• TURBACZ • Najwyższy szczyt Gorców. Wędrówka zielonym szlakiem
Z Turbacza (1310 m n.p.m) roztacza się wyjątkowy krajobraz. Docenił go już w XIX wieku Seweryn Goszczyński, poeta, pisząc w swoim Dzienniku Podróży: „Widok z Turbacza na wszystkie strony przecudny, obszarem, który zajmuje i bogactwem rozmaitości. Nie miałem jeszcze w swym życiu podobnego widoku”. Wierzchołek Turbacza nie należy do Gorczańskiego Parku Narodowego, jego granica przebiega po wschodniej oraz północnej stronie góry.
Samochód zostawiliśmy na parkingu w Dolinie Kowaniec, tym samym, na którym stanęliśmy do Bramy w Gorce. Marta, nasza gospodyni, powiedziała, że stąd na Turbacz idzie się najkrócej. Najkrócej, co nie znaczy, że krótko :-). Niech nikogo nie zwiedzie tabliczka, że do szczytu jest godzina czterdzieści pięć!
Obraliśmy zielony szlak. Początkowo szliśmy lasem, wychodząc często na malownicze polany. Minęliśmy Osadę pod Turbaczem (można tu zamówić coś z sezonowego mini-baru), następnie dotarliśmy do Bukowiny Waksmundzkiej, na której dołączył niebieski szlak. Została nam około godzina wędrówki.
Było ciepło – miła odmiana po poprzednim dniu, kiedy termometr wskazywał 11 stopni. Kwiecień plecień. Gdzieniegdzie w runie leśnym bieliły się drobne kwiaty, a po szlaku przemykały żaby i jaszczurki. Pojawili się też crossowi rowerzyści. Niedługo potem do naszej trasy dołączył szlak żółty i, w końcu (lekko po dwóch godzinach z hakiem) zobaczyliśmy majaczący w gałęziach drzew dach schroniska tuż tuż u podnóża szczytu Turbacza.
Schronisko PTTK im. Władysława Orkana znajduje się na wysokości 1283 m n.p.m., przy granicy z GPN, na skraju polany Wolnica. Zostało zbudowane w latach 1953-58 (na miejscu wcześniejszych) i oferuje 110 miejsc noclegowych. Można się tu posilić pomidorówką i odpocząć po trudach wędrówki.
Na sam wierzchołek Turbacza zostało nam około 10 minut podejścia. Stoi tam charakterystyczny kamienny obelisk-punkt geodezyjny. Ze szczytu widać całe pasmo Tatr, zbocza Pienin i Beskidu Wyspowego, a przy dobrej pogodzie Babią Górę. Wróciliśmy tą samą trasą, łącznie przechodząc około 14 km.
• GORCZAŃSKI PARK NARODOWY • Jaszczurki w buczynie, orły w chmurach, Tatry na horyzoncie.
Łagodne zbocza porośnięte lasami (gdzie czasem lubi ukryć się niedźwiedź) i piękne polany z widokiem na Tatry to krajobraz, który został objęty ochroną jeszcze przed wojną. W 1927 roku Ludwik Wodzicki z Poręby, właściciel tych terenów, utworzył rezerwat im. Władysława Orkana. Park Narodowy powstał wiele lat później – w 1981 roku. Obejmuje centralne pasmo Gorców, między innymi masyw Turbacza i Gorca. Co ciekawe, sam szczyt Turbacza nie leży na terenie GPN, ale inne duże gorczańskie szczyty (m.in. Jaworzyna Kamienicka, Trzy Kopce i Kudłoń) już tak.
W GPN jest dużo lasów – dominują tu świerki, buki i jodły. W runie leśnym zieleni się czosnek niedźwiedzi, a czerwieni – borówka brusznica. Żyją tu dziki, jelenie, sarny i niedźwiedzie, w koronach drzew stukają dzięcioły, a w chmury wzbijają się orły i orliki. Żyje tu także sporo sów. Podniebna fauna jest piękna, ale w GPN warto też patrzeć w dół – można tu spotkać duużo płazów. Najbardziej charakterystyczna jest niewątpliwie salamandra plamista, jaszczurka znajdująca się w logo parku.
PS. Na jednej z piękniejszych gorczańskich polan, na Jaworzynie Kamienickiej, bieli się kapliczka Bulandy – to najstarszy (1904 r.) zabytek sakralny GPN.
Wycinanka na podstawie logo parku.
• BRAMA W GORCE • Najdłuższa w Europie ścieżka w koronie drzew.
Czas zacząć poznawanie Gorców – jest to urokliwe pasmo górskie należące do Beskidów Zachodnich, którego największą zaletą są niewątpliwie spektakularne widoki na Tatry. Na początek wybraliśmy się jednak nie na szczyty, a do gorczańskiej doliny w miejscowości Waksmund. Znajduje się tam park edukacyjno-przyrodniczy Brama w Gorce, z najdłuższą w Europie ścieżką w koronach drzew.
Do Bramy w Gorce zajechaliśmy od strony Nowego Targu. Samochód zostawiliśmy na parkingu w Dolinie Kowaniec, z którego do celu trzeba jeszcze pokonać pieszo (albo ciuchcią) około 1 km. Kupiliśmy bilety i już po chwili znaleźliśmy się na ścieżce liczącej 1300 metrów długości – początkowo na wysokości runa leśnego, a stopniowo coraz wyżej i wyżej, aż do koron drzew. Na trasie znajdują się tablice edukacyjne traktujące o gorczańskiej przyrodzie i historii regionu. Jest bardzo ciekawie!
Komu mało wrażeń wysokościowych, ten może wejść dodatkowo dwie wieże widokowe. Pierwsza z nich, 17-metrowa, znajduje się bezpośrednio nad podziemnym tunelem, w którym poznamy świat skał i górskich jaskiń (a może nawet spotkamy nietoperza). Druga wieża, zlokalizowana bliżej końca ścieżki, jest sporo wyższa – liczy 40 metrów. Nie widać stąd jednak Tatr tak dobrze, jak z okna na poddaszu w Jagodowej… :-)
Wieczorem wyszliśmy na krótki spacer. Podeszliśmy do altany widokowej, w której rozrysowana jest panorama krajobrazu. Zaznaczony jest na niej skansen Studzionki i kaplica, przy któCo jeszcze nas czeka? Interaktywny pawilon edukacyjny – atrakcja zwłaszcza dla dzieciaków. Można tu zobaczyć, jak wyglądała góralska bacówka, dotknąć owczej wełny, a także sprawdzić swój poziom wiedzy o Podhalu. Na koniec warto odwiedzić plac zabaw i zagrodę ze zwierzętami.
• PODHALE • „Z mgły rzedniejącej, co resztką już kłębów swych dymi, oczyszcza się łańcuch szczytów niespodziewany, olbrzymi”*
Podhale, ach Podhale! Gorce stanowią północną granicę tego pięknego regionu kulturowego Polski. I to właśnie stamtąd roztaczają się jedne z piękniejszych widoków na Tatry – spora odległość pozwala widzieć ich pełną panoramę. Nazwa Podhale upowszechniła się w XIX wieku i pochodzi, rzecz jasna, od hal – górskich pastwisk położonych hen, wysoko w Tatrach, u podnóża których („pod halami”) ulokowały się górskie wsie i miasteczka. Najbardziej znaną podhalańską miejscowością jest oczywiście Zakopane, inne popularne to Nowy Targ, Białka Tatrzańska, Szaflary, Czarny Dunajec, Poronin. Południową część Podhala nazywa się niekiedy „Skalnym Podhalem”, a to za sprawą bezpośredniej bliskości tatrzańskich szczytów.
Podhale jest otoczone aż czterema parkami narodowymi: Tatrzańskim, Babiogórskim, Gorczańskim i Pienińskim. Oprócz cudnej przyrody, najbardziej charakterystyczną cechą tego regionu jest niewątpliwie kultura góralska. Miała ona szansę rozwinąć się dzięki temu, że Podhale przez długi czas cechowała spora niezależność, także gospodarcza, od ogólnopolskich wpływów.
Podhalanie od wieków byli mozaiką narodowości: oprócz Polaków ziemię tą zamieszkiwali Słowacy, Wołosi, Żydzi, Niemcy. Tutejsza ludność wykształciła własną gwarę językową, także jej tradycyjny strój jest charakterystyczny – męskie spodnie są ozdabiane parzenicą (to sercopodobny haft, który wycięłam na powyższej grafice), a kapelusze – muszelkami, zwanymi przez górali kostkami. Co ciekawe, muszelki były kiedyś używane jako pieniądze, ale z czasem pozostały jedynie ozdobą, charakterystyczną dla co zamożniejszych gazdów.
*Jan Kasprowicz
• JAGODOWA POLANA • Kolej gondolowa, narty i widoki na cztery strony świata.
Zatrzymaliśmy się w agroturystyce Jagodowa Polana. Przyznam, że trochę niepokoił nas dojazd – opis na stronie pensjonatu (ostro na jedynce pod górę, nie wszystkie auta dadzą radę, da się tylko wiosną i latem) uruchomił nutkę niepewności. Ostatecznie jednak nie było źle – do wszystkiego można się przyzwyczaić.
Gdy wysiedliśmy, naszym oczom ukazał się duży dom położony na szczycie gorczańskiego wzgórza, w trudach zdobytego przez nasz samochód. Dom typowo podhalański - kilkupiętrowy, z wysoką podmurówką, pachnący drewnem. Wszędzie wokół zieleniły się gęste lasy, w sezonie pełne grzybów i leśnych owoców. Przywitała nas Marta, właścicielka Jagodowej. Zaprosiła nas do pokoiku na poddaszu, z którego roztaczają się najpiękniejsze widoki na Tatry (a nocą świecą, jak z samolotu, światełka podhalańskich miast). Po pierwszych zachwytach udaliśmy się na kolację.
Co serwują w Jagodowej? To, co znajdziemy w okolicy! Oscypki z żurawiną, sery z pobliskich gospodarstw, lokalne wędliny, napary z ziół, chleb na zakwasie… Kuchnia to konik Marty – interesuje ją zdrowe odżywianie, zgodne z rytmem natury. Siadała z nami do stołu i opowiadała, nie tylko o jedzeniu, ale też o życiu tu, ponad chmurami.
Wieczorem wyszliśmy na krótki spacer. Podeszliśmy do altany widokowej, w której rozrysowana jest panorama krajobrazu. Zaznaczony jest na niej skansen Studzionki i kaplica, przy której w maju słychać śpiew litanii. W tym okresie z Ochotnicy organizowany jest także uroczysty redyk – wyprowadzenie owiec na hale.
• PRZEŁĘCZ KNUROWSKA • Pełna panorama Tatr :-)
No to Podhale! Urocze, późnokwietniowe Podhale. Gdy przyjechaliśmy, biel wciąż jeszcze ośnieżonych szczytów Tatr kontrastowała z soczystą zielonością okolicznych pagórów. Zastała nas malownicza górska wiosna.
Zatrzymaliśmy się w Ochotnicy Górnej, która jest dobrą bazą wypadową w pobliskie szczyty Gorców – urokliwego zachodniobeskidzkiego pasma górskiego. Żeby dojechać do osady (notabene to jedna z najdłuższych wsi w Polsce), musieliśmy pokonać kilkadziesiąt zakrętów Drogi Knurowskiej.
Kręta Droga Knurowska, zwana również Gościńcem Barabów, powstała na początku XX wieku w miejscu średniowiecznego górskiego szlaku ze Starego Sącza na Podhale. Przebiega ona przez Przełęcz Knurowską (832 m n.p.m), oddzielającą dwa duże pasma Gorców – pasmo Lubania oraz rozróg Turbacza. Przejazd przez przełęcz, zwłaszcza jeśli odbywa się kilka razy dziennie, bywa męczący, ale krajobraz wokół rekompensuje trud – widać stąd pełną panoramę Tatr (ciekawe uczucie, jednym spojrzeniem objąć Tatrzańską Łomnicę i Wołowiec), a oprócz niej wzniesienia Gorców, Beskidu Sądeckiego, Pienin czy Magury Spiskiej.
Przez Przełęcz Knurowską przebiega Główny Szlak Beskidzki.
• ŻEGNAMY SIĘ Z ŁEMKOWYNĄ • ...ale nie z górami:-)
Na zdjęciu gaździny z Leluchowa w Beskidzie Sądeckim. Fot. Roman Reinfuss, 1936. Źródło: „Karpacki Świat Bojków i Łemków”, wyd. BOSZ.
• JAWORZYNA KRYNICKA • Kolej gondolowa, narty i widoki na cztery strony świata.
Na granicy Krynicy-Zdroju i Muszyny wznosi się Jaworzyna Krynicka – górski szczyt oferujący zimą narty. I to w iście alpejskim stylu. Zostało tu wytyczonych 14 tras zjazdowych o łącznej długości niemal 15 km. Na trasy można dostać się tradycyjnymi orczykami, kolejkami krzesełkowymi, a z dolnej stacji – 6-osobową koleją gondolową. My, chociaż nie mieliśmy tego dnia w planach nart, postanowiliśmy przejechać się wagonikiem na górę i pobyć trochę w zimowej aurze Jaworzyny. Po około 7 minutach byliśmy już na szczycie.
Jaworzyna Krynicka (1114 m n.p.m.) znajduje się w grani głównej wschodniej części Pasma Jaworzyny, w Beskidzie Sądeckim, na obszarze PPK. Dobrych parę lat temu wdrapywaliśmy się na nią piechotą, kiedy miękkie promienie grudniowego słońca przebijały się przez konary drzew. Było pięknie. Z Jaworzyny rozciąga się panorama na wszystkie strony świata – widać i Tatry słowackie, i Małe Pieniny, i Beskid Niski, i Gorce, i Radziejową. Dostępna jest także platforma widokowa umieszczona na dachu górnej stacji kolejki, z której można zobaczyć jeszcze więcej. A dla ciekawskich są lunety:-).
O pieszej wędrówce na Jaworzynę i o tym, co można zobaczyć po drodze, przeczytasz tutaj.
• POPRADZKI PARK KRAJOBRAZOWY • W malowniczych pasmach Beskidu Sądeckiego.
Krynica-Zdrój leży na obszarze Popradzkiego Parku Krajobrazowego, który swą nazwę wziął od płynącej przezeń rzeki Poprad. To jeden z największych w Polsce parków krajobrazowych, zlokalizowany w zachodniej części Karpat, w Beskidzie Sądeckim. W PPK występują w dużych ilościach wody mineralne, są też ciekawe formy skalne.
Obszar PPK rozciąga się od Krynicy i Tylicza na wschodzie aż po Krościenko nad Dunajcem na zachodzie, obejmując między innymi górne partie pasm Jaworzyny Krynickiej i Radziejowej. Dużo tu pól, łąk i pastwisk, są też lasy bukowe i jodłowe. Jeśli chodzi o faunę, w PPK żyją wilki, rysie, niedźwiedzie i jelenie, a gdzieś w chmurach można dojrzeć nawet orła (choć nie muszę pewnie dodawać, że spacerując po popradzkich szlakach najprędzej spotkamy innych spacerowiczów).
W PPK ustanowione są liczne rezerwaty przyrody, między innymi Uhryń, Hajnik czy Kłodne nad Dunajcem. Z kolei w Muszynie-Złockie znajduje się największa w Polsce mofeta, czyli naturalne zjawisko ekshalacji CO2. Ciekawostki! Jeśli zaś chodzi o kulturę materialną, oprócz Krynicy-Zdrój warto zobaczyć tutaj średniowieczny zamek w Rytrze i przepiękną, wpisaną na listę UNESCO, cerkiew w Powroźniku.
Wycinanka na podstawie logo parku.
• KRYNICA-ZDRÓJ • Wille, zdroje, pensjonaty.
No to przystanek Beskid Sądecki! I jego perła – Krynica-Zdrój. To piękne miasto, dzierżące miano uzdrowiska, położone jest w dolinie potoku Kryniczanka, a otaczają je między innymi Góra Parkowa i Krzyżowa. Krynica-Zdrój leży na terenie Popradzkiego Parku Krajobrazowego, o którym więcej napiszę niebawem.
Dziś kierujemy swoje kroki na deptak główny. Rozlokowane są wzdłuż niego zabytkowe wille i pensjonaty. Wiele z nich powstało w XIX wieku, nawiązując architekturą do stylu alpejskiego – bogato zdobionego wykuszami, wieżyczkami, ażurowymi balkonikami. Domy mają interesujące nazwy – Biała Róża, Wisła, Świteź...a najsłynniejsza jest Romanówka, w której mieści się obecnie Muzeum Nikifora, łemkowskiego malarza prymitywisty.
W centralnej części deptaku stoi Stary Dom Zdrojowy – duży neorenesansowy budynek wzniesiony w 1889 roku. W latach 70. ubiegłego wieku naprzeciw niego wyrosła monumentalna stalowa konstrukcja Pijalni Głównej. Można tu spróbować delikatnej Słotwinki, zdecydowanie bardziej aromatycznego Zubera, a także Jana i Tadeusza. Każdy zdrój ma właściwości lecznicze – ich działanie opisane jest na tablicach wewnątrz pijalni. Budynek pełni również funkcję oranżerii i sali koncertowej na 350 miejsc. Grywa tu Orkiestra Zdrojowa, a drugim miejscem, gdzie można jej posłuchać, jest krynicka muszla koncertowa.
W centrum Krynicy jest więcej obiektów, na które warto zwrócić uwagę – między innymi Łazienki Borowinowe, Nowy Dom Zdrojowy, Pijalnia „Jana” czy pomnik Nikifora. My skierowaliśmy się w stronę malutkiej świątyni usytuowanej na pagórku – to kościół Przemienienia Pańskiego, nazywany parkowym. Wznosi się niedaleko wejścia na deptak główny i jest najstarszym krynickim kościółkiem – powstał w latach 60. XIX wieku. Do 1892 roku pełnił funkcję kościoła zdrojowego – obecnie ten tytuł dzierży murowana świątynia pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.
• KAMIANNA • Pszczela wioska na styku Beskidów.
Pierwszy raz z nazwą tej miejscowości zetknęłam się kilka lat temu w Wysowej-Zdroju – kupiłam miód z Kamiannej. Potem dowiedziałam się od mojej krakowskiej rodziny, że Kamianna z miodów słynie, zatem postanowiłam tam zajrzeć. Z drogi na Krynicę skręciłam w cichą dolinkę pełną jodłowych lasów, położoną na styku Beskidu Niskiego i Sądeckiego.
Samochód zostawiłam przy kościele, który niegdyś był prawosławną cerkwią. W 1960 roku tutejszą parafię objął ksiądz Henryk Ostach. Posadowił dużą pasiekę Barć, przy której powstał Dom Pszczelarza i Muzeum Pszczelarstwa. Proboszcz koncentrował się nie tylko na produkcji miodu – rozwinął w Kamiannej całościową apiterapię, dziedzinę nauk medycznych bazującą na wykorzystaniu produktów pszczelarskich. Z czasem powstał tu ośrodek sanatoryjny o wdzięcznej nazwie Miodowa Klinika. Ależ musi tam pachnieć! Obecnie pasieka prowadzona jest przez państwa Emilię i Jacka Nowaków.
Zaglądam do malutkiego sklepiku obok kościoła. Oprócz miodów, mydełek, świec i wielu innych pszczelich cudowności znajduje się tu ul pokazowy, w którym aż roi się od pszczół. Tuż obok znajduje się Galeria Świętego Ambrożego od Józefa Różańskiego, gdzie możemy obejrzeć pokaźną kolekcję rzeźb przedstawiających patrona pszczelarzy. Warto zwrócić też uwagę na porozrzucane wokół kościółka ule – mają niesamowite kształty domków, wiatraków, figur świętych i zwierząt. To piękne miejsce, w którym czuć pasję.
Będąc w Kamiannej warto również przejść się ścieżką dydaktyczną „pszczelim szlakiem” lub zimą poszusować na nartach – jest tutaj kameralny stok z trzema wyciągami orczykowymi.
• BRUNARY • Cerkiew św. Michała Archanioła.
Ostatniego dnia pojechaliśmy na wycieczkę w Beskid Sądecki. Po drodze minęliśmy miejscowość Brunary, znajdującą się na zachodnich rubieżach Beskidu Niskiego. Stoi tam niezwykła cerkiew. Kiedy widziałam ją poprzednim razem, 10 lat temu, była (nomen omen:)) brunatna, ale niedawno zmieniła kolorystykę. To cerkiew świętego Michała Archanioła, wpisana w 2013 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Cerkiew w Brunarach została zbudowana po 1616 roku wraz z powstaniem w wiosce parafii unickiej. Obecna piękna świątynia datowana jest na 18 wiek. Jest trójdzielna, kryta gontem, zachodniołemkowska. We wnętrzu zachował się zarówno barokowy ikonostas, jak i urocze polichromie z motywem winorośli. Obecnie użytkowana jest jako kościół rzymskokatolicki.
• DOLINA PRZYSŁUPIANKI • Ścieżka edukacyjno-przyrodnicza wzdłuż potoku.
Było pogodne zimowe popołudnie. Kiedy dojechaliśmy do Nowicy, słońce wisiało już dosyć nisko. Minęliśmy zabudowania wsi, w tym cerkiew i Dom Ikon, a samochód zostawiliśmy na niedużym leśnym parkingu. Ruszyliśmy w stronę drewnianej bramy oznaczającej początek ścieżki edukacyjnej Doliną Przysłupianki.
Przysłupianka to potok – wartki i przejrzysty. Wypływa ze stoków Magury Małastowskiej i, meandrując przez Nowicę, Leszczyny i Kunkową, wpada do Zalewu Klimkowskiego. Jest prawym dopływem Ropy. W 2024 na jej około dwukilometrowym odcinku wytyczono ścieżkę edukacyjną z różnorodnymi tablicami, mostkami, a nawet budką meteorologiczną:-).
Oprócz nas nie było nikogo. Zimowy las, nawet bezśnieżny, ma w sobie ogromne pokłady ciszy i spokoju. Słychać tylko delikatny szum wody. Mijamy kolejne punkty ścieżki, na których odkrywamy ciekawostki przyrodnicze, geologiczne i historyczne karpackiej puszczy. Niektóre drzewa nas otaczające mają ponad 200 lat! Ścieżka kończy się we wsi Leszczyny, w której, podobnie jak w Nowicy, znajduje się dawna łemkowska cerkiew.
Przed wyruszeniem na spacer warto zaopatrzyć się w quest „Dolina Przysłupianki skarbnicą czystego powietrza” - jest dostępny w siedzibie Nadleśnictwa Łosie oraz w aplikacji „Questy – wyprawy odkrywców”.
• KADRY •
Zamglony krajobraz łagodnych pagórów Beskidu. Zdjęcie zrobiłam w okolicach wioski Nowica, znajdującej się u podnóża Magury Małastowskiej.
• MAGURA MAŁASTOWSKA • Wędrówka w ciszy zimowego lasu.
Na Magurę Małastowską wybieramy się raz na jakiś czas z nadzieją, że urokliwe schronisko mieszczące się na szlaku jest z powrotem otwarte i będziemy mogli napić się w nim rozgrzewającej herbaty. Płonne nadzieje! Ale od początku.
Samochód zostawiliśmy na Przełęczy Małastowskiej, gdzie znajduje się jeden z cmentarzy zaprojektowanych przez Dušana Jurkoviča (ten temat szczegółowo poruszałam przy okazji wpisu o Rotundzie). Obraliśmy niebieski szlak i już po chwili znaleźliśmy się w cichym, zimowym, beskidzkim lesie.
Po około pół godzinie wędrówki dotarliśmy do wspomnianego schroniska, które od kilku lat jest zamknięte na głucho. Nieduży drewniany budynek z gontowym dachem położony jest na wysokości 740 m – to najwyżej położone schronisko w Beskidzie Niskim. Piętnaście lat temu zamawiałam tu pomidorówkę, która przyjechała do mnie specjalną „windą”. Niepowtarzalny klimat. Parę lat później schronisko postanowiono wyremontować. Front obudowano białymi, nie pasującymi do niczego cegłami i...takie niedokończone stoi po dziś dzień. Smutny widok, ale podobno niebawem ma się to wreszcie zmienić.
Do niebieskiego szlaku dołączył zielony – od szczytu dzieliło nas jeszcze 20 minut wędrówki. Wreszcie znaleźliśmy śnieg! Po drodze minęliśmy górną stację wyciągu narciarskiego na Magurze (ruch był jednak niewielki), z kolei około 100 m od szczytu trafiliśmy na kolejny cmentarz wojenny. Otulony śniegiem i wszechobecną ciszą sprawiał wyjątkowo nostalgiczne wrażenie. Koło cmentarza szlaki niebieski i zielony rozchodzą się – my trzymaliśmy się zielonego. Na szczycie Magury spotkaliśmy pana leśniczego, który uraczył nas opowieściami o tutejszej przyrodzie.
Magura Małastowska wznosi się na wysokość 813 m n.p.m i jest zlokalizowana pomiędzy wioskami Nowica i Małastów. Na szczycie znajduje się stolik do odpoczynku i jeden z punktów przyrodniczej gry terenowej. Idąc dalej za zielonymi znakami doszlibyśmy do wsi Szymbark.
• KRYWULKA • O tradycyjnej ozdobie łemkowskiej.
„W domu wychowywano nas w poszanowaniu pracy, czasu, a przede wszystkim tradycji łemkowskiej. Jestem dumna z moich córek (i z siebie), bo mnie też się udało przekazać im wiedzę pokoleniową. Jesteśmy jedynymi w tej części Beskidu Niskiego krywulczarkami” - mówi pani Hania, właścicielka agroturystyki w Krzywej koło Pętnej*. Czym jest krywulka? To tradycyjna łemkowska ozdoba na szyję, tworzona z nawlekanych na nitkę kolorowych koralików. „Każda kobieta wykonywała ją kiedyś na własny użytek. Była tym szersza, im bogatsza była pani, która ją nosiła. A i dzisiaj krywulki nie należą do najtańszych ozdób. Korzystamy z wzorów przekazywanych z pokolenia na pokolenie”.
Krywulki tworzyły nie tylko Łemkinie, ale także kobiety z Bojkowszczyzny i Huculszczyzny. Używały szklanych paciorków, nawlekały je na nici końskiego włosia. Jednak takie naszyjniki były dość nietrwałe, dlatego panie zaczęły nawlekać koralki na nić bawełnianą. Obecnie używają syntetycznych żyłek, a krywulki zakładają na specjalne okazje.
Wycinanka własna, przedstawia symboliczną krywulkę. Na drugim zdjęciu można zobaczyć fragment prawdziwej:-).
* Fragment przewodnika „Beskid Niski” Katarzyny Zaparaniuk.
• PĘTNA • Cerkiew świętej Paraskewy i „Śnieżne trasy przez lasy”
Po wędrówce na Ferdel wróciliśmy (głodni!) do Gładyszowa, do naszych ulubionych Malowanych Wierchów. Mogliśmy to zrobić dwojako – serpentynami przez Magurę Małastowską lub, wiejskimi drożynami, przez Pętną i Banicę. Wybraliśmy drugą opcję, przez Magurę i tak przejeżdżaliśmy bardzo często, a w uszach wciąż pobrzmiewa kojący głos Ani z Szumiących Topoli, słuchany na audiobooku właśnie tam :-).
W Pętnej bieli się bryła cerkwi świętej Paraskewy. To rzadkość w krajobrazie Łemkowyny – większość ocalałych świątyń jest drewniana. Cerkiew została wzniesiona w 1916 roku na miejscu wcześniejszej – po poprzedniczce ostała się jedynie dzwonnica. Jej architektura nawiązuje do stylu ukraińskiego, z charakterystyczną kopułą pośrodku. Ciekawostką są miejscowe krzyże poświęcone rocznicy chrztu Rusi. Na jednym z nich widnieje napis „na pamiątkę 950-lecia chrztu Rusi-Ukrainy. To jedyny taki krzyż na Łemkowynie – dużo częściej używano określenia Ruś Kijowska. Obecnie cerkiew służy zarówno wiernym obrządku greckiego, jak i rzymskiego.
Obok świątyni zauważyłam tablicę zatytułowaną „Śnieżne trasy przez lasy”. To projekt z pobliskiej wsi Krzywa – jego autorką jest Hania, która prowadzi tam klimatyczną agroturystykę. „Do tej pory wytyczyliśmy ponad 100 kilometrów tras biegowych wokół Krzywej, Banicy, Wołowca i przez nieistniejące wsie aż do Lipnej” - czytam w przewodniku Kasi Zaparaniuk. Pani Haniu, aby jeszcze tylko spadło trochę śniegu!
PS. Hania i jej córki są jedynymi w tej części Beskidu krywulczarkami – o tym w kolejnym wpisie.
• FERDEL • Gąszcz srebrzystych buków i wieża widokowa.
Luty nie był bardzo zimowy, przynajmniej jego początek. W beskidzkich dolinach nie było najmniejszych plam śniegu, więc postanowiliśmy poszukać go trochę wyżej. Naszym pierwszym celem był Ferdel, szczyt zlokalizowany nad uzdrowiskiem Wapienne, w środkowej części Beskidu Niskiego. Obraliśmy zielony szlak, który jest częściowo połączony ze ścieżką edukacyjną.
Już po chwili zaczęliśmy piąć się pod górę przez las - mamy do pokonania około 250 m przewyższenia. Nawet gdzieniegdzie pojawił się lekki szron, jednak o śniegu nadal nie było mowy:-) Mijaliśmy kolejne punkty ścieżki edukacyjnej, dzięki którym dowiedzieliśmy się więcej o otaczającej nas przyrodzie. Tu zdecydowanie rządzą buki! Ich srebrzyste pnie, zdające się być poustawianymi w rzędach niczym zapałki, wyglądały pięknie i majestatycznie. Po około 45 minutach dotarliśmy na Mały Ferdel. Znaleźliśmy się na granicy z Magurskim Parkiem Narodowym, tutaj też doszedł niebieski szlak z Rozdziela.
Potrzebowaliśmy iść jeszcze około pół godziny urokliwą grzbietową ścieżyną, aż dotarliśmy do szczytu Ferdla (648 m n.p.m) i ustawionej nieco poniżej 25-metrowej wieży widokowej z tarasem. Tak po prawdzie to ona była celem tej wycieczki, a poszukiwania śniegu… tak przy okazji. Z wieży widać krajobraz Beskidu Niskiego (m.in. pasmo Magury Wątkowskiej) i Sądeckiego, a przy dobrej widoczności nawet Tatry. Na górze można przybić pieczątkę.
Wracając, zerknęliśmy jeszcze na termometr zamocowany przy wiacie. Wskazywał nieco powyżej 3 stopni. Tak, nieszczególnie zimowy to był luty:-).
• WRACAM W GÓRY • Wspomnienia z zimowego Beskidu Niskiego.
Na zdjęciach cerkiew w Gładyszowie, 2 lutego, Matki Boskiej Gromnicznej.
• DO ZOBACZENIA, MAZURY! •
Na zdjęciu zalana strugami deszczu wieś Panistruga, niedaleko Wydmin. Jej nazwę zapożyczono do serialu Siedlisko, który zajmuje szczególne miejsce w moim sercu.
• RYN • Mazurskie smaki z krzyżacką historią w tle.
Opuszczając już całkiem rejon Mazur Północnych kierujemy się do położonego między Kętrzynem a Mikołajkami miasta Ryn. Co nas tu przywiodło? Mazurskie smaki:-). Na początek zajrzeliśmy do Gościńca Ryński Młyn, którego specjalnością są kartacze, babka ziemniaczana, pierogi z sandaczem czy okonki. Przed laty w miejscu gospody rzeczywiście stał młyn – pierwsze wzmianki o nim pochodzą ze spisu w 1524 roku. Z okien i tarasu widać Jezioro Ryńskie należące do Krainy Wielkich Jezior Mazurskich – jest bardzo malowniczo. Po posiłku zajrzeliśmy do sąsiedniego sklepiku Smaki Mazur - można tu nabyć ryby w domowych zalewach i wiele innych regionalnych przysmaków. W sam raz, by przedłużyć wspomnienia z pobytu nad jeziorem.
Mówiąc o Rynie, nie sposób pominąć zamku. Jego najstarsze skrzydło zostało wzniesione w XIV wieku – kawał historii! W tamtych czasach wszędzie wokół zieleniły się jeszcze nieprzebrane lasy Puszczy Galindzkiej… Wzniesiona na planie czworoboku budowla stanowi typowy przykład twierdzy obronnej. Pierwotnie była siedzibą komturów, pełniła także rolę gospodarczą - zaopatrywała zakon w ryby, dziczyznę i miód. Następnie była kilkakrotnie przebudowywana, w międzyczasie stała się własnością prywatną. Obecnie pełni funkcję hotelu, a monumentalny dziedziniec zamku został zadaszony – odbywają się tu przyjęcia i konferencje.
Warto przejść się po Rynie – w jego uliczkach rozlokowały się zabytkowe domy z czerwonej cegły i szachulca. Jest także wieża ciśnień z tarasem widokowym, z którego rozpościera się błogi widok na mazurski krajobraz.
• ŚWIĘTA LIPKA II • Wokół bazyliki. Kadry.
Centrum sanktuarium maryjnego w Świętej Lipce stanowi barokowy kościół, o którym pisałam poprzednio. Otacza go czworobok pięknych krużganków z kaplicami w narożach. Do jednego z ramion krużganka przylega budynek klasztoru, z kolei na dziedzińcu znajdują się cenne rzeźby – Matki Bożej Niepokalanej, św. Józefa i św. Anny. Warto spędzić tu trochę czasu – atmosfera Świętej Lipki przywodzi na myśl tę z południowoeuropejskich sanktuariów:-)
Przy bazylice funkcjonuje również Muzeum Jezuitów opowiadające o historii Świętej Lipki. Znajdują się tam także cenne pamiątki, między innymi osobisty księgozbiór papieża Jana Pawła II, a także eksponaty pochodzące ze starożytnego Egiptu i Bliskiego Wschodu.
• ŚWIĘTA LIPKA • Zaczęło się od małej figurki. Mazurskie sanktuarium.
Pomału zbliżamy się do końca mazurskich opowieści. Przesuwamy się sporo na zachód, niemal do granicy z Warmią, do Świętej Lipki. Znajduje się tam jedno z najbardziej znanych w Polsce sanktuariów maryjnych – przepiękna barokowa bazylika, krużganki i klasztor.
Jest tłoczno, za chwilę ma się rozpocząć msza. Do bazyliki prowadzi nas okazała zielona brama z liśćmi akantu. Po liturgii zwiedzamy wnętrze kościoła – w ołtarzu umieszczony jest obraz Matki Bożej Świętolipskiej z 1640 roku, z kolei naprzeciw ambony widzimy rzeźbę Maryi na pniu drzewa lipowego. Duże wrażenie robią na nas organy z pierwszej połowy XVIII wieku – to chyba najsłynniejsze organy w Polsce! Zachwycają nie tylko dźwiękiem, ale także ruchomymi figurkami, przedstawiającymi scenę Zwiastowania. Mieliśmy okazję zobaczyć je „w akcji”.
Początek kultu maryjnego w Świętej Lipce sięga czasów średniowiecza i wiąże się z miejscowymi przekazami. Najbardziej znany z nich podaje, że w lochach kętrzyńskiego zamku uwięziony był pewien skazaniec. Czekając na egzekucję, modlił się żarliwie do Matki Bożej. Wtedy właśnie miała mu się Ona ukazać, podać kawałek drewna i dłuto oraz nakazać wyrzeźbienie figurki. Gdy nazajutrz sędziowie zobaczyli dzieło więźnia, wypuścili go wolno. Skazaniec, zgodnie z wolą Maryi, ustawił figurkę na lipie, która niedługo potem stała się miejscem kultu. W kolejnych latach powstała również pierwsza kaplica.
Na początku XVII wieku do Świętej Lipki trafili jezuici. Po zawieruchach związanych z niszczeniem katolickich miejsc kultu w imię protestantyzmu nie zastali tam jednak ani lipy, ani rzeźby. Zakonnicy zamówili zatem obraz wzorowany na Matce Bożej Śnieżnej z rzymskiej bazyliki Santa Maria Maggiore. Odtąd właśnie ten obraz stał się obiektem kultu. Pod koniec XVII wieku został wybudowany okazały kościół, który otrzymał wezwanie Nawiedzenia NMP. W tym czasie rozpoczęto także budowę krużganków i klasztoru. W kolejnych dziesięcioleciach nastąpiła kasata zakonu na terenie Prus – Jezuici powrócili do Świętej Lipki w 1932 roku. I są tam do dziś.
• MAMRY • W Krainie Wielkich Jezior Mazurskich.
Z Węgorzewa ruszyliśmy na krótki rejs po jeziorze Mamry. Właściwie to pojęcie „Mamry” odnosi się do sporego kompleksu jezior, w jego skład wchodzą między innymi Święcajty, Kisajno, Dobskie i Mamry właściwe. Znajdujemy się na północnych rubieżach uwielbianej przez żeglarzy Krainy Wielkich Jezior Mazurskich.
Mamry są połączone z przystanią w Węgorzewie kanałem o długości 920 metrów. Przyroda tętni tu życiem – w pobliżu żerują bobry, mazurskie ptaki mają swoje lęgowiska. Po krótkim czasie wpłynęliśmy na otwarte wody jeziora. Żaglówek wokół było w bród – pięknie migotały w słońcu.
W końcu dotarliśmy do wyspy Upałty – największej na całym Szlaku Wielkich Jezior. Podobno kiedyś słynęła z licznych polowań na łosie, a przed wojną działała tam elegancka restauracja i letnisko. Dziś wyspą rządzi przyroda – bytują tam rzadkie gatunki ptaków, w tym orzeł bielik. Co ciekawe, na dnie jeziora Mamry leżą gdzieniegdzie… bursztyny. Woda wyrzuca je na brzeg w czasie sztormów.
Nasz rejs trwał około 1.5 godziny, wróciliśmy tą samą trasą.
• PARK ETNOGRAFICZNY W WĘGORZEWIE • O dawnym życiu na Mazurach.
By zobaczyć jak wyglądała codzienność dawnych mieszkańców mazurskiej krainy, warto wybrać się do Węgorzewa. Znajduje się tam Muzeum Kultury Ludowej i Park Etnograficzny, które obfitują w eksponaty traktujące o zwyczajach Mazurów, o ich pracy i folklorze.
W położonym nad rzeką Węgorapą skansenie zobaczymy tradycyjne budownictwo mazurskie – przeniesiono tu z okolicznych wsi stare drewniane chaty. Jest także remiza, kuźnia i murowany dom wybudowany przed laty w Węgorzewie. W jednej z chałup zaprezentowana jest wystawa poświęcona tradycyjnemu mazurskiemu rybołówstwu - możemy tam zobaczyć przeróżne narzędzia służące do połowu, począwszy od najbardziej prymitywnych, takich jak sznury z haczykami i proste pułapki. Rybacy, jak prawie każdy zawód, mieli swoje święto - przypadało na pierwszego maja. Obchody polegały na szykowaniu sowitego poczęstunku (wędzono ryby i gotowano zupę „uchę” z węgorza) i biesiadowaniu do białego rana.
W kolejnej chałupie zobaczymy wystawę eksponatów przynależących do zajęć wykonywanych przez mazurskie kobiety – tkania, szycia, ozdabiania domu. Znajdziemy tu także tkaniny charakterystyczne dla grup etnicznych, które pojawiły się na Mazurach po II wojnie światowej – Ukraińców, Kurpian, repatriantów z Wileńszczyzny. Mozaika kultur… W przeniesionej ze wsi Zabrost Wielki (uchodzącej za najlepiej zachowaną historycznie wieś Warmii i Mazur) kuźni znajduje się warsztat kowalski, a w remizie – ekspozycja dawnego sprzętu strażackiego.
Mazurskie wsie miały kształt ulicówek – domy ciągnęły się wzdłuż drogi lub rzeki. Budowano je na zrąb, dachy kryto gontem lub strzechą. Charakterystycznym elementem wnętrza chałup były tak zwane ciemne kuchnie, w których przygotowywano pożywienie dla domowników i inwentarza. Budynki mieszkalne i gospodarcze były stawiane zawsze osobno.
W węgorzewskim Parku Etnograficznym odbywają się cykliczne imprezy folklorystyczne, które stanowią świetne dopełnienie stałych ekspozycji. Więcej informacji na stronie www.muzeum-wegorzewo.pl
• KIM BYLI MAZURZY? • O „niemieckich Polokach”.
Cofnijmy się wstecz i pogadajmy o przedwojennych mieszkańcach południowych Prus Wschodnich – o Mazurach. Przeważnie byli to potomkowie polskich osadników z Mazowsza, którzy następnie przemieszali się z kolonistami z Rzeszy Niemieckiej i innymi, przeróżnymi ludami pruskimi. Od Warmiaków i Mazowszan odróżniała ich przede wszystkim przyjęta religia – luteranizm. Mazurzy mówili gwarą mazurską, która jest mieszaniną języka ludowego i staropolskiego z licznymi naleciałościami niemieckimi.
- (…) wszędzie tam rozmówisz się po polsku.
- Dlaczego?
- Bo to, w istocie, kraj polski. Bo tam mieszka 400 000 ludności mówiącej po polsku.
- To czemu nie wrócili po wojnie (I światowej – przyp. aut.) do Polski?
- Mogli przyjść, ale nie wrócić, bo w niej nigdy nie byli. Mieszkają na tej ziemi od siedmiuset lat. (…) Wyznają wiarę ewangelicką. O Polsce wiedzieć nie chcą, a raczej po prostu nie wiedzą nic. (…)
Tili głowa pracuje:
- A mówią po polsku?
- Mówią po polsku.
- To są Polacy…
- Ja tak sądzę. Ale oni nawet o tym nie wiedzą. Oni niezupełnie zdają sobie sprawę, że ich mowa jest polska.
To fragment książki „Na tropach Smętka” Melchiora Wańkowicza – relacjonuje on w niej wyprawę do Prus Wschodnich wraz z młodszą córką Martą. Rozmawiają o plebiscycie z 1920 roku - mazurska ludność ma zdecydować czy pozostać w Prusach czy znaleźć się w granicach nowo odrodzonej Rzeczpospolitej. Za Polską opowiedziało się dwa procent ludności.
I taka to zagmatwana prawda o Mazurach: mentalnie byli Niemcami – tylko mówili po polsku. Niektórzy nazywali ich „niemieckimi Polokami”. O ich zwyczajach i codzienności napiszę w kolejnym poście.
Wycinanka przedstawia tradycyjny mazurski strój.
• SPŁYW SAPINĄ • Przeprawa śluzą, malownicze jeziora i błoga cisza.
Mazury Północne to cudowne miejsce na obcowanie z naturą z perspektywy wody – dlatego w naszych planach nie mogło zabraknąć spływu kajakowego. Dobrą bazą wypadową są Kruklanki nad jeziorem Gołdopiwo – ruszając stąd można dotrzeć rzeką Sapiną do jeziora Święcajty (połączonego kolejno z Mamrami), a to ponad dwudziestokilometrowy odcinek. Super sprawa dla wytrawnych kajakarzy.
My jednak wybraliśmy krótszą opcję – ze Śluzy Przerwanki - tam czekał już na nas uprzednio zarezerwowany kajak. Śluza znajduje się przy ujściu Sapiny z Gołdopiwa i jest pamiątką po pruskich czasach – powstała w 1910 roku w celu regulacji poziomów wody podczas budowy Kanału Mazurskiego. Już przeprawa przez nią była nie lada atrakcją, ale gdy znaleźliśmy się na spokojnej wodzie otulonej gąszczem drzew – to dopiero była przyjemność.
Sapina to urocza rzeka, która ma swój początek w Puszczy Boreckiej i wpada do jeziora Święcajty – jej długość to około 47 kilometrów. Nie jest głęboka, sięga zaledwie jednego metra. Pierwszy odcinek naszego spływu przebiegał po terenie zalesionym, następnie znaleźliśmy się na Jeziorze Wilkus połączonym wąskim trzcinowiskiem z Jeziorem Brząs. Cisza i spokój są tu niemal absolutne, co doceniają również wędkarze.
Za Jeziorem Brząs Sapina tworzy malowniczy szlak wodny z wieloma ciekawostkami przyrodniczymi. Jedną z nich są żółte grzybienie porastające brzegi – nic, tylko rozkoszować się cudownością krajobrazu:-). Po niedługim czasie wpłynęliśmy na Jezioro Pozezdrze, zostawiając na jego przeciwległym brzegu kajak – łącznie pokonaliśmy około 7 kilometrów. Dalej trasa wiedzie, przez Jezioro Stręgiel, aż do wspomnianych Święcajt.
• PUSZCZA BORECKA • Kraina bagien, dzikiej przyrody i...żubrów.
A oto przed nami kolejny wielki kompleks leśny Mazur Garbatych – Puszcza Borecka. To piękne miejsce znajduje się na Pojezierzu Ełckim, na wschód od jeziora Mamry. Przed wieloma wiekami mieszkali tu Galindowie – bałtyjskie plemię, które swoje chaty budowało na palach wbijanych w bagno. O tak – bagien w Puszczy Boreckiej dostatek!
Jadąc po faliście ukształtowanej szutrowej drodze docieramy do Rezerwatu Przyrody Borki. Stanowi on centralną część puszczy, a przyroda jest tutaj bujna i różnorodna. W gałęziach niebosiężnych drzew ukrywają się ptaki, między innymi dzięcioły i czarno-białe muchołówki. Z kolei w runie leśnym zieleni się czosnek niedźwiedzi i wiele innych soczyście wyglądających traw. Las gdzieniegdzie rozstępuje się, ukazując porośnięte rzęsą bagna. Tutaj zdecydowanie rządzi przyroda.
W dodatku w Puszczy Boreckiej żyją żubry! W miejscowości Wolisko znajduje się ośrodek hodowli tegoż ssaka – można mu się przyjrzeć podczas porannego i wieczornego dokarmiania ze specjalnej platformy widokowej. To nie to samo, co podziwianie żubra na wolności, ale...na pewno jest to bezpieczniejsza opcja;-)
Zagroda pokazowa jest otwarta od maja do października w godzinach 9-11 i 16-18. Wstęp bezpłatny.
• MOSTY W STAŃCZYKACH • Klimat Południa na Mazurach Garbatych.
Czy patrząc na tę spektakularną arkadową budowlę nie odnosi się wrażenia, że jest się gdzieś we Francji lub we Włoszech? Mosty kolejowe w Stańczykach przypominają tamtejsze rzymskie akwedukty i nawet są tak zwyczajowo nazywane. A jednak jesteśmy w Puszczy Rominickiej, w dawnych Prusach Wschodnich – i mamy przed sobą pamiątkę nie tak dawnych czasów.
Mosty w Stańczykach zostały zbudowane w latach 1912-1926. Majestatyczne (wysokie na prawie 40 metrów!), nawiązujące do architektury Południa, miały świadczyć o zamożności państwa pruskiego i przy okazji ograniczyć wśród mieszkańców emigrację zarobkową w głąb Niemiec. Jeszcze w 1938 roku kursowały tędy trzy pary pociągów na dobę. W dole płynie malownicza rzeka Błędzianka, można się dostać na jej brzeg leśnymi schodkami. Obecnie teren mostów w Stańczykach jest prywatny, a wstęp na nie - płatny.
Podobne, choć mniej spektakularne wielkościowo mosty znajdują się w pobliskich Kiepojciach i Botkunach.
• PARK KRAJOBRAZOWY PUSZCZY ROMINICKIEJ • Klimat rodem z tajgi i unikatowe zabytki.
Puszcza Rominicka to rozległy kompleks leśny należący częściowo do Polski, częściowo do obwodu królewieckiego. Polski fragment rozciąga się od Gołdapi po Żytkiejmy, wieś będącą w międzywojniu popularnym kurortem...narciarskim:-) To najbardziej wysunięta na północny wschód część Mazur Garbatych, gdzie lasy są surowe niemal jak w tajdze. Można tu spotkać rzadkie rośliny - malinę moroszkę, mannę litewską, nietypowe gatunki storczyka. W niedostępnych, gdzieniegdzie bagnistych lasach, żyją żubry, jenoty, rysie, bobry…
Niegdyś Puszcza Rominicka była ulubionym miejscem polowań królów pruskich i cesarzy niemieckich, co upamiętniają porozrzucane po leśnych ostępach głazy. Dziś większość polskiej części została objęta parkiem krajobrazowym. Oprócz przepięknej przyrody, którą możemy zwiedzać pieszo lub rowerem, zachowały się tu unikatowe zabytki kultury – kościoły, dwory i niesamowite wiadukty kolejowe. Najbardziej spektakularny jest ten w Stańczykach, o którym więcej w kolejnym wpisie.
Wycinanka na podstawie logo parku.
• BEZKRWAWE SAFARI • Dzikie zwierzęta na wyciągniecie ręki.
W pobliżu Gołdapi znajduje się jedno z ciekawszych ZOO, jakie mieliśmy okazję odwiedzić. Mieści się ono na terenie dużego gospodarstwa rodziny Rudziewiczów, u podnóża Tatarskiej Góry. Zwierzęta biegają gdzie chcą, a turyści podziwiają je z perspektywy pickupa:-).
Przejażdżka trwa około godziny. Terenówka kołysze się po pagórkach, a lekki wiatr przynosi ulgę w upalny dzień. Co jakiś czas zatrzymujemy się, a pan przewodnik wyciąga karmę – w mgnieniu oka przybiegają: daniele, jelenie, osiołki, dzikie owce, konie...całe bogactwo fauny! Są też zwierzęta egzotyczne - dostrzegamy wygrzewające się w słońcu jaki, alpaki i strusie. Z kolei na bagnach (przy odrobinie szczęścia) zobaczymy nasze polskie czaple, żurawie i kormorany.
Bezkrwawe Safari zajmuje obszar około 300 ha . Teren jest malowniczy, pagórkowaty – jak na Mazury Garbate przystało. Umówienie wycieczki odbywa się telefonicznie.
• WIEŻA CIŚNIEŃ W GOŁDAPI • Tarasy widokowe, kawiarnia, muzeum.
Opuszczamy dzielnicę uzdrowiskową i kierujemy się w stronę centrum, do ulicy Paderewskiego. Już z oddali widać górującą nad zabudową wieżę ciśnień. Wieża udostępniona jest do zwiedzania, a z tarasów na szczycie roztacza się ciekawa panorama okolicy.
Gołdapska wieża ciśnień została wzniesiona w 1905 roku jako element miejskiej sieci wodociągowej. Za budulec posłużyła czerwona cegła, jakże charakterystyczna dla Prus Wschodnich. Wieża przetrwała wojnę i działała zgodnie z przeznaczeniem aż do 1986 roku, kiedy to uległa poważnej awarii.
Popadała w coraz większą ruinę. Kupił ją Henryk Górny – przedsiębiorca i miłośnik tego typu budowli. W 2008 roku rozpoczął się gruntowny remont, a rok później wieżę uroczyście otwarto. Dziś mieści się tu mini-muzeum, przeszklona kawiarnia i tarasy widokowe z opisem panoramy. Widać stąd nawet trójstyk granic!
Co ciekawe, na Warmii i Mazurach zachowało się sporo wież ciśnień, m.in. we Fromborku, w Giżycku, w Ełku czy w Pasymiu. Można zrobić tour niczym po latarniach morskich:-).
• GOŁDAP • Jedyne takie uzdrowisko!
Gołdap – TA Gołdap, gdyby ktoś pytał:-). Jedziemy do jedynego uzdrowiska na Warmii i Mazurach, a jednocześnie miasta o najczystszym w Polsce powietrzu. Jesteśmy tylko cztery kilometry od granicy z Rosją - przed wojną tereny te zamieszkiwali Mazurzy, Litwini pruscy i Niemcy.
Kierujemy się do dzielnicy sanatoryjnej, gdzie dumnie wznoszą się otwarte w 2014 roku wielkie tężnie. Solanka spływa po gałązkach tarniny tworząc zdrowy mikroklimat. Z tarasów roztaczają się widoki na park zdrojowy i jezioro Gołdap.
Jest też (a jakże!) pijalnia. Z kubeczkami wypełnionymi wodą czerpaną z gołdapskich zdrojów udajemy się do przeszklonego pomieszczenia z mini-tężniami. Już na dworze było gorąco, ale tutaj – to dopiero! W budynku znajduje się także grota solna.
Alejkami parku zdrojowego skierowaliśmy się następnie na pływające molo na jeziorze Gołdap. Część akwenu należy do Polski, część do Rosji. U wschodniej linii brzegowej rozpościera się Puszcza Rominicka – kompleks leśny o unikalnym charakterze, z klimatem porównywalnym do tajgi. Puszcza także została podzielona, pamiętnego 1945 roku, pomiędzy dwa państwa.
Lekki wiaterek kołysze molo. Altanka zachęca do krótkiego odpoczynku. Jest pięknie!