Z bieżących tras

    • KOŚCIÓŁ W DOBROWODZIE • Polny kamień i gotyckie inskrypcje.


    Przejeżdżając przez południe województwa świętokrzyskiego wiele razy miniemy stare, kamienne kościoły. Jednym z nich jest ten w Dobrowodzie – już na pierwszy rzut oka widać, że pamięta wiele. Świątynia została zbudowana w 14 wieku, ale obecny kształt nadały jej lata 1524-1525, kiedy to została przebudowana w stylu późnogotyckim. Warto przyjrzeć się bliżej murom tego zabytku sztuki sakralnej.


    Kościół wyróżnia okrągła baszta ze stożkowym daszkiem. Na elewacji znajdują się resztki dawnych gotyckich inskrypcji – patrząc na nie, można na chwilę przenieść się w czasie;-) Takie inskrypcje rzadko zdobiły zewnętrzne ściany świątyń, dlatego tym bardziej dobrze zwrócić na nie uwagę. Do wnętrza prowadzi gotycko-renesansowy portal.


    Świątynia w Dobrowodzie leży na trasie Małopolskiej Drogi św. Jakuba. Jest piękna!

      • TĘŻNIA I DOM ZDROJOWY • W nowej części parku.


      Kilka lat temu park zdrojowy w Busku-Zdroju wzbogacił się o całkiem nowoczesną infrastrukturę – mowa o okazałej tężni solankowej i usytuowanym tuż obok niej domu zdrojowym. Tężnię stanowią dwa pierścienie z tarniny (obwód większego to aż 226 m), oddzielone od siebie zawiłymi przejściami. W centrum znajduje się fontanna, jest też taras widokowy. My obeszliśmy tężnię jedynie z zewnątrz – zapach już tam był bardzo intensywny;-).


      Z kolei w domu zdrojowym możemy uraczyć się leczniczymi wodami albo posiedzieć przy całorocznej mini-tężni. Jest też oranżeria, kawiarenka, sklepik i informacja turystyczna. Zauważyliśmy jednak, że najbardziej oblegana jest multimedialna fontanna, znajdująca się zaraz obok budynku. Zmieniające się kolory i kształty, solankowy zapach dochodzący z tężni, ciepłe słonko - wprost idealne otoczenie dla amatorów uzdrowiskowych klimatów.

        • BUSKO-ZDRÓJ • Park Zdrojowy.


        Wracamy do świętokrzyskiego, na Ponidzie. Zatrzymaliśmy się w Busku-Zdroju, w strefie uzdrowiskowej. Wśród kuracjuszy wciąż trwał sezon. Busko jest kurortem prężnie rozwijającym się – dużo tu sanatoriów, pensjonatów, pokoi do wynajęcia. Uzdrowisko koncentruje się wokół parku zdrojowego i nowoczesnej tężni solankowej. To wprost idealne warunki do spokojnego wypoczynku i, jeśli komu potrzeba, rekonwalescencji:-).


        Już pod koniec 18 wieku w Busku odkryto występowanie wód leczniczych, zaś na początku kolejnego stulecia zaczęto je wykorzystywać. Pierwsze prowizoryczne uzdrowisko działało w dawnym klasztorze, ale już w 1836 roku zakończono budowę profesjonalnych łazienek mineralnych projektu Henryka Marconiego. Niedługo potem powstał okazały Zakład Kąpieli Mineralnych, wokół którego założono park zdrojowy. Ogród pełen jest kwiatów, drzew i uroczych krętych alejek. Gdzieniegdzie błyszczą w słońcu wody fontann, można także przysiąść na ławeczce przy muszli koncertowej.


        Zakład Kąpieli Mineralnych to obecnie Sanatorium Marconi – flagowy obiekt uzdrowiska z blisko dwustuletnią tradycją. Budynek, jak przystało na czasy Marconiego, reprezentuje styl klasycystyczny. Wewnątrz znajduje się Sala Koncertowa, do której prowadzą posągi Orfeusza i Eurydyki, są też popiersia rzymskich bogów. Istny powrót do antycznego świata:-).


        Powierzchnia parku to obecnie około 24 hektary, przebiega tędy również ponad 14-kilometrowa trasa rowerowa.

          • KADRY Z ZALIPIA • Kolory wsi:-)

            • KOŚCIÓŁ W ZALIPIU • Dalszy ciąg kwiatowej tradycji.


            Kolejnym miejscem na naszej zalipiańskiej trasie był kościół. Jego wnętrze pełne jest kwiatowych kompozycji zaprojektowanych przez tarnowskiego malarza J. Szuszkiewicza, a wykonanych przez lokalne artystki pod kierunkiem Felicji Curyłowej.


            Kościół został poświęcony w 1948 roku, choć miejscowa parafia istniała już ponad 20 lat wcześniej. Otrzymał wezwanie Świętego Józefa Oblubieńca.

              • ZAGRODA FELICJI CURYŁOWEJ • Kwiaty, wszędzie kwiaty:-)


              Będąc w Zalipiu, warto zajrzeć do mini-skansenu lokalnej sztuki ludowej „Zagroda Felicji Curyłowej”. Pani Felicja (1903-1974) była najbardziej znaną zalipiańską malarką, rzec by można, szefową;-). Lubiła mocne i jaskrawe kolory. Tworzyła nie tylko farbą i pędzlem, ale także wycinała, haftowała, dziergała. Wszystkie te elementy zdobnicze wprost zawładnęły wnętrzem chaty, w której mieszkała (nie ma go na zdjęciach, ponieważ pani przewodnik powiedziała, że możemy fotografować izby tylko na prywatny użytek) – wchodząc do środka zobaczymy wprost niesamowitą ilość malowanych kwiatów i ozdób. Na ścianach, sufitach, piecach, meblach, sprzętach. Wszędzie! Z zewnątrz dom również jest ozdobiony, choć zdecydowanie skromniej.


              Częścią Zagrody jest również dom Stefanii Łączyńskiej, kolejnej znanej zalipiańskiej malarki. Chata dzieli się klasycznie na sień, izbę czarną, izbę białą i komorę. Została zbudowana pod koniec XIX wieku. Malowanki pani Stefanii są pastelowe, dominują w nich motywy kwiatowe i wizerunki aniołów. Dom został przeniesiony na teren skansenu w 2019 roku, wcześniej stał w innym miejscu wsi. Kolejnym obiektem, na który warto zwrócić uwagę, jest kryta strzechą „chata biedniacka” z przełomu XIX i XX wieku – to dom jednoizbowy, z sienią i oborą. Malowniczo prezentuje się otoczony wiejskim podwórkiem (zdj. 2).


              Wstęp do Zagrody jest biletowany – informacje na temat cen i godzin otwarcia znajdują się na stronie muzeum w Tarnowie (www.muzeum.tarnow.pl).

                • ZALIPIE • O malowanej wiosce słów parę.


                Na kilka postów przeskakujemy ze świętokrzyskiego w małopolskie. Trochę ponad 20 km na południowy wschód od Wiślicy znajduje się malownicza, a raczej malowana wieś – Zalipie:-). Objeżdżając ją zauważymy, że wiele domów (i nie tylko) ozdobionych jest kolorowymi kwiatami. Skąd ta tradycja?


                Jeszcze w 19 wieku mieszkanki Zalipia postanowiły zrobić coś z okopconymi od otwartych palenisk ścianami domów. Najpierw przeczyszczały je wapnem, a z czasem, gdy coraz powszechniejsze stały się piece z kominami, zaczęły malować na ścianach kwiaty. Początkowo jedynie w środku, potem także na zewnątrz. Dziś malunki zdobią nie tylko domostwa, ale także małą architekturę (kapliczkę, studzienki, płoty, ule…), miejscowy kościół czy budynek OSP. Tradycja wciąż jest żywa, czego wyrazem jest doroczny konkurs na najpiękniej wymalowaną zagrodę.


                Zalipie wciąż pozostaje miejscowością nieszczególnie nastawioną na turystów – nie ma tu dziesiątek straganów z pamiątkami, co wzbudza poczucie autentyczności kwiatowej tradycji:-). Obecnie malowanych domów jest we wsi około dwadzieścia.


                Wycinanka własna, mapka otrzymana w Zalipiu.

                  • KOLEGIATA W WIŚLICY • Gdzie historia scala się ze sztuką.


                  Nad wiślickimi zabudowaniami góruje monumentalna kolegiata – to gotycki kościół wzniesiony w XIV wieku na polecenie króla Kazimierza Wielkiego. Nosi wezwanie Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Pod świątynią znajdują się fundamenty dwóch starszych – romańskich – można je zobaczyć w Muzeum Archeologicznym. Za budulec posłużył kamień ciosowy, jedynie szczyt fasady zachodniej jest obecnie ceglany.


                  Wnętrze świątyni robi wrażenie – przepiękne sklepienie, fragmenty starych fresków, witraże w oknach, okazałe stalle. Ołtarz ozdabia posąg Madonny Łokietkowej, który datuje się na 1300 rok! Miejscowa tradycja podaje, że modlił się przed nim o zjednoczenie ziem polskich król Władysław Łokietek. W kościele znajduje się także gotyckie sakramentarium, na ścianach wiszą liczne epitafia, a na sklepieniu widoczne są herby ziem, które weszły w skład odrodzonego Królestwa Polskiego. Meandry historii.


                  Od 2005 roku wiślicka kolegiata nosi tytuł bazyliki mniejszej. Kościół znajduje się na trasie Małopolskiej Drogi św. Jakuba, wiodącej z Sandomierza do Tyńca.

                    • DOM DŁUGOSZA • Gotycka wikarówka w Wiślicy.


                    Częścią wiślickiego Muzeum Archeologicznego jest także zlokalizowany obok kolegiaty Dom Długosza. Ten XV-wieczny budynek został zbudowany z fundacji jednego z najsłynniejszych polskich kronikarzy:-).


                    Z początku Jan Długosz opiekował się tutejszą kolegiatą – był jej kustoszem i kanonikiem. W 1460 roku postanowił ufundować dom, w którym miało zamieszkać dwunastu wikariuszy i dwunastu kanoników tutejszej parafii. Budynek został wzniesiony w stylu późnogotyckim, z obszerną sienią. Na piętrze znajdowała się jadalnia. Obecnie w Domu Długosza, oprócz muzeum, nadal mieści się plebania.


                    W jednej z sal możemy zobaczyć przeróżne pamiątki związane z Janem Długoszem, a także eksponaty należące do wiślickiej parafii – relikwiarze, pozostałości ołtarzy, ornaty, stare rękopisy. Co ciekawe, podczas remontu, który miał miejsce na początku obecnego stulecia, odkryto przepiękne malowidła naścienne pochodzące z XV wieku. Widzimy na nich między innymi scenę Zmartwychwstania.


                    W Domu Długosza mieszczą się także zabytkowe piwnice – ich układ jest niezmieniony od wieków. Obecnie znajduje się tu świetlica dla młodzieży, mini-kawiarenka i kolejne eksponaty związane z Wiślicą.

                      • WIŚLICA • Muzeum Archeologiczne.


                      Najbliższych kilkanaście powiastek poświęcę pograniczu województw świętokrzyskiego i małopolskiego – do tego drugiego wskoczę właściwie tylko na chwilę, a większość opisywanych przeze mnie miejsc znajdować się będzie w południowej części świętokrzyskiego:-).


                      Pierwszym celem naszego kilkudniowego wypadu była Wiślica. To zabytkowe miasteczko położone jest około 16 km od Buska Zdroju, na lewym brzegu rzeki Nidy. Legenda mówi, że jego nazwa pochodzi od imienia Wiślimira, księcia plemienia Wiślan. Jeszcze przed 1000 rokiem gród został włączony w granice państwa Piastów i szybko stał się kolejnym, obok Krakowa i Sandomierza, ważnym ośrodkiem administracyjnym w dawnej Małopolsce.


                      Prawa miejskie Wiślica uzyskała przed 1326 rokiem, a kilkanaście lat później król Kazimierz Wielki zatwierdził tu „statuty wiślickie” – zbiór praw. Zbudował także zamek i ufundował monumentalną kolegiatę. Następnie Wiślica przeżywała wzloty i upadki. W 16 wieku była ważnym ośrodkiem rzemieślniczym i miejscem sejmu elekcyjnego. Podupadła w czasie potopu szwedzkiego, a w 1869 roku, po powstaniu styczniowym, utraciła prawa miejskie. Odzyskała je 149 lat później.


                      Tego wszystkiego dowiemy się zaglądając do Muzeum Archeologicznego w Wiślicy. Jego siedzibą jest nowoczesny pawilon zlokalizowany u podnóża kolegiaty. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od obejrzenia filmu prezentującego powstanie wiślickiego grodu. Muzealny pawilon przykrywa relikty pięknego, wczesnoromańskiego kościoła św. Mikołaja, natomiast kolejne sale to swoisty rezerwat archeologiczny, ulokowany w podziemiach sąsiedniej Bazyliki. Ten niesamowity labirynt odsłania przed nami pozostałości dwóch kolejnych świątyń romańskich. Jednym z najcenniejszych zachowanych elementów jest rytowana posadzka krypty, zwana Płytą Orantów (zdjęcie 1). Z kolei w podziemnym korytarzu znajduje się ekspozycja drobnych przedmiotów (monety, narzędzia, itd.), znalezionych w najbliższej okolicy kolegiaty.

                        • TO TYMCZASEM, BESKIDZIE :-) • Na zdjęciu Łemkini z Blechnarki koło Wysowej.


                        Autor: Roman Reinfuss, 1936 r. („Karpacki świat Bojków i Łemków”, wyd. BOSZ).

                          • WYSOWA-ZDRÓJ • Krótka historia jednego z uzdrowisk.


                          Na koniec tegorocznych opowieści o Beskidzie Niskim hop do Wysowej-Zdroju:-). Ta uzdrowiskowa wieś położona jest około 35 km na południe od Gorlic, nad górną Ropą, blisko granicy polsko-słowackiej. Znana jest z leczniczych wód mineralnych i pięknego parku zdrojowego. Lubimy tam przyjeżdżać:-).


                          Pierwsze wzmianki o Wysowej pochodzą z połowy 14 wieku. Niedługo potem istniała tu już spora osada ze składem win prowadzonym przez Ormian i Greków - doliną Ropy przebiegał wówczas ważny szlak handlowy, więc ta historia, mimo że nie udokumentowana, jest całkiem prawdopodobna. Z kolei pierwszy przekaz na temat wysowskich źródeł pochodzi z połowy 17 wieku. W kolejnych latach właściciele Wysowej zlecali szczegółowe badania ich właściwości, a w 1812 r. powstał pierwszy budynek zdrojowy z 6 łazienkami i 9 pokojami. Skromnie, ale to był dopiero początek.


                          Już około 1840 r. w Wysowej stały dwa duże pensjonaty, a pod koniec 19 wieku gościło tu w sezonie aż dwa tysiące kuracjuszy - pomogło w tym utwardzenie drogi prowadzącej z Ropy (tak się nazywa również beskidzka miejscowość, nie tylko rzeka). W kolejnych dekadach uzdrowisko nadal prężnie się rozwijało, a w latach 20. wybudowano nowe drewniane budynki zdrojowe i pijalnię wód projektu Karola Stryjeńskiego. Wojna przerwała dobrą passę Wysowej i dopiero w latach 60. i 70. udało się przywrócić miejscowości uzdrowiskowy charakter.


                          Z jakich źródeł napijemy się w pijalni? Jak tradycja nakazuje – głównie imiennych:-). Jest tu i Franciszek, i Henryk, i Józef, i Anna. Smaki od łagodnych po wyraziste, dla każdego coś dobrego. Wysowskie wody pomagają głównie na układ oddechowy, moczowy i trawienny – tak podają dostępne na miejscu broszurki. Z miejscowej rozlewni pochodzi także butelkowana woda „Wysowianka”. Pijalnia jest rekonstrukcją tej zabytkowej, która spłonęła w pożarze w latach 60. Otacza ją zadbany park ze Starym Domem Zdrojowym, fontanną, amfiteatrem i licznymi alejkami.

                            • DREWNIANY KOŚCIÓŁ W SĘKOWEJ • Rozłożyste „soboty” i chrzcielnica z 16 wieku.


                            Przenosimy się na północny wschód od Klimkówki, do Sękowej. To wieś położona nad rzeką Sękówką (dopływ Ropy), około 4 km od Gorlic. Przed wojną była, inaczej niż większość wiosek Beskidu Niskiego, zamieszkiwana głównie przez Polaków, katolików obrządku rzymskiego.


                            W Sękowej znajduje się drewniana świątynia charakteryzująca się oryginalną architekturą – to kościół św. Filipa i św. Jakuba. Został wzniesiony na początku 16 wieku (ale dawno!) w gotyckim stylu sakralnego budownictwa drewnianego. Od 2003 r. na liście UNESCO.


                            Jest jednonawowy, o konstrukcji zrębowej i ścianach z modrzewiowych bali. Jednak najbardziej rzuca się w oczy dach. Obszerny, stromy, kryty gontem. Jego przedłużeniem są rozłożyste „soboty”, o których pisałam już przy okazji kościoła w Chabówce. To wsparte na słupach podcienia, które dawały schronienie pielgrzymom przybywającym na niedzielną mszę już w sobotę. Bo mieli daleko. W razie deszczu – kropla na nich nie spadła:-).


                            Wnętrze kościółka zostało znacznie uszkodzone podczas zaciętych walk I wojny światowej. Warto jednak zwrócić uwagę na to, co się zachowało – późnorenesansowy ołtarz, polichromie, 17-wieczne obrazy Drogi Krzyżowej i piękną kamienną chrzcielnicę z...1522 roku!


                            Jest jednym z najpiękniejszych drewnianych kościołów w Małopolsce – przez wieki doceniany także przez malarzy i artystów. Za to trudno mu zrobić dobre zdjęcie:-).

                              • KLIMKÓWKA • O rzece z „Ogniem i mieczem” i cerkwi zbudowanej na nowo.


                              Jest na mapie Beskidu Niskiego jeden spory niebieski obszar – to Jezioro Klimkowskie, położone pomiędzy miejscowościami Klimkówka, Łosie i Uście Gorlickie (jakieś 15 km od Gładyszowa). Jezioro to jest właściwie zalewem, bo powstało w sposób sztuczny na rzece Ropie. Jest tu zapora, której budowa rozpoczęła się jeszcze w latach 70.


                              Jezioro Klimkowskie ma długość około 5 km, a jego linia brzegowa jest urozmaicona. Pięknie komponuje się krajobrazowo z pobliskimi szczytami, będącymi częścią Beskidu Gorlickiego (zachodnia część Beskidu Niskiego). Do tego stopnia pięknie, że zagrało w filmie „Ogniem i mieczem”, udając rzekę Dniepr;-). Było to w latach 90., kiedy brzegi były dzikie, bez infrastruktury turystycznej.


                              No właśnie – bo obecnie na zalewie można pływać łódkami, moczyć stopy w jego wodach (tam, gdzie jest plaża) albo wypoczywać nad jego brzegami, wpatrując się w łagodny krajobraz gór. W zimie z kolei pojawiają się tutaj amatorzy morsowania;-). Od strony drogi Uście Gorlickie-Klimkówka znajduje się ośrodek wypoczynkowy z kąpieliskiem i niewielką gastronomią. Przeciwległy brzeg jest z kolei dość stromy i zalesiony.


                              Niedaleko jeziora, w miejscowości Klimkówka, stoi łemkowska cerkiew (zdjęcie 2). Co ciekawe, jest murowana – względem drewnianych znajduje się w zdecydowanej mniejszości. Drugą rzeczą godną odnotowania jest fakt, że kiedyś stała w zupełnie innym miejscu - tam, gdzie obecnie jest zalew. Jego wody przykryły dawny obszar wsi Klimkówka, podobnie jak to było z bieszczadzką Soliną... Pierwotna cerkiew została zbudowana w 1914 roku, obecna – w 1983. Służy wiernym rzymskokatolickim.


                              Z Klimkówki prowadzi ścieżka przyrodniczo-widokowa „Pieniny Gorlickie”. Ciągnie się zboczem gór Kiczera-Żdżar, dochodząc do wsi Łosie. Podobno cudnie stamtąd widać jezioro i przełom rzeki Ropy.

                                • CERKWIE W GŁADYSZOWIE • Prawosławna i grekokatolicka.


                                Wracamy do Gładyszowa. Są tu dwie cerkwie – prawosławna (Narodzenia św. Jana Chrzciciela) i grekokatolicka (Wniebowstąpienia Pańskiego). Ta druga (zdjęcia 1-3) została wybudowana pod koniec lat 30. przez huculskich cieśli. Już na pierwszy rzut oka widać, jak bardzo jej bryła różni się od większości cerkwi zachodniej i środkowej Łemkowszczyzny – została wzniesiona na planie krzyża greckiego, na wzór tzw. ukraińskiego stylu narodowego (który pojawił się na tych terenach w okresie międzywojnia). W jej architekturze dominuje centralna kopuła nakrywająca nawę i brak jest wież.


                                Z kolei prawosławna cerkiew (zdjęcia 4-5) jest subtelna i niespecjalnie widoczna z głównej drogi. Gdy jej szukaliśmy, omuczały nas w dodatku krowy, ale ostatecznie udało się trafić:-). M. otworzył skrzypiącą bramę, której chyba dawno nikt nie ruszał. Naszym oczom ukazała się ona – skromna, jednonawowa, z centralnie umieszczoną czworoboczną wieżyczką na dachu. I z przeuroczą, drewnianą kruchtą. Drzwi do środka były zamknięte – świątynia jest obecnie bardzo rzadko użytkowana. Więcej szczegółów odnajdziesz tutaj.


                                Jest w Gładyszowie jeszcze jedna ciekawostka – obecnie budowana jest trzecia cerkiew, czego byliśmy świadkami:-). Będzie to świątynia prawosławna, z bryłą wzorowaną na nieistniejącej cerkwi z Nieznajowej. Chętnie zobaczę efekt końcowy.



                                1 2 3