kiedy to odbywa się jarmark.

                                    • OPACTWO CYSTERSÓW W WĄCHOCKU • Na Europejskim Szlaku Romańskim:-).


                                    Z województwem świętokrzyskim pożegnaliśmy się, robiąc sobie krótką wycieczkę do Wąchocka. Znajduje się tam Opactwo Cystersów, którzy przybyli do tego miasta, bagatela, w 12 wieku. Wtedy też powstał klasztor, który jest pięknym przykładem architektury romańskiej w Polsce. Z czasem powstały przy nim kuźnie, dzięki którym Wąchock stał się ważnym ośrodkiem wytopu żelaza. Zakonnicy zajmowali się również młynarstwem, tkactwem i hodowlą zwierząt.


                                    Niestety, los nie szczędził Opactwa. Klasztor ulegał zniszczeniom podczas najazdów tatarskich, a potem wskutek potopu szwedzkiego. Kolejne zawirowania przyszły wraz z okresem zaborów – wtedy to nastąpiła kasata Opactwa. Zakonnicy powrócili do Wąchocka dopiero w 1951 roku.


                                    Na terenie klasztoru znajduje się kościół pod wezwaniem św. Floriana, zbudowany na planie krzyża łacińskiego. Wewnętrzny dziedziniec otaczają krużganki, jest także ogród z sadem. Klasztor może się poszczycić pięknym romańskim kapitularzem. W budynku obok furty mieści się Muzeum Cystersów, ale niestety – było czynne dopiero w godzinach popołudniowych, a my przyjechaliśmy rano. Tak samo nie udało nam się zajrzeć do klasztornej kawiarenki.


                                    Opactwo w Wąchocku leży na Europejskim Szlaku Romańskim.

                                      • KULTURA LUDOWA KIELECCZYZNY • Tradycje i codzienność wsi świętokrzyskiej.


                                      W skansenie w Tokarni możemy zobaczyć jak w soczewce świętokrzyskie zwyczaje, tradycje i folklor. Dowiemy się tam nie tylko jak mieszkali i pracowali ludzie Kielecczyzny, ale także w co się ubierali, co jedli, jak świętowali.


                                      Dawna wieś świętokrzyska to głównie zagrody wielobudynkowe. Chaty kryte były na ogół strzechą lub gontem, tuż przy nich znajdował się ogródek (słoneczniki rosnące w oknach to dla mnie jeden z piękniejszych wiejskich leitmotivów:-)). W jednej izbie mieszkało zwykle około ośmiu osób. Spano przy piecach, na ławkach, w kołyskach. Na ścianach wisiały święte obrazy przywiezione z pielgrzymek i odpustów. Chałupy ozdabiano także ręcznymi wycinankami, kwiatami z bibułki i tzw. pająkami ze słomy. W świętokrzyskiej wsi powstawała lokalna ceramika, malarstwo, muzyka.


                                      Strój ludowy mieszkańców Kielecczyzny był barwny – kobiety zakładały pasiaste spódnice, haftowane fartuchy i ozdobne chusty. Mężczyźni nosili lniane koszule i kamizelki, a na zimę wielkie futrzane czapy zwane wścieklicą;-). Stroje różniły się w zależności od subregionów – generalnie na północy Kielecczyzny ubiór był zbliżony do tego noszonego na Mazowszu, a na południu – do małopolskiego. Dziś tradycyjne stroje możemy zobaczyć praktycznie tylko wśród członków zespołów folklorystycznych albo podczas świąt, szczególnie na Boże Ciało.


                                      Jadano to co i praktycznie w każdej polskiej wsi – ziemniaki, kasze, wyroby z mleka. Niekiedy mąkę wrzucano wprost na gotującą się wodę – taka polewka miała robić za zupę. Chleb pieczono raz w tygodniu, mięso spożywano od święta.

                                      Źródło opisu: dialektologia.uw.edu.pl | grafika i zdjęcia własne



                                      1 2 3 4 5 6 7