Ścieżka przyrodnicza „Folusz”
W Magurskim Parku Narodowym

Kategorie:  góry   wiejskie   podkarpackie  

Hop na Podkarpacie!:-) Nadal jednak pozostajemy na Łemkowszczyźnie Środkowej, która, według podziału etnografa Romana Reinfussa, rozciąga się aż do rzeki Jasiołki. Udajemy się w północną część Beskidu Niskiego, do osady wypoczynkowej Folusz. I wchodzimy na teren Magurskiego Parku Narodowego.

O Magurskim Parku Narodowym jeszcze tu na blogu nie było (choć przedreptaliśmy jego bardzo niewielką część będąc w Nieznajowej) – został on utworzony w 1995 r. i położony jest na granicy dwóch województw – małopolskiego i podkarpackiego. Obszar MPN stanowi swoisty pomost pomiędzy Karpatami Zachodnimi i Wschodnimi, a przeważającą jego część stanowią lasy. Biegnie nim sporo turystycznych szlaków, między innymi Główny Szlak Beskidzki. Dużo tu także ścieżek dydaktyczno-przyrodniczych, o czym niebawem się przekonasz. My lubimy Magurski Park Narodowy za to, że wciąż tu jeszcze dużo dzikości, brzęczenia trzmieli i cudnych manowców:-).

Samochód zostawiliśmy nieopodal wejścia do MPN, na parkingu przy drodze wyjazdowej z Folusza, w dolinie potoku Potasówka. Na moment skierowaliśmy się na prowadzący do Świątkowej Wielkiej trakt rowerowy, jednak po chwili zawróciliśmy i wybraliśmy oznaczony na czerwono szlak ścieżki przyrodniczej „Folusz”. Zlokalizowana jest ona w najbardziej na północ wysuniętej części Magurskiego Parku Narodowego i posiada 12 przystanków. Na każdym z nich znajdziemy tablicę z krótkim opisem miejsca.

Na trasie znajdują się dwie szczególne osobliwości przyrodnicze. Pierwszą z nich jest Wodospad Magurski, do którego dojdziemy po około 20 minutach wędrówki. To największy wodospad w Beskidzie Niskim, czego dowodem NIE JEST zdjęcie zrobione przeze mnie (nr 5). Cała zagwozdka polega bowiem na tym, że wodospad jest bardzo mało widowiskowy w suche dni (my zastaliśmy ledwie cieknącą strużkę), a obfita i wysoka na blisko 7 metrów kaskada pojawia się jedynie podczas roztopów i po ulewach. Cóż, skierowaliśmy się z powrotem na ścieżkę, przybijając po drodze pieczątkę do ustanowionej przez MPN „Magurskiej Odznaki Terenowej” (książeczkę z mapą i miejscami na stempelki nabyliśmy w jednej z kas).

Po około 30 minutach marszu doszliśmy do kolejnej ciekawostki przyrodniczej o dość mrocznej nazwie – Diabli Kamień. Czymże owa osobliwość jest? To grupa kilku wychodni magurskiego piaskowca, w których, przy odrobinie fantazji, można się dopatrzeć przeróżnych kształtów. Skały sięgają nawet 15 m i można je obejść dookoła, co też uczyniliśmy. Skąd jednak ich mało przyjazna nazwa? Jak to zwykle bywa, wiąże się z pewną legendą – można o niej przeczytać w niejednym przewodniku. My usiedliśmy na jednej z ławek, by się posilić, a potem przybiliśmy kolejną pieczątkę i...czas było ruszyć w powrotną drogę.

Całość trasy liczy około 4 km, przewyższenia jest 170 m. My jednak, jak napisałam, nie przeszliśmy ścieżki do końca - na przystanku Diabli Kamień zawróciliśmy do parkingu. Ach! I wbrew temu, co mogą sugerować zdjęcia, nie jest to trasa na rowerek biegowy (nie chciało nam się już wracać do samochodu, by go zostawić:-)).

A o Magurskim będzie tu jeszcze nieraz...

Sprawdź lokalizację