Krótkie historie

Opowieści o Polsce w skondensowanej formie. Najczęściej inspirowane podróżami bieżącymi, bliższymi i dalszymi.

    • SPŁYW KRUTYNIĄ • Śladami Wańkowicza. Odcinek Krutyń-Ukta.


    „Krutynia to rzeka legenda, królowa mazurskich rzek. Podobno kto nie płynął Krutynią, ten nie wie co to Mazury” - czytam w slow przewodniku Magdaleny Malinowskiej „Warmia i Mazury”. Postanowiliśmy sprawdzić na własnej skórze uroki Krutyni, tym bardziej, że niejeden przed nami tędy płynął i zachwycał się pięknem otaczającego go krajobrazu. Bogata relacja z wyprawy zachowała się w książce „Na tropach Smętka” Melchiora Wańkowicza. Pisarz przepłynął wraz z córką Martą odcinek ze Spychowa do Jeziora Nidzkiego, a było to w latach 30. ubiegłego wieku.


    Popłynęliśmy w jedną z lipcowych niedziel. Mieliśmy do wyboru weekendowy tłok na rzece albo...rzęsisty deszcz prognozowany na resztę naszego pobytu. Wybraliśmy to pierwsze - i dobrze, bo zapowiedzi pogodowe sprawdziły się:-). Ruszyliśmy z przystani w Krutyni. Początkowo otaczał nas gęsty las Puszczy Piskiej. Co jakiś czas musieliśmy przeprawić się przez przeszkodę w postaci zwalonych gałęzi lub...innych kajaków. Po około kilometrze dotarliśmy do Zielonego Lasku, gdzie znajduje się XIX-wieczny młyn wodny wzniesiony z cegły i muru pruskiego. Jego szachulcowe ściany od razu przywołują na myśl czasy. Obecnie budynek pełni funkcję elektrowni wodnej, a nas czekała jedyna na trasie przenoska.


    Na kolejnych kilometrach las się przerzedził, aż w końcu wypłynęliśmy na otwarty teren, pełen szuwarów i podmokłych łąk. Nie tylko drzew, ale i ludzi zrobiło się jakoś mniej - sporo zatrzymało się na przystani Rosocha. Słońce świeciło, rzeka lśniła krystalicznym blaskiem - było cudnie. Pod wodą wypatrywaliśmy czerwonego krasnorostu hildenbrandia rzeczna, który świadczy o czystości Krutyni. Towarzyszyły nam łabędzie i...krowy, które przyszły z pastwiska ochłodzić się w wodzie. Niepowtarzalny klimat. Minęliśmy malowniczą wieś Wojnowo, a po około 40 minutach znaleźliśmy się u celu, w Ukcie. Aż żal było wysiadać!


    Długość naszej trasy to 13 km, a jej przepłynięcie zajęło nam około 3 godziny. W Ukcie można zjeść obiad w jednej z restauracji i, jeśli mamy chęć, ruszyć dalej – do Nowego Mostu.

      • MAZURSKI PARK KRAJOBRAZOWY • W królestwie jezior, lasów i rzek.


      Mazurski Park Krajobrazowy jest największym i najstarszym z parków na Warmii i Mazurach. Jego symbolem jest bocian – nie dziwota, spotkaliśmy tam wieele osobników tego uroczego ptasiego gatunku. Kolejne „naj”? Jezioro – w granicach MPK znajdują się Śniardwy, największy naturalny zbiornik wodny w Polsce, zlokalizowany na Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich. Ogromną wartością parku jest także kajakowy szlak na Krutyni i liczne pomniki przyrody. Nie sposób pominąć również śladów bogatej kultury materialnej, związanej z wielowątkową historią regionu.


      Mazurski Park Krajobrazowy leży w południowo-wschodniej części województwa. Przed wieloma tysiącami lat przechodził tędy lądolód, który pozostawił po sobie wiele jezior - a było ich jeszcze więcej. Charakterystycznym elementem mazurskiej przyrody są także głazy narzutowe, przeniesione wraz z lodowcem ze Skandynawii. No i lasy, ogrom zieloności! Wielka Puszcza Piska zachęca do spacerów, utworzono w niej liczne rezerwaty i ścieżki przyrodnicze. W leśnych ostępach żyją wilki, rysie, lisy... z kolei na niebie lub w szuwarach nad wodami można dostrzec bociany, rybołowy, nurogęsi. Jest dziko, jest pięknie.


      Od XIV wieku niedostępne mazurskie tereny zaczęli zasiedlać przybysze z Mazowsza (to od nich podobno wzięła się nazwa regionu: Maz-ury). Początkowo byli to bartnicy, którzy zakładali osady w głębi puszczy. Z czasem karczowali lasy, tworząc coraz większe i dobrze zorganizowane wsie. Osadnictwo rozwijało się, a wraz z powstaniem Prus Wschodnich region został zasiedlony przez ludność pochodzenia niemieckiego. W dzikiej Puszczy Piskiej lokowali się również tzw. staroobrzędowcy z Rosji, ale to temat na osobną historię.


      By jeszcze lepiej poznać przyrodę i dziedzictwo kulturowe MPK, warto zajrzeć do jego siedziby we wsi Krutyń, przy której działa Ośrodek Edukacji Przyrodniczo-Kulturowej, a w nim – Izba Przyrodnicza, „Galeria nad Mukrem” czy Izba Pamięci Karola Małłka, działacza i folklorysty mazurskiego.


      A ja zapraszam do śledzenia kolejnych wpisów, gdzie, krok po kroku, odkryjemy cudowności Mazurskiego Parku Krajobrazowego. W drogę!

        • KRUTYŃ • Wakacje w Puszczy Piskiej.


        Wracamy na Mazury! Tego lata (2025 r.) odwiedziliśmy południowe rubieże tej przepięknej krainy – Puszczę Piską. Zatrzymaliśmy się w osadzie Krutyń, w Siedlisku Szuwary. Dzień zaczynaliśmy od pysznego śniadania przygotowywanego przez Gospodynię, a potem ruszaliśmy – nad rzeki, jeziora, na leśne szlaki i do miejsc historii. Zdecydowanie poczuliśmy klimat Południowych Mazur.


        Krutyń – skąd ta nazwa? Rzecz jasna od przepływającej przez wieś rzeki Krutyni, królowej mazurskich szlaków kajakarskich. Osada powstała na początku XVI wieku przy stanicy myśliwskiej mistrza krzyżackiego Fryderyka. W międzywojniu powstało tutaj wiele ośrodków wypoczynkowych, a brzegi wody zapełniły się łodziami i pomostami. W 1934 roku do Krutyni zawitał Melchior Wańkowicz, który wraz z córką Martą przemierzał Prusy Wschodnie, szukając tropów Smętka.


        Obecnie w Krutyni znajduje się siedziba Mazurskiego Parku Krajobrazowego, funkcjonuje tu także Ośrodek Okresowej Rehabilitacji Bocianów. I można spotkać konie na betonie - w pobliskim Gałkowie działa stadnina organizująca obozy jeździeckie.

          • DO WODOSPADU SIKLAWICA • Krótki wypad w Tatry Zachodnie.


          Patrząc przez okno pokoju na poddaszu w Jagodowej Polanie, widzieliśmy całą panoramę Tatr – dostojnych, majestatycznych, wciąż jeszcze ośnieżonych. Gdy szczyty nikły w wieczornej mgle, zapalały się światełka podhalańskich miasteczek i wsi. Z naszego gorczańskiego wzgórza widoki były niemal jak z samolotu!


          Bliskość Tatr kusiła nieprzerwanie, aż w końcu ulegliśmy – wyskoczyliśmy na kilka godzin do Zakopanego i ruszyliśmy Doliną Strążyską. To malowniczo położona dolina w Tatrach Zachodnich, a jej nazwa pochodzi od słowa „strąga”, które w gwarze góralskiej oznacza zagrodę do dojenia owiec. Szliśmy czerwonym szlakiem, leśną ścieżką prowadzącą wzdłuż Strążyskiego Potoku. Rwący nurt przejrzystej rzeki zachęcał do zanurzenia rąk – jakie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że woda jest lodowata! Cóż, koniec kwietnia w Tatrach to jeszcze nie całkiem wiosna:-)


          Po około 40 minutach doszliśmy do Polany Strążyskiej – pięknie położonego miejsca z widokiem na północną ścianę Giewontu. Dużo tu ławek, jest też góralska chatka z herbatką i drożdżówkami. Polana Strążyska to również węzeł kilku szlaków turystycznych – żółtym dojdziemy tu do Wodospadu Siklawica, czarnym na Sarnią Skałę, czerwonym na Giewont.


          Jako że w Tatry wpadliśmy tylko na kilka godzin, obraliśmy szlak żółty, prowadzący do wodospadu - to tylko 15 minut dodatkowego podejścia. Szliśmy kamienistą ścieżką z przerzuconymi gdzieniegdzie mostkami (potok wciąż nam towarzyszył), aż naszym oczom ukazała się kaskada. Wodospad Siklawica, o łącznej wysokości 24 metrów, opada z dwóch praktycznie pionowo nachylonych ścian. Robi wrażenie. Jego nazwa pochodzi od najsłynniejszego wodospadu w całych Tatrach – Siklawy – znajdującego się w Dolinie Pięciu Stawów. Niełatwo jest się do niego zbliżyć, bo coraz więcej w Tatrach amatorów wieeeloujęciowcyh smartfonowych sesji zdjęciowych:-)...


          Wróciliśmy tą samą trasą, pobierając sobie na pożegnanie trochę tatrzańskiej wody ze zdroju pitnego. Do zobaczenia, góry!

            • SROMOWCE NIŻNE • Kościółek świętej Katarzyny.


            Sromowce Niżne to urokliwa pienińska miejscowość położona na trasie spływu Przełomem Dunajca. Tym razem podjechaliśmy tam samochodem, żeby przejść się po kładce łączącej Polskę i Słowację oraz zobaczyć drewnianą perełkę architektoniczną – kościół świętej Katarzyny.


            I dzisiaj będzie właśnie o kościółku. Jest bardzo wiekowy, powstał najprawdopodobniej w 1513 roku. Jednonawowy, z dachem krytym gontem, oszalowany deskami – na tle górskiego pejzażu, z wyróżniającym się w nim szczytem Trzech Koron, wygląda pięknie. We wnętrzu umieszczony był gotycki tryptyk i zabytkowa chrzcielnica, które zostały przeniesione do nowego kościoła parafialnego.


            Od końca lat 80. kościółek nie sprawuje funkcji sakralnych, a od 2010 roku mieści się w nim galeria sztuki ze zbiorami rzemiosła ludowego.

              • SKANSEN OSADA CZORSZTYN • Echa pienińskiej przeszłości.


              Opuszczamy Gorce i wpadamy na chwilę w Pieniny, są naprawdę blisko! Rok temu spędziliśmy tam kilka dobrych dni – spłynęliśmy Przełomem Dunajca, weszliśmy na Sokolicę ze słynną reliktową sosną, przewędrowaliśmy rezerwat Biała Woda, a także zwiedziliśmy zamki w Niedzicy i Czorsztynie. W tym roku odwiedziliśmy Pieniny tylko na moment, ale, jak zawsze, było warto.


              Jezioro Czorsztyńskie, malowniczo położone pomiędzy Pieninami i Gorcami, to sztuczny zbiornik, którego budowę rozpoczęto w 1971 roku. Wcześniej płynęła tamtędy rzeka, wzdłuż której ulokowały się osady Stary Czorsztyn i Stare Maniowy. Budowa zapory na Dunajcu zamknęła historię tych wsi – ludzie przenieśli się między innymi do Czorsztyna i na Nadzamcze, a część domów rozebrano i przeniesiono w inne miejsca.


              Na północnym brzegu jeziora, w Kluszkowcach, powstała tak zwana Osada Czorsztyn*. Przycupnęły tam przedwojenne wille – w jednej z nich, stojącej pierwotnie w centrum zalanego Czorsztyna, mieściła się restauracja Pieniny. To najstarszy przeniesiony budynek, zbudowany w 1847 roku w stylu zakopiańskim. Spacerując po Osadzie, możemy zobaczyć również dawne pensjonaty oraz proste wiejskie chałupy i kamienne piwniczki ze spichlerzami. Wszystko to tworzy swoisty skansen, składający się łącznie z ponad 30 obiektów. Chodząc po nim w otoczeniu błogiego górskiego krajobrazu, można poczuć klimat dawnych Pienin.


              Odnieśliśmy jednak wrażenie, że domy są pozostawione same sobie, bez odpowiedniej ochrony przed niszczeniem. Nie wiadomo czy nie popadną niebawem w zupełną ruinę… Szkoda, bo i tak mało już zostało z dawnego świata.


              *Osada Czorsztyn zlokalizowana jest w miejscowości Kluszkowce, na Półwyspie Stychlyn, tuż przy popularnej trasie rowerowej wokół Jeziora Czorsztyńskiego.

                • ZAGÓRZANIE • Beskidzko-gorczański folklor.


                „Siedziby ich leżą w głębokiej kotlinie pomiędzy północnym stokiem polskiego Beskidu. Stąd też, czy zbliżamy się do ich posad od Tatrów i nowotarskiej doliny, czy też od równin Wisły – zawsze leżą one za górą. Przeto bywają Zagórzanami nazywani” *.


                Muzeum w rabczańskim kościele traktuje o tradycjach i folklorze górali zagórzańskich, grupy etnicznej zamieszkującej niegdyś północną część Gorców i Beskid Wyspowy. Przed wiekami tereny te porastała gęsta puszcza, w której można było spotkać jedynie ślady zwierząt.


                Zmiany nastąpiły na początku XIV wieku – w beskidzko-gorczańskim krajobrazie zaczęły pojawiać się pierwsze domostwa rolników, przybywających przeważnie z gęsto zaludnionego małopolskiego Powiśla. Z kolei 100 lat później przybyli tu także Wołosi, którzy zajmowali się pasterstwem (a najstarszą gorczańską osadą wołoską jest Ochotnica, gdzie się zatrzymaliśmy). Jak mieszkali Zagórzanie? Budowali wsie łańcuchowe (domy ulokowane wzdłuż drogi lub rzeki), a także osiedla zrębne, składające się z drewnianej zabudowy sezonowej. Mieszkalny szałas nazywany był kolibą.


                Charakterystyczny był również zagórzański ubiór, zdobiony kolorowymi haftami – podhalańską parzenicą, sznurkami, motywami kwiatowymi. U bogatszych gospodyń pojawiały się gorsety wyszywane koralikami i cekinami. Najpopularniejszym obuwiem były z kolei kierpce.


                Jak wszyscy górale, Zagórzanie kochali muzykę – przygrywali na skrzypcach, dudach, basach. Bardzo dużą wagę przywiązywali do obrzędów związanych z rokiem liturgicznym, mieli także własną gwarę. Wiele elementów zagórzańskiego folkloru zostało uwiecznionych w filmie „Kolory Kochania” z 1988 roku, który opowiada historię Władysława Orkana.


                Wycinanka własna, przedstawia jeden z zagórzańskich haftów.


                * słowa Wincentego Pola

                  • MUZEUM W WIEŻY KOŚCIOŁA • Zapomniany świat beskidzkich górali.


                  Muzeum znajdujące się w wieży drewnianego kościoła w Rabce powstało jeszcze przed wojną. Nadano mu imię Władysława Orkana, pisarza okresu Młodej Polski pochodzącego z pobliskiej wsi, Poręby Wielkiej. Ekspozycje są bardzo ciekawe – prezentują dawny świat beskidzkich górali, ich codzienność i zwyczaje. Etnograficzna perełka.


                  Północną część Gorców i Beskid Wyspowy zamieszkiwali niegdyś Zagórzanie – górale posiadający bogate tradycje i folklor. W rabczańskim muzeum możemy zobaczyć jak się ubierali, co wytwarzali, jak żyli na co dzień i od święta. Eksponaty (zdjęcia, dokumenty, narzędzia, przedmioty codziennego użytku) pochodzą głównie z przełomu XIX i XX wieku. Szczególnie interesująca jest wystawa dotycząca dawnego aptekarstwa.


                  Muzeum jest czynne od 9 do 17 w sezonie, a od 9 do 16 poza sezonem (bez poniedziałków).

                    • DREWNIANY KOŚCIÓŁ W RABCE-ZDROJU • Dotknięcie historii.


                    Hop do Rabki-Zdroju, urokliwego miasta położonego w Kotlinie Rabczańskiej. Wokół roztaczają się góry kilku pasm, między innymi Beskid Makowski, Wyspowy i Gorce. Jest pięknie. Rabka słynie z tego, że mianowano ją Miastem Dzieci. Od lat jest dziecięcym uzdrowiskiem, a pierwszy zakład leczniczy powstał w XIX wieku. Ponadto na terenie Parku Zdrojowego, w amfiteatrze, odbywa się cykliczne święto literatury dla dzieci – Rabka Festival.


                    Zatrzymujemy się przed zabytkową drewnianą świątynią – to kościół świętej Marii Magdaleny, z wieżą krytą gontem, o którą opierają się wysokie palmy. Było chwilę po Wielkanocy, może zostały z jakiegoś konkursu? Kościół został zbudowany w 1606 roku w stylu późnogotyckim. Czuć ducha czasu! Wewnątrz jest cudnie – rokokowe organy, barokowa polichromia, zabytkowy ołtarz i chrzcielnica. Zapach drewna, miękkie światło wpadające przez okna i cisza mająca w sobie coś z mistyki. Chce się kontemplować ten nastrój.


                    W wieży-dzwonnicy kościoła mieści się obecnie Muzeum im. Władysława Orkana. Więcej w kolejnym wpisie.

                      • TURBACZ • Najwyższy szczyt Gorców. Wędrówka zielonym szlakiem


                      Z Turbacza (1310 m n.p.m) roztacza się wyjątkowy krajobraz. Docenił go już w XIX wieku Seweryn Goszczyński, poeta, pisząc w swoim Dzienniku Podróży: „Widok z Turbacza na wszystkie strony przecudny, obszarem, który zajmuje i bogactwem rozmaitości. Nie miałem jeszcze w swym życiu podobnego widoku”. Wierzchołek Turbacza nie należy do Gorczańskiego Parku Narodowego, jego granica przebiega po wschodniej oraz północnej stronie góry.


                      Samochód zostawiliśmy na parkingu w Dolinie Kowaniec, tym samym, na którym stanęliśmy do Bramy w Gorce. Marta, nasza gospodyni, powiedziała, że stąd na Turbacz idzie się najkrócej. Najkrócej, co nie znaczy, że krótko :-). Niech nikogo nie zwiedzie tabliczka, że do szczytu jest godzina czterdzieści pięć!


                      Obraliśmy zielony szlak. Początkowo szliśmy lasem, wychodząc często na malownicze polany. Minęliśmy Osadę pod Turbaczem (można tu zamówić coś z sezonowego mini-baru), następnie dotarliśmy do Bukowiny Waksmundzkiej, na której dołączył niebieski szlak. Została nam około godzina wędrówki.


                      Było ciepło – miła odmiana po poprzednim dniu, kiedy termometr wskazywał 11 stopni. Kwiecień plecień. Gdzieniegdzie w runie leśnym bieliły się drobne kwiaty, a po szlaku przemykały żaby i jaszczurki. Pojawili się też crossowi rowerzyści. Niedługo potem do naszej trasy dołączył szlak żółty i, w końcu (lekko po dwóch godzinach z hakiem) zobaczyliśmy majaczący w gałęziach drzew dach schroniska tuż tuż u podnóża szczytu Turbacza.


                      Schronisko PTTK im. Władysława Orkana znajduje się na wysokości 1283 m n.p.m., przy granicy z GPN, na skraju polany Wolnica. Zostało zbudowane w latach 1953-58 (na miejscu wcześniejszych) i oferuje 110 miejsc noclegowych. Można się tu posilić pomidorówką i odpocząć po trudach wędrówki.


                      Na sam wierzchołek Turbacza zostało nam około 10 minut podejścia. Stoi tam charakterystyczny kamienny obelisk-punkt geodezyjny. Ze szczytu widać całe pasmo Tatr, zbocza Pienin i Beskidu Wyspowego, a przy dobrej pogodzie Babią Górę. Wróciliśmy tą samą trasą, łącznie przechodząc około 14 km.

                        • GORCZAŃSKI PARK NARODOWY • Jaszczurki w buczynie, orły w chmurach, Tatry na horyzoncie.


                        Łagodne zbocza porośnięte lasami (gdzie czasem lubi ukryć się niedźwiedź) i piękne polany z widokiem na Tatry to krajobraz, który został objęty ochroną jeszcze przed wojną. W 1927 roku Ludwik Wodzicki z Poręby, właściciel tych terenów, utworzył rezerwat im. Władysława Orkana. Park Narodowy powstał wiele lat później – w 1981 roku. Obejmuje centralne pasmo Gorców, między innymi masyw Turbacza i Gorca. Co ciekawe, sam szczyt Turbacza nie leży na terenie GPN, ale inne duże gorczańskie szczyty (m.in. Jaworzyna Kamienicka, Trzy Kopce i Kudłoń) już tak.


                        W GPN jest dużo lasów – dominują tu świerki, buki i jodły. W runie leśnym zieleni się czosnek niedźwiedzi, a czerwieni – borówka brusznica. Żyją tu dziki, jelenie, sarny i niedźwiedzie, w koronach drzew stukają dzięcioły, a w chmury wzbijają się orły i orliki. Żyje tu także sporo sów. Podniebna fauna jest piękna, ale w GPN warto też patrzeć w dół – można tu spotkać duużo płazów. Najbardziej charakterystyczna jest niewątpliwie salamandra plamista, jaszczurka znajdująca się w logo parku.


                        PS. Na jednej z piękniejszych gorczańskich polan, na Jaworzynie Kamienickiej, bieli się kapliczka Bulandy – to najstarszy (1904 r.) zabytek sakralny GPN.


                        Wycinanka na podstawie logo parku.

                          • BRAMA W GORCE • Najdłuższa w Europie ścieżka w koronie drzew.


                          Czas zacząć poznawanie Gorców – jest to urokliwe pasmo górskie należące do Beskidów Zachodnich, którego największą zaletą są niewątpliwie spektakularne widoki na Tatry. Na początek wybraliśmy się jednak nie na szczyty, a do gorczańskiej doliny w miejscowości Waksmund. Znajduje się tam park edukacyjno-przyrodniczy Brama w Gorce, z najdłuższą w Europie ścieżką w koronach drzew.


                          Do Bramy w Gorce zajechaliśmy od strony Nowego Targu. Samochód zostawiliśmy na parkingu w Dolinie Kowaniec, z którego do celu trzeba jeszcze pokonać pieszo (albo ciuchcią) około 1 km. Kupiliśmy bilety i już po chwili znaleźliśmy się na ścieżce liczącej 1300 metrów długości – początkowo na wysokości runa leśnego, a stopniowo coraz wyżej i wyżej, aż do koron drzew. Na trasie znajdują się tablice edukacyjne traktujące o gorczańskiej przyrodzie i historii regionu. Jest bardzo ciekawie!


                          Komu mało wrażeń wysokościowych, ten może wejść dodatkowo dwie wieże widokowe. Pierwsza z nich, 17-metrowa, znajduje się bezpośrednio nad podziemnym tunelem, w którym poznamy świat skał i górskich jaskiń (a może nawet spotkamy nietoperza). Druga wieża, zlokalizowana bliżej końca ścieżki, jest sporo wyższa – liczy 40 metrów. Nie widać stąd jednak Tatr tak dobrze, jak z okna na poddaszu w Jagodowej… :-)


                          Wieczorem wyszliśmy na krótki spacer. Podeszliśmy do altany widokowej, w której rozrysowana jest panorama krajobrazu. Zaznaczony jest na niej skansen Studzionki i kaplica, przy któCo jeszcze nas czeka? Interaktywny pawilon edukacyjny – atrakcja zwłaszcza dla dzieciaków. Można tu zobaczyć, jak wyglądała góralska bacówka, dotknąć owczej wełny, a także sprawdzić swój poziom wiedzy o Podhalu. Na koniec warto odwiedzić plac zabaw i zagrodę ze zwierzętami.

                            • PODHALE • „Z mgły rzedniejącej, co resztką już kłębów swych dymi, oczyszcza się łańcuch szczytów niespodziewany, olbrzymi”*


                            Podhale, ach Podhale! Gorce stanowią północną granicę tego pięknego regionu kulturowego Polski. I to właśnie stamtąd roztaczają się jedne z piękniejszych widoków na Tatry – spora odległość pozwala widzieć ich pełną panoramę. Nazwa Podhale upowszechniła się w XIX wieku i pochodzi, rzecz jasna, od hal – górskich pastwisk położonych hen, wysoko w Tatrach, u podnóża których („pod halami”) ulokowały się górskie wsie i miasteczka. Najbardziej znaną podhalańską miejscowością jest oczywiście Zakopane, inne popularne to Nowy Targ, Białka Tatrzańska, Szaflary, Czarny Dunajec, Poronin. Południową część Podhala nazywa się niekiedy „Skalnym Podhalem”, a to za sprawą bezpośredniej bliskości tatrzańskich szczytów.


                            Podhale jest otoczone aż czterema parkami narodowymi: Tatrzańskim, Babiogórskim, Gorczańskim i Pienińskim. Oprócz cudnej przyrody, najbardziej charakterystyczną cechą tego regionu jest niewątpliwie kultura góralska. Miała ona szansę rozwinąć się dzięki temu, że Podhale przez długi czas cechowała spora niezależność, także gospodarcza, od ogólnopolskich wpływów.


                            Podhalanie od wieków byli mozaiką narodowości: oprócz Polaków ziemię tą zamieszkiwali Słowacy, Wołosi, Żydzi, Niemcy. Tutejsza ludność wykształciła własną gwarę językową, także jej tradycyjny strój jest charakterystyczny – męskie spodnie są ozdabiane parzenicą (to sercopodobny haft, który wycięłam na powyższej grafice), a kapelusze – muszelkami, zwanymi przez górali kostkami. Co ciekawe, muszelki były kiedyś używane jako pieniądze, ale z czasem pozostały jedynie ozdobą, charakterystyczną dla co zamożniejszych gazdów.


                            *Jan Kasprowicz

                              • JAGODOWA POLANA • Kolej gondolowa, narty i widoki na cztery strony świata.


                              Zatrzymaliśmy się w agroturystyce Jagodowa Polana. Przyznam, że trochę niepokoił nas dojazd – opis na stronie pensjonatu (ostro na jedynce pod górę, nie wszystkie auta dadzą radę, da się tylko wiosną i latem) uruchomił nutkę niepewności. Ostatecznie jednak nie było źle – do wszystkiego można się przyzwyczaić.


                              Gdy wysiedliśmy, naszym oczom ukazał się duży dom położony na szczycie gorczańskiego wzgórza, w trudach zdobytego przez nasz samochód. Dom typowo podhalański - kilkupiętrowy, z wysoką podmurówką, pachnący drewnem. Wszędzie wokół zieleniły się gęste lasy, w sezonie pełne grzybów i leśnych owoców. Przywitała nas Marta, właścicielka Jagodowej. Zaprosiła nas do pokoiku na poddaszu, z którego roztaczają się najpiękniejsze widoki na Tatry (a nocą świecą, jak z samolotu, światełka podhalańskich miast). Po pierwszych zachwytach udaliśmy się na kolację.


                              Co serwują w Jagodowej? To, co znajdziemy w okolicy! Oscypki z żurawiną, sery z pobliskich gospodarstw, lokalne wędliny, napary z ziół, chleb na zakwasie… Kuchnia to konik Marty – interesuje ją zdrowe odżywianie, zgodne z rytmem natury. Siadała z nami do stołu i opowiadała, nie tylko o jedzeniu, ale też o życiu tu, ponad chmurami.


                              Wieczorem wyszliśmy na krótki spacer. Podeszliśmy do altany widokowej, w której rozrysowana jest panorama krajobrazu. Zaznaczony jest na niej skansen Studzionki i kaplica, przy której w maju słychać śpiew litanii. W tym okresie z Ochotnicy organizowany jest także uroczysty redyk – wyprowadzenie owiec na hale.

                                • PRZEŁĘCZ KNUROWSKA • Pełna panorama Tatr :-)


                                No to Podhale! Urocze, późnokwietniowe Podhale. Gdy przyjechaliśmy, biel wciąż jeszcze ośnieżonych szczytów Tatr kontrastowała z soczystą zielonością okolicznych pagórów. Zastała nas malownicza górska wiosna.


                                Zatrzymaliśmy się w Ochotnicy Górnej, która jest dobrą bazą wypadową w pobliskie szczyty Gorców – urokliwego zachodniobeskidzkiego pasma górskiego. Żeby dojechać do osady (notabene to jedna z najdłuższych wsi w Polsce), musieliśmy pokonać kilkadziesiąt zakrętów Drogi Knurowskiej.


                                Kręta Droga Knurowska, zwana również Gościńcem Barabów, powstała na początku XX wieku w miejscu średniowiecznego górskiego szlaku ze Starego Sącza na Podhale. Przebiega ona przez Przełęcz Knurowską (832 m n.p.m), oddzielającą dwa duże pasma Gorców – pasmo Lubania oraz rozróg Turbacza. Przejazd przez przełęcz, zwłaszcza jeśli odbywa się kilka razy dziennie, bywa męczący, ale krajobraz wokół rekompensuje trud – widać stąd pełną panoramę Tatr (ciekawe uczucie, jednym spojrzeniem objąć Tatrzańską Łomnicę i Wołowiec), a oprócz niej wzniesienia Gorców, Beskidu Sądeckiego, Pienin czy Magury Spiskiej.


                                Przez Przełęcz Knurowską przebiega Główny Szlak Beskidzki.

                                  • ŻEGNAMY SIĘ Z ŁEMKOWYNĄ • ...ale nie z górami:-)


                                  Na zdjęciu gaździny z Leluchowa w Beskidzie Sądeckim. Fot. Roman Reinfuss, 1936. Źródło: „Karpacki Świat Bojków i Łemków”, wyd. BOSZ.

                                    • JAWORZYNA KRYNICKA • Kolej gondolowa, narty i widoki na cztery strony świata.


                                    Na granicy Krynicy-Zdroju i Muszyny wznosi się Jaworzyna Krynicka – górski szczyt oferujący zimą narty. I to w iście alpejskim stylu. Zostało tu wytyczonych 14 tras zjazdowych o łącznej długości niemal 15 km. Na trasy można dostać się tradycyjnymi orczykami, kolejkami krzesełkowymi, a z dolnej stacji – 6-osobową koleją gondolową. My, chociaż nie mieliśmy tego dnia w planach nart, postanowiliśmy przejechać się wagonikiem na górę i pobyć trochę w zimowej aurze Jaworzyny. Po około 7 minutach byliśmy już na szczycie.


                                    Jaworzyna Krynicka (1114 m n.p.m.) znajduje się w grani głównej wschodniej części Pasma Jaworzyny, w Beskidzie Sądeckim, na obszarze PPK. Dobrych parę lat temu wdrapywaliśmy się na nią piechotą, kiedy miękkie promienie grudniowego słońca przebijały się przez konary drzew. Było pięknie. Z Jaworzyny rozciąga się panorama na wszystkie strony świata – widać i Tatry słowackie, i Małe Pieniny, i Beskid Niski, i Gorce, i Radziejową. Dostępna jest także platforma widokowa umieszczona na dachu górnej stacji kolejki, z której można zobaczyć jeszcze więcej. A dla ciekawskich są lunety:-).


                                    O pieszej wędrówce na Jaworzynę i o tym, co można zobaczyć po drodze, przeczytasz tutaj.

                                      • POPRADZKI PARK KRAJOBRAZOWY • W malowniczych pasmach Beskidu Sądeckiego.


                                      Krynica-Zdrój leży na obszarze Popradzkiego Parku Krajobrazowego, który swą nazwę wziął od płynącej przezeń rzeki Poprad. To jeden z największych w Polsce parków krajobrazowych, zlokalizowany w zachodniej części Karpat, w Beskidzie Sądeckim. W PPK występują w dużych ilościach wody mineralne, są też ciekawe formy skalne.


                                      Obszar PPK rozciąga się od Krynicy i Tylicza na wschodzie aż po Krościenko nad Dunajcem na zachodzie, obejmując między innymi górne partie pasm Jaworzyny Krynickiej i Radziejowej. Dużo tu pól, łąk i pastwisk, są też lasy bukowe i jodłowe. Jeśli chodzi o faunę, w PPK żyją wilki, rysie, niedźwiedzie i jelenie, a gdzieś w chmurach można dojrzeć nawet orła (choć nie muszę pewnie dodawać, że spacerując po popradzkich szlakach najprędzej spotkamy innych spacerowiczów).


                                      W PPK ustanowione są liczne rezerwaty przyrody, między innymi Uhryń, Hajnik czy Kłodne nad Dunajcem. Z kolei w Muszynie-Złockie znajduje się największa w Polsce mofeta, czyli naturalne zjawisko ekshalacji CO2. Ciekawostki! Jeśli zaś chodzi o kulturę materialną, oprócz Krynicy-Zdrój warto zobaczyć tutaj średniowieczny zamek w Rytrze i przepiękną, wpisaną na listę UNESCO, cerkiew w Powroźniku.


                                      Wycinanka na podstawie logo parku.

                                        • KRYNICA-ZDRÓJ • Wille, zdroje, pensjonaty.


                                        No to przystanek Beskid Sądecki! I jego perła – Krynica-Zdrój. To piękne miasto, dzierżące miano uzdrowiska, położone jest w dolinie potoku Kryniczanka, a otaczają je między innymi Góra Parkowa i Krzyżowa. Krynica-Zdrój leży na terenie Popradzkiego Parku Krajobrazowego, o którym więcej napiszę niebawem.


                                        Dziś kierujemy swoje kroki na deptak główny. Rozlokowane są wzdłuż niego zabytkowe wille i pensjonaty. Wiele z nich powstało w XIX wieku, nawiązując architekturą do stylu alpejskiego – bogato zdobionego wykuszami, wieżyczkami, ażurowymi balkonikami. Domy mają interesujące nazwy – Biała Róża, Wisła, Świteź...a najsłynniejsza jest Romanówka, w której mieści się obecnie Muzeum Nikifora, łemkowskiego malarza prymitywisty.


                                        W centralnej części deptaku stoi Stary Dom Zdrojowy – duży neorenesansowy budynek wzniesiony w 1889 roku. W latach 70. ubiegłego wieku naprzeciw niego wyrosła monumentalna stalowa konstrukcja Pijalni Głównej. Można tu spróbować delikatnej Słotwinki, zdecydowanie bardziej aromatycznego Zubera, a także Jana i Tadeusza. Każdy zdrój ma właściwości lecznicze – ich działanie opisane jest na tablicach wewnątrz pijalni. Budynek pełni również funkcję oranżerii i sali koncertowej na 350 miejsc. Grywa tu Orkiestra Zdrojowa, a drugim miejscem, gdzie można jej posłuchać, jest krynicka muszla koncertowa.


                                        W centrum Krynicy jest więcej obiektów, na które warto zwrócić uwagę – między innymi Łazienki Borowinowe, Nowy Dom Zdrojowy, Pijalnia „Jana” czy pomnik Nikifora. My skierowaliśmy się w stronę malutkiej świątyni usytuowanej na pagórku – to kościół Przemienienia Pańskiego, nazywany parkowym. Wznosi się niedaleko wejścia na deptak główny i jest najstarszym krynickim kościółkiem – powstał w latach 60. XIX wieku. Do 1892 roku pełnił funkcję kościoła zdrojowego – obecnie ten tytuł dzierży murowana świątynia pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

                                          • KAMIANNA • Pszczela wioska na styku Beskidów.


                                          Pierwszy raz z nazwą tej miejscowości zetknęłam się kilka lat temu w Wysowej-Zdroju – kupiłam miód z Kamiannej. Potem dowiedziałam się od mojej krakowskiej rodziny, że Kamianna z miodów słynie, zatem postanowiłam tam zajrzeć. Z drogi na Krynicę skręciłam w cichą dolinkę pełną jodłowych lasów, położoną na styku Beskidu Niskiego i Sądeckiego.


                                          Samochód zostawiłam przy kościele, który niegdyś był prawosławną cerkwią. W 1960 roku tutejszą parafię objął ksiądz Henryk Ostach. Posadowił dużą pasiekę Barć, przy której powstał Dom Pszczelarza i Muzeum Pszczelarstwa. Proboszcz koncentrował się nie tylko na produkcji miodu – rozwinął w Kamiannej całościową apiterapię, dziedzinę nauk medycznych bazującą na wykorzystaniu produktów pszczelarskich. Z czasem powstał tu ośrodek sanatoryjny o wdzięcznej nazwie Miodowa Klinika. Ależ musi tam pachnieć! Obecnie pasieka prowadzona jest przez państwa Emilię i Jacka Nowaków.


                                          Zaglądam do malutkiego sklepiku obok kościoła. Oprócz miodów, mydełek, świec i wielu innych pszczelich cudowności znajduje się tu ul pokazowy, w którym aż roi się od pszczół. Tuż obok znajduje się Galeria Świętego Ambrożego od Józefa Różańskiego, gdzie możemy obejrzeć pokaźną kolekcję rzeźb przedstawiających patrona pszczelarzy. Warto zwrócić też uwagę na porozrzucane wokół kościółka ule – mają niesamowite kształty domków, wiatraków, figur świętych i zwierząt. To piękne miejsce, w którym czuć pasję.


                                          Będąc w Kamiannej warto również przejść się ścieżką dydaktyczną „pszczelim szlakiem” lub zimą poszusować na nartach – jest tutaj kameralny stok z trzema wyciągami orczykowymi.

                                            • BRUNARY • Cerkiew św. Michała Archanioła.


                                            Ostatniego dnia pojechaliśmy na wycieczkę w Beskid Sądecki. Po drodze minęliśmy miejscowość Brunary, znajdującą się na zachodnich rubieżach Beskidu Niskiego. Stoi tam niezwykła cerkiew. Kiedy widziałam ją poprzednim razem, 10 lat temu, była (nomen omen:)) brunatna, ale niedawno zmieniła kolorystykę. To cerkiew świętego Michała Archanioła, wpisana w 2013 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO.


                                            Cerkiew w Brunarach została zbudowana po 1616 roku wraz z powstaniem w wiosce parafii unickiej. Obecna piękna świątynia datowana jest na 18 wiek. Jest trójdzielna, kryta gontem, zachodniołemkowska. We wnętrzu zachował się zarówno barokowy ikonostas, jak i urocze polichromie z motywem winorośli. Obecnie użytkowana jest jako kościół rzymskokatolicki.



                                            1 2 3 4 5 6 7