• DOLINA PRZYSŁUPIANKI • Ścieżka edukacyjno-przyrodnicza wzdłuż potoku.
Było pogodne zimowe popołudnie. Kiedy dojechaliśmy do Nowicy, słońce wisiało już dosyć nisko. Minęliśmy zabudowania wsi, w tym cerkiew i Dom Ikon, a samochód zostawiliśmy na niedużym leśnym parkingu. Ruszyliśmy w stronę drewnianej bramy oznaczającej początek ścieżki edukacyjnej Doliną Przysłupianki.
Przysłupianka to potok – wartki i przejrzysty. Wypływa ze stoków Magury Małastowskiej i, meandrując przez Nowicę, Leszczyny i Kunkową, wpada do Zalewu Klimkowskiego. Jest prawym dopływem Ropy. W 2024 na jej około dwukilometrowym odcinku wytyczono ścieżkę edukacyjną z różnorodnymi tablicami, mostkami, a nawet budką meteorologiczną:-).
Oprócz nas nie było nikogo. Zimowy las, nawet bezśnieżny, ma w sobie ogromne pokłady ciszy i spokoju. Słychać tylko delikatny szum wody. Mijamy kolejne punkty ścieżki, na których odkrywamy ciekawostki przyrodnicze, geologiczne i historyczne karpackiej puszczy. Niektóre drzewa nas otaczające mają ponad 200 lat! Ścieżka kończy się we wsi Leszczyny, w której, podobnie jak w Nowicy, znajduje się dawna łemkowska cerkiew.
Przed wyruszeniem na spacer warto zaopatrzyć się w quest „Dolina Przysłupianki skarbnicą czystego powietrza” - jest dostępny w siedzibie Nadleśnictwa Łosie oraz w aplikacji „Questy – wyprawy odkrywców”.
• KADRY •
Zamglony krajobraz łagodnych pagórów Beskidu. Zdjęcie zrobiłam w okolicach wioski Nowica, znajdującej się u podnóża Magury Małastowskiej.
• MAGURA MAŁASTOWSKA • Wędrówka w ciszy zimowego lasu.
Na Magurę Małastowską wybieramy się raz na jakiś czas z nadzieją, że urokliwe schronisko mieszczące się na szlaku jest z powrotem otwarte i będziemy mogli napić się w nim rozgrzewającej herbaty. Płonne nadzieje! Ale od początku.
Samochód zostawiliśmy na Przełęczy Małastowskiej, gdzie znajduje się jeden z cmentarzy zaprojektowanych przez Dušana Jurkoviča (ten temat szczegółowo poruszałam przy okazji wpisu o Rotundzie). Obraliśmy niebieski szlak i już po chwili znaleźliśmy się w cichym, zimowym, beskidzkim lesie.
Po około pół godzinie wędrówki dotarliśmy do wspomnianego schroniska, które od kilku lat jest zamknięte na głucho. Nieduży drewniany budynek z gontowym dachem położony jest na wysokości 740 m – to najwyżej położone schronisko w Beskidzie Niskim. Piętnaście lat temu zamawiałam tu pomidorówkę, która przyjechała do mnie specjalną „windą”. Niepowtarzalny klimat. Parę lat później schronisko postanowiono wyremontować. Front obudowano białymi, nie pasującymi do niczego cegłami i...takie niedokończone stoi po dziś dzień. Smutny widok, ale podobno niebawem ma się to wreszcie zmienić.
Do niebieskiego szlaku dołączył zielony – od szczytu dzieliło nas jeszcze 20 minut wędrówki. Wreszcie znaleźliśmy śnieg! Po drodze minęliśmy górną stację wyciągu narciarskiego na Magurze (ruch był jednak niewielki), z kolei około 100 m od szczytu trafiliśmy na kolejny cmentarz wojenny. Otulony śniegiem i wszechobecną ciszą sprawiał wyjątkowo nostalgiczne wrażenie. Koło cmentarza szlaki niebieski i zielony rozchodzą się – my trzymaliśmy się zielonego. Na szczycie Magury spotkaliśmy pana leśniczego, który uraczył nas opowieściami o tutejszej przyrodzie.
Magura Małastowska wznosi się na wysokość 813 m n.p.m i jest zlokalizowana pomiędzy wioskami Nowica i Małastów. Na szczycie znajduje się stolik do odpoczynku i jeden z punktów przyrodniczej gry terenowej. Idąc dalej za zielonymi znakami doszlibyśmy do wsi Szymbark.
• KRYWULKA • O tradycyjnej ozdobie łemkowskiej.
„W domu wychowywano nas w poszanowaniu pracy, czasu, a przede wszystkim tradycji łemkowskiej. Jestem dumna z moich córek (i z siebie), bo mnie też się udało przekazać im wiedzę pokoleniową. Jesteśmy jedynymi w tej części Beskidu Niskiego krywulczarkami” - mówi pani Hania, właścicielka agroturystyki w Krzywej koło Pętnej*. Czym jest krywulka? To tradycyjna łemkowska ozdoba na szyję, tworzona z nawlekanych na nitkę kolorowych koralików. „Każda kobieta wykonywała ją kiedyś na własny użytek. Była tym szersza, im bogatsza była pani, która ją nosiła. A i dzisiaj krywulki nie należą do najtańszych ozdób. Korzystamy z wzorów przekazywanych z pokolenia na pokolenie”.
Krywulki tworzyły nie tylko Łemkinie, ale także kobiety z Bojkowszczyzny i Huculszczyzny. Używały szklanych paciorków, nawlekały je na nici końskiego włosia. Jednak takie naszyjniki były dość nietrwałe, dlatego panie zaczęły nawlekać koralki na nić bawełnianą. Obecnie używają syntetycznych żyłek, a krywulki zakładają na specjalne okazje.
Wycinanka własna, przedstawia symboliczną krywulkę. Na drugim zdjęciu można zobaczyć fragment prawdziwej:-).
* Fragment przewodnika „Beskid Niski” Katarzyny Zaparaniuk.
• PĘTNA • Cerkiew świętej Paraskewy i „Śnieżne trasy przez lasy”
Po wędrówce na Ferdel wróciliśmy (głodni!) do Gładyszowa, do naszych ulubionych Malowanych Wierchów. Mogliśmy to zrobić dwojako – serpentynami przez Magurę Małastowską lub, wiejskimi drożynami, przez Pętną i Banicę. Wybraliśmy drugą opcję, przez Magurę i tak przejeżdżaliśmy bardzo często, a w uszach wciąż pobrzmiewa kojący głos Ani z Szumiących Topoli, słuchany na audiobooku właśnie tam :-).
W Pętnej bieli się bryła cerkwi świętej Paraskewy. To rzadkość w krajobrazie Łemkowyny – większość ocalałych świątyń jest drewniana. Cerkiew została wzniesiona w 1916 roku na miejscu wcześniejszej – po poprzedniczce ostała się jedynie dzwonnica. Jej architektura nawiązuje do stylu ukraińskiego, z charakterystyczną kopułą pośrodku. Ciekawostką są miejscowe krzyże poświęcone rocznicy chrztu Rusi. Na jednym z nich widnieje napis „na pamiątkę 950-lecia chrztu Rusi-Ukrainy. To jedyny taki krzyż na Łemkowynie – dużo częściej używano określenia Ruś Kijowska. Obecnie cerkiew służy zarówno wiernym obrządku greckiego, jak i rzymskiego.
Obok świątyni zauważyłam tablicę zatytułowaną „Śnieżne trasy przez lasy”. To projekt z pobliskiej wsi Krzywa – jego autorką jest Hania, która prowadzi tam klimatyczną agroturystykę. „Do tej pory wytyczyliśmy ponad 100 kilometrów tras biegowych wokół Krzywej, Banicy, Wołowca i przez nieistniejące wsie aż do Lipnej” - czytam w przewodniku Kasi Zaparaniuk. Pani Haniu, aby jeszcze tylko spadło trochę śniegu!
PS. Hania i jej córki są jedynymi w tej części Beskidu krywulczarkami – o tym w kolejnym wpisie.
• FERDEL • Gąszcz srebrzystych buków i wieża widokowa.
Luty nie był bardzo zimowy, przynajmniej jego początek. W beskidzkich dolinach nie było najmniejszych plam śniegu, więc postanowiliśmy poszukać go trochę wyżej. Naszym pierwszym celem był Ferdel, szczyt zlokalizowany nad uzdrowiskiem Wapienne, w środkowej części Beskidu Niskiego. Obraliśmy zielony szlak, który jest częściowo połączony ze ścieżką edukacyjną.
Już po chwili zaczęliśmy piąć się pod górę przez las - mamy do pokonania około 250 m przewyższenia. Nawet gdzieniegdzie pojawił się lekki szron, jednak o śniegu nadal nie było mowy:-) Mijaliśmy kolejne punkty ścieżki edukacyjnej, dzięki którym dowiedzieliśmy się więcej o otaczającej nas przyrodzie. Tu zdecydowanie rządzą buki! Ich srebrzyste pnie, zdające się być poustawianymi w rzędach niczym zapałki, wyglądały pięknie i majestatycznie. Po około 45 minutach dotarliśmy na Mały Ferdel. Znaleźliśmy się na granicy z Magurskim Parkiem Narodowym, tutaj też doszedł niebieski szlak z Rozdziela.
Potrzebowaliśmy iść jeszcze około pół godziny urokliwą grzbietową ścieżyną, aż dotarliśmy do szczytu Ferdla (648 m n.p.m) i ustawionej nieco poniżej 25-metrowej wieży widokowej z tarasem. Tak po prawdzie to ona była celem tej wycieczki, a poszukiwania śniegu… tak przy okazji. Z wieży widać krajobraz Beskidu Niskiego (m.in. pasmo Magury Wątkowskiej) i Sądeckiego, a przy dobrej widoczności nawet Tatry. Na górze można przybić pieczątkę.
Wracając, zerknęliśmy jeszcze na termometr zamocowany przy wiacie. Wskazywał nieco powyżej 3 stopni. Tak, nieszczególnie zimowy to był luty:-).
• WRACAM W GÓRY • Wspomnienia z zimowego Beskidu Niskiego.
Na zdjęciach cerkiew w Gładyszowie, 2 lutego, Matki Boskiej Gromnicznej.
• DO ZOBACZENIA, MAZURY! •
Na zdjęciu zalana strugami deszczu wieś Panistruga, niedaleko Wydmin. Jej nazwę zapożyczono do serialu Siedlisko, który zajmuje szczególne miejsce w moim sercu.
• RYN • Mazurskie smaki z krzyżacką historią w tle.
Opuszczając już całkiem rejon Mazur Północnych kierujemy się do położonego między Kętrzynem a Mikołajkami miasta Ryn. Co nas tu przywiodło? Mazurskie smaki:-). Na początek zajrzeliśmy do Gościńca Ryński Młyn, którego specjalnością są kartacze, babka ziemniaczana, pierogi z sandaczem czy okonki. Przed laty w miejscu gospody rzeczywiście stał młyn – pierwsze wzmianki o nim pochodzą ze spisu w 1524 roku. Z okien i tarasu widać Jezioro Ryńskie należące do Krainy Wielkich Jezior Mazurskich – jest bardzo malowniczo. Po posiłku zajrzeliśmy do sąsiedniego sklepiku Smaki Mazur - można tu nabyć ryby w domowych zalewach i wiele innych regionalnych przysmaków. W sam raz, by przedłużyć wspomnienia z pobytu nad jeziorem.
Mówiąc o Rynie, nie sposób pominąć zamku. Jego najstarsze skrzydło zostało wzniesione w XIV wieku – kawał historii! W tamtych czasach wszędzie wokół zieleniły się jeszcze nieprzebrane lasy Puszczy Galindzkiej… Wzniesiona na planie czworoboku budowla stanowi typowy przykład twierdzy obronnej. Pierwotnie była siedzibą komturów, pełniła także rolę gospodarczą - zaopatrywała zakon w ryby, dziczyznę i miód. Następnie była kilkakrotnie przebudowywana, w międzyczasie stała się własnością prywatną. Obecnie pełni funkcję hotelu, a monumentalny dziedziniec zamku został zadaszony – odbywają się tu przyjęcia i konferencje.
Warto przejść się po Rynie – w jego uliczkach rozlokowały się zabytkowe domy z czerwonej cegły i szachulca. Jest także wieża ciśnień z tarasem widokowym, z którego rozpościera się błogi widok na mazurski krajobraz.
• ŚWIĘTA LIPKA II • Wokół bazyliki. Kadry.
Centrum sanktuarium maryjnego w Świętej Lipce stanowi barokowy kościół, o którym pisałam poprzednio. Otacza go czworobok pięknych krużganków z kaplicami w narożach. Do jednego z ramion krużganka przylega budynek klasztoru, z kolei na dziedzińcu znajdują się cenne rzeźby – Matki Bożej Niepokalanej, św. Józefa i św. Anny. Warto spędzić tu trochę czasu – atmosfera Świętej Lipki przywodzi na myśl tę z południowoeuropejskich sanktuariów:-)
Przy bazylice funkcjonuje również Muzeum Jezuitów opowiadające o historii Świętej Lipki. Znajdują się tam także cenne pamiątki, między innymi osobisty księgozbiór papieża Jana Pawła II, a także eksponaty pochodzące ze starożytnego Egiptu i Bliskiego Wschodu.
• ŚWIĘTA LIPKA • Zaczęło się od małej figurki. Mazurskie sanktuarium.
Pomału zbliżamy się do końca mazurskich opowieści. Przesuwamy się sporo na zachód, niemal do granicy z Warmią, do Świętej Lipki. Znajduje się tam jedno z najbardziej znanych w Polsce sanktuariów maryjnych – przepiękna barokowa bazylika, krużganki i klasztor.
Jest tłoczno, za chwilę ma się rozpocząć msza. Do bazyliki prowadzi nas okazała zielona brama z liśćmi akantu. Po liturgii zwiedzamy wnętrze kościoła – w ołtarzu umieszczony jest obraz Matki Bożej Świętolipskiej z 1640 roku, z kolei naprzeciw ambony widzimy rzeźbę Maryi na pniu drzewa lipowego. Duże wrażenie robią na nas organy z pierwszej połowy XVIII wieku – to chyba najsłynniejsze organy w Polsce! Zachwycają nie tylko dźwiękiem, ale także ruchomymi figurkami, przedstawiającymi scenę Zwiastowania. Mieliśmy okazję zobaczyć je „w akcji”.
Początek kultu maryjnego w Świętej Lipce sięga czasów średniowiecza i wiąże się z miejscowymi przekazami. Najbardziej znany z nich podaje, że w lochach kętrzyńskiego zamku uwięziony był pewien skazaniec. Czekając na egzekucję, modlił się żarliwie do Matki Bożej. Wtedy właśnie miała mu się Ona ukazać, podać kawałek drewna i dłuto oraz nakazać wyrzeźbienie figurki. Gdy nazajutrz sędziowie zobaczyli dzieło więźnia, wypuścili go wolno. Skazaniec, zgodnie z wolą Maryi, ustawił figurkę na lipie, która niedługo potem stała się miejscem kultu. W kolejnych latach powstała również pierwsza kaplica.
Na początku XVII wieku do Świętej Lipki trafili jezuici. Po zawieruchach związanych z niszczeniem katolickich miejsc kultu w imię protestantyzmu nie zastali tam jednak ani lipy, ani rzeźby. Zakonnicy zamówili zatem obraz wzorowany na Matce Bożej Śnieżnej z rzymskiej bazyliki Santa Maria Maggiore. Odtąd właśnie ten obraz stał się obiektem kultu. Pod koniec XVII wieku został wybudowany okazały kościół, który otrzymał wezwanie Nawiedzenia NMP. W tym czasie rozpoczęto także budowę krużganków i klasztoru. W kolejnych dziesięcioleciach nastąpiła kasata zakonu na terenie Prus – Jezuici powrócili do Świętej Lipki w 1932 roku. I są tam do dziś.
• MAMRY • W Krainie Wielkich Jezior Mazurskich.
Z Węgorzewa ruszyliśmy na krótki rejs po jeziorze Mamry. Właściwie to pojęcie „Mamry” odnosi się do sporego kompleksu jezior, w jego skład wchodzą między innymi Święcajty, Kisajno, Dobskie i Mamry właściwe. Znajdujemy się na północnych rubieżach uwielbianej przez żeglarzy Krainy Wielkich Jezior Mazurskich.
Mamry są połączone z przystanią w Węgorzewie kanałem o długości 920 metrów. Przyroda tętni tu życiem – w pobliżu żerują bobry, mazurskie ptaki mają swoje lęgowiska. Po krótkim czasie wpłynęliśmy na otwarte wody jeziora. Żaglówek wokół było w bród – pięknie migotały w słońcu.
W końcu dotarliśmy do wyspy Upałty – największej na całym Szlaku Wielkich Jezior. Podobno kiedyś słynęła z licznych polowań na łosie, a przed wojną działała tam elegancka restauracja i letnisko. Dziś wyspą rządzi przyroda – bytują tam rzadkie gatunki ptaków, w tym orzeł bielik. Co ciekawe, na dnie jeziora Mamry leżą gdzieniegdzie… bursztyny. Woda wyrzuca je na brzeg w czasie sztormów.
Nasz rejs trwał około 1.5 godziny, wróciliśmy tą samą trasą.
• PARK ETNOGRAFICZNY W WĘGORZEWIE • O dawnym życiu na Mazurach.
By zobaczyć jak wyglądała codzienność dawnych mieszkańców mazurskiej krainy, warto wybrać się do Węgorzewa. Znajduje się tam Muzeum Kultury Ludowej i Park Etnograficzny, które obfitują w eksponaty traktujące o zwyczajach Mazurów, o ich pracy i folklorze.
W położonym nad rzeką Węgorapą skansenie zobaczymy tradycyjne budownictwo mazurskie – przeniesiono tu z okolicznych wsi stare drewniane chaty. Jest także remiza, kuźnia i murowany dom wybudowany przed laty w Węgorzewie. W jednej z chałup zaprezentowana jest wystawa poświęcona tradycyjnemu mazurskiemu rybołówstwu - możemy tam zobaczyć przeróżne narzędzia służące do połowu, począwszy od najbardziej prymitywnych, takich jak sznury z haczykami i proste pułapki. Rybacy, jak prawie każdy zawód, mieli swoje święto - przypadało na pierwszego maja. Obchody polegały na szykowaniu sowitego poczęstunku (wędzono ryby i gotowano zupę „uchę” z węgorza) i biesiadowaniu do białego rana.
W kolejnej chałupie zobaczymy wystawę eksponatów przynależących do zajęć wykonywanych przez mazurskie kobiety – tkania, szycia, ozdabiania domu. Znajdziemy tu także tkaniny charakterystyczne dla grup etnicznych, które pojawiły się na Mazurach po II wojnie światowej – Ukraińców, Kurpian, repatriantów z Wileńszczyzny. Mozaika kultur… W przeniesionej ze wsi Zabrost Wielki (uchodzącej za najlepiej zachowaną historycznie wieś Warmii i Mazur) kuźni znajduje się warsztat kowalski, a w remizie – ekspozycja dawnego sprzętu strażackiego.
Mazurskie wsie miały kształt ulicówek – domy ciągnęły się wzdłuż drogi lub rzeki. Budowano je na zrąb, dachy kryto gontem lub strzechą. Charakterystycznym elementem wnętrza chałup były tak zwane ciemne kuchnie, w których przygotowywano pożywienie dla domowników i inwentarza. Budynki mieszkalne i gospodarcze były stawiane zawsze osobno.
W węgorzewskim Parku Etnograficznym odbywają się cykliczne imprezy folklorystyczne, które stanowią świetne dopełnienie stałych ekspozycji. Więcej informacji na stronie www.muzeum-wegorzewo.pl
• KIM BYLI MAZURZY? • O „niemieckich Polokach”.
Cofnijmy się wstecz i pogadajmy o przedwojennych mieszkańcach południowych Prus Wschodnich – o Mazurach. Przeważnie byli to potomkowie polskich osadników z Mazowsza, którzy następnie przemieszali się z kolonistami z Rzeszy Niemieckiej i innymi, przeróżnymi ludami pruskimi. Od Warmiaków i Mazowszan odróżniała ich przede wszystkim przyjęta religia – luteranizm. Mazurzy mówili gwarą mazurską, która jest mieszaniną języka ludowego i staropolskiego z licznymi naleciałościami niemieckimi.
- (…) wszędzie tam rozmówisz się po polsku.
- Dlaczego?
- Bo to, w istocie, kraj polski. Bo tam mieszka 400 000 ludności mówiącej po polsku.
- To czemu nie wrócili po wojnie (I światowej – przyp. aut.) do Polski?
- Mogli przyjść, ale nie wrócić, bo w niej nigdy nie byli. Mieszkają na tej ziemi od siedmiuset lat. (…) Wyznają wiarę ewangelicką. O Polsce wiedzieć nie chcą, a raczej po prostu nie wiedzą nic. (…)
Tili głowa pracuje:
- A mówią po polsku?
- Mówią po polsku.
- To są Polacy…
- Ja tak sądzę. Ale oni nawet o tym nie wiedzą. Oni niezupełnie zdają sobie sprawę, że ich mowa jest polska.
To fragment książki „Na tropach Smętka” Melchiora Wańkowicza – relacjonuje on w niej wyprawę do Prus Wschodnich wraz z młodszą córką Martą. Rozmawiają o plebiscycie z 1920 roku - mazurska ludność ma zdecydować czy pozostać w Prusach czy znaleźć się w granicach nowo odrodzonej Rzeczpospolitej. Za Polską opowiedziało się dwa procent ludności.
I taka to zagmatwana prawda o Mazurach: mentalnie byli Niemcami – tylko mówili po polsku. Niektórzy nazywali ich „niemieckimi Polokami”. O ich zwyczajach i codzienności napiszę w kolejnym poście.
Wycinanka przedstawia tradycyjny mazurski strój.
• SPŁYW SAPINĄ • Przeprawa śluzą, malownicze jeziora i błoga cisza.
Mazury Północne to cudowne miejsce na obcowanie z naturą z perspektywy wody – dlatego w naszych planach nie mogło zabraknąć spływu kajakowego. Dobrą bazą wypadową są Kruklanki nad jeziorem Gołdopiwo – ruszając stąd można dotrzeć rzeką Sapiną do jeziora Święcajty (połączonego kolejno z Mamrami), a to ponad dwudziestokilometrowy odcinek. Super sprawa dla wytrawnych kajakarzy.
My jednak wybraliśmy krótszą opcję – ze Śluzy Przerwanki - tam czekał już na nas uprzednio zarezerwowany kajak. Śluza znajduje się przy ujściu Sapiny z Gołdopiwa i jest pamiątką po pruskich czasach – powstała w 1910 roku w celu regulacji poziomów wody podczas budowy Kanału Mazurskiego. Już przeprawa przez nią była nie lada atrakcją, ale gdy znaleźliśmy się na spokojnej wodzie otulonej gąszczem drzew – to dopiero była przyjemność.
Sapina to urocza rzeka, która ma swój początek w Puszczy Boreckiej i wpada do jeziora Święcajty – jej długość to około 47 kilometrów. Nie jest głęboka, sięga zaledwie jednego metra. Pierwszy odcinek naszego spływu przebiegał po terenie zalesionym, następnie znaleźliśmy się na Jeziorze Wilkus połączonym wąskim trzcinowiskiem z Jeziorem Brząs. Cisza i spokój są tu niemal absolutne, co doceniają również wędkarze.
Za Jeziorem Brząs Sapina tworzy malowniczy szlak wodny z wieloma ciekawostkami przyrodniczymi. Jedną z nich są żółte grzybienie porastające brzegi – nic, tylko rozkoszować się cudownością krajobrazu:-). Po niedługim czasie wpłynęliśmy na Jezioro Pozezdrze, zostawiając na jego przeciwległym brzegu kajak – łącznie pokonaliśmy około 7 kilometrów. Dalej trasa wiedzie, przez Jezioro Stręgiel, aż do wspomnianych Święcajt.
• PUSZCZA BORECKA • Kraina bagien, dzikiej przyrody i...żubrów.
A oto przed nami kolejny wielki kompleks leśny Mazur Garbatych – Puszcza Borecka. To piękne miejsce znajduje się na Pojezierzu Ełckim, na wschód od jeziora Mamry. Przed wieloma wiekami mieszkali tu Galindowie – bałtyjskie plemię, które swoje chaty budowało na palach wbijanych w bagno. O tak – bagien w Puszczy Boreckiej dostatek!
Jadąc po faliście ukształtowanej szutrowej drodze docieramy do Rezerwatu Przyrody Borki. Stanowi on centralną część puszczy, a przyroda jest tutaj bujna i różnorodna. W gałęziach niebosiężnych drzew ukrywają się ptaki, między innymi dzięcioły i czarno-białe muchołówki. Z kolei w runie leśnym zieleni się czosnek niedźwiedzi i wiele innych soczyście wyglądających traw. Las gdzieniegdzie rozstępuje się, ukazując porośnięte rzęsą bagna. Tutaj zdecydowanie rządzi przyroda.
W dodatku w Puszczy Boreckiej żyją żubry! W miejscowości Wolisko znajduje się ośrodek hodowli tegoż ssaka – można mu się przyjrzeć podczas porannego i wieczornego dokarmiania ze specjalnej platformy widokowej. To nie to samo, co podziwianie żubra na wolności, ale...na pewno jest to bezpieczniejsza opcja;-)
Zagroda pokazowa jest otwarta od maja do października w godzinach 9-11 i 16-18. Wstęp bezpłatny.
• MOSTY W STAŃCZYKACH • Klimat Południa na Mazurach Garbatych.
Czy patrząc na tę spektakularną arkadową budowlę nie odnosi się wrażenia, że jest się gdzieś we Francji lub we Włoszech? Mosty kolejowe w Stańczykach przypominają tamtejsze rzymskie akwedukty i nawet są tak zwyczajowo nazywane. A jednak jesteśmy w Puszczy Rominickiej, w dawnych Prusach Wschodnich – i mamy przed sobą pamiątkę nie tak dawnych czasów.
Mosty w Stańczykach zostały zbudowane w latach 1912-1926. Majestatyczne (wysokie na prawie 40 metrów!), nawiązujące do architektury Południa, miały świadczyć o zamożności państwa pruskiego i przy okazji ograniczyć wśród mieszkańców emigrację zarobkową w głąb Niemiec. Jeszcze w 1938 roku kursowały tędy trzy pary pociągów na dobę. W dole płynie malownicza rzeka Błędzianka, można się dostać na jej brzeg leśnymi schodkami. Obecnie teren mostów w Stańczykach jest prywatny, a wstęp na nie - płatny.
Podobne, choć mniej spektakularne wielkościowo mosty znajdują się w pobliskich Kiepojciach i Botkunach.
• PARK KRAJOBRAZOWY PUSZCZY ROMINICKIEJ • Klimat rodem z tajgi i unikatowe zabytki.
Puszcza Rominicka to rozległy kompleks leśny należący częściowo do Polski, częściowo do obwodu królewieckiego. Polski fragment rozciąga się od Gołdapi po Żytkiejmy, wieś będącą w międzywojniu popularnym kurortem...narciarskim:-) To najbardziej wysunięta na północny wschód część Mazur Garbatych, gdzie lasy są surowe niemal jak w tajdze. Można tu spotkać rzadkie rośliny - malinę moroszkę, mannę litewską, nietypowe gatunki storczyka. W niedostępnych, gdzieniegdzie bagnistych lasach, żyją żubry, jenoty, rysie, bobry…
Niegdyś Puszcza Rominicka była ulubionym miejscem polowań królów pruskich i cesarzy niemieckich, co upamiętniają porozrzucane po leśnych ostępach głazy. Dziś większość polskiej części została objęta parkiem krajobrazowym. Oprócz przepięknej przyrody, którą możemy zwiedzać pieszo lub rowerem, zachowały się tu unikatowe zabytki kultury – kościoły, dwory i niesamowite wiadukty kolejowe. Najbardziej spektakularny jest ten w Stańczykach, o którym więcej w kolejnym wpisie.
Wycinanka na podstawie logo parku.